Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Trzy razy pierwszy raz Kubicy

Trzy razy pierwszy raz Kubicy

Moto | 20 listopada 2013 23:44 | Michał Kozera

fot. rallysprott / Flickr.com

Echa wydarzeń podczas Rajdu Wielkiej Brytanii powoli milkną w polskich mediach. Powiedziano wszystko co było do powiedzenia, wyciągnięto wnioski (miejscami niemal błyskawicznie) i wyczerpano temat. Wszystko składa się w całość, gdy przeczytamy słowa Kubicy po feralnym rajdzie, w i przed którym wszystko poszło źle.

 

Zaczęło się od zaskakującej decyzji o zmianie pilota. Niespodziewanie na liście startowej obok Roberta Kubicy znalazło się nazwisko Michele Ferrary, 35-letniego włoskiego pilota, który na stałe partnerował w Renault Clio Andrea Crugnoli, odnosząc sukcesy w IRC. Włoski rajdowiec „użyczył” Robertowi swojego pilota nie ze względu na problemy na linii Kubica – Baran (jak na początku się domyślano), a ze względu na decyzję polskiego pilota. Ten postanowił wrócić do domu i zrezygnować z dalszej rywalizacji z Kubicą, co kosztowało go wiele wysiłku, pracy i przede wszystkim – nieobecności poza domem. Sam Kubica przyznaje, że szuka pilota wyłącznie na długo i niestety – Maciek Baran nie był w stanie zagwarantować Krakowianinowi wymaganej dyspozycyjności.


Co to oznaczało dla samego kierowcy? Ogromne zmiany, bowiem partnerstwo kierowcy z pilotem i ich wzajemna precyzja nie jest czymś, co można mieć od ręki, a wymaga długiej i intensywnej pracy nad dopasowaniem się opisem trasy do preferencji kierującego. Tym trudniej to osiągnąć, jeżeli pilot nie porozumiewa się w ojczystym języku kierowcy – w rozumieniu opisu liczy się refleks i intuicyjność, nie ma czasu na tłumaczenie sobie poleceń, bo te trzeba wykonywać natychmiast, słuchając potoku kolejnych słów. I jeszcze trudniej to osiągnąć, jeżeli przez cały sezon Kubicy wyrobił sobie już metodykę pracy przy polskich i dostosowanych pod siebie notatkach Maćka.

 

Mamy pierwszy raz po raz pierwszy.

 

Maszyna WRC nie różni się kosmicznie od samochodu klasy RRC, jednak nie jest to też coś, w co można wsiąść i od razu pojechać na procent możliwości równy poprzednio ujeżdżonej maszynie. W podobny sposób jak z pilotem potrzebny jest czas na poznanie i przyzwyczajenie się do maszyny. Podobnie jak w przypadku Citroena RRC, tym razem Robert też potrzebował czasu by móc bezbłędnie jeździć maszyną na limicie. Zanim do tego doszło i być może dojdzie, Polak czasu marnować nie zamierza i już jeździ naprawdę szybko.

 

Pierwszy raz po raz drugi.

 

Trzecim pierwszym razem był Rajd Wielkiej Brytanii – walijskie trasy na których Kubica nie miał jeszcze okazji startować, a które składają się one z odcinków znanych z dość dużej trudności. Sam Robert przyznaje, że podczas gry w Colina jego ulubionym rajdem był właśnie ten, głównie ze względu na poziom wyzwania. Jak się można było spodziewać – prawdziwa jazda była niczym w porównaniu z komputerową zabawą. Polak wraz z włoskim wsparciem na fotelu pilot zaczął testy już na parę dni przed oficjalnym startem imprezy by móc wypaść jak najlepiej. Jak się okazało, wypadł wyśmienicie, bo aż dwa razy, wcześniej jednak radził sobie naprawdę dobrze.

 

Na brak testów narzekał Mikko Hirvonen, jednak sam rozumiał, jak bardzo potrzebne będzie doświadczenie Robertowi. Nowy pilot, nowy samochód, nowe trasy. Kubica zabrał ze sobą do Walii bagaż doświadczeń, który nie był tak wartościowy jak w aucie RRC, był jednak wszystkim, co mógł zrobić Kubica przed przesiadką w kwestii przygotowania. Porwał się z motyką na słońce, ale zanim do tego doszło perspektywa debiutu w WRC zapowiadała się na kolejny epizod współpracy. Nie ma co się załamywać dwukrotnym finiszem na dachu, warto trochę pożałować, że udział w Rajdzie Wielkiej Brytanii nie przypadł Polakowi w lepszych okolicznościach, na które ciężko pracował. Bo nie zapominajmy – mówimy o rajdowym mistrzu świata.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)