Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Finałowe Grand Prix: Mark Webber

Finałowe Grand Prix: Mark Webber

Moto | 22 listopada 2013 17:29 | Michał Kozera

fot. Pirelli

Coś się kończy, coś się zaczyna, jak mawiał w swoich książkach Andrzej Sapkowski. Kończą się liczne przygody - pożegnać się przychodzi nam z Markiem Webberem, a zespoły opuszczają m.in. Massa, Perez, Ricciardo. Pożegnań jest kilka, bowiem finałowe GP zakończy wiele bardzo długo trwających historii. Dziś o pierwszej z nich – o historii Webbera w F1.

 

12 lat - tyle trwała przygoda Marka Webbera z F1 w roli regularnego kierowcy. Niesamowicie dużo, jednak dopiero ostatnie lata przyniosły Kangurowi sympatię kibiców. Ta, niestety, przyszła wraz z problemami w zespole o nazwie „Sebastian Vettel”, które ciągną się do dziś i bez wątpienia mają ogromny wpływ na decyzję o zmianie serii.


Od początku jednak – Mark Webber pierwsze szlify w F1 otrzymał w roku 2000, kiedy na torze Estoril zasiadł za sterami Benettona i od razu zaprezentował świetne osiągi. Pokonując czasowo Fisichellę i Ralfa Schumachera zapracował sobie na posadę testera w ostatnim sezonie istnienia teamu Benetton. Zdobyte w tym czasie wicemistrzostwo Formuły 3000 z pewnością miało istotny wpływ na propozycję zajęcia miejsca w jednym z bolidów Minardi, gdzie już na starcie – w domowym GP Australii Mark zdobył piąte miejsce i pierwsze od 3 lat punkty dla teamu. Potem nie było zbyt kolorowo, istotnym jednak było regularne pokonywanie swoich teamowych partnerów. Podobnie było przez cztery kolejne lata, gdy Webber reprezentował najpierw barwy Jaguar Racing, a potem prowadził Williamsa.

 

 

Osiągi Marka Webbera chociaż były regularnie lepsze od jego zespołowych partnerów, nie przekładały się na wyjątkowe ilości punktów. Istotnym krokiem w kierunku wyżej punktowanych miejsc stał się angaż w Red Bull Racing, gdzie oglądać go możemy do dziś. W 2008 roku Byki nie przypominały mistrzowskiej ekipy, którą widzimy teraz – Australijczyk w debiucie w RBR przegrał wewnętrzną rywalizację z Davidem Coulthardem, co i tak przekładało się na końcowe pozycje 10 i 12. Niewiele lepiej było rok później, kiedy Coulthard powoli kończył karierę punktując coraz mniej, nadrabiał to jednak jego team mate – niestety znów z marnym skutkiem, 11 miejscem.

 

 

Przełom miał miejsce gdy na miejsce szkockiego kierowcy zatrudniono młodego Sebastiana Vettela. Niemiec był towarem co najmniej gorącym – na koncie miał zwycięstwo w deszczowej Monzy, które zdobył bolidem Toro Rosso, wówczas bywalcem znacznie dalszych miejsc. Sezon 2009 od razu przyniósł gwałtowną zwyżkę osiągów – Vettel znalazł się na drugim miejscu, Webber na 4. Od tego momentu niewiele było sytuacji, gdy Australijczyk był tą lepszą połową duetu. Szans ku nie mógł bowiem mieć, skoro od sezonu 2010 aż do dziś Seb jest niepokonanym mistrzem świata. Niestety w sukurs z tym przyszły wewnętrzne problemy w teamie. Rozpoczęły się gesty faworyzowania młodszego z kierowców, często kosztem drugiego. Webber został zepchnięty na boczny tor z przyklejoną łatką zapchajdziury i ewentualnego wsparcia, gdyby zaszła konieczność przepuszczenia walczącego o zwycięstwo kolegi.


Wraz z faworyzowaniem Vettela wzrosła sympatia dla Webbera. Ciężko się temu dziwić, bowiem poza licznymi profitami wewnątrz zespołu na korzyść Niemca wydawało się, ze otrzymuje on też o wiele lepsze części – różnica między liczbą awarii Seba i Marka jest ogromna, a niejedna szansa na świetny wynik drugiego kierowcy Red Bulla została zniweczona przez problemy techniczne. Do tego pamiętne Multi 21, kiedy to Vettel oszukał partnera i otrzymujemy naprawdę nieprzyjemny obraz sytuacji, w jakiej znalazł się Aussie. Wydaje się, że opuszczenie Red Bulla i Formuły 1 to idealna recepta na zszargane nerwy Marka. On zresztą sam powiedział – negatywnych stron jest więcej niż pozytywnych.


Oby zatem ten obraz zmienił się w Porsche.

 


Zobacz również
Finałowe Grand Prix: Felipe Massa
24-lis-2013

Kategoria: Moto
Komentarze (0)