Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Finałowe Grand Prix: Felipe Massa

Finałowe Grand Prix: Felipe Massa

Moto | 24 listopada 2013 14:14 | Michał Kozera

fot. Ferrari / facebook.com

W Formule 1 jest już 11 lat i kto wie, może pozostanie jeszcze na długo? Przed nim prawdziwy test, nowa przygoda i wielkie zmiany. Po 8 latach spędzonych w czerwonych barwach Ferrari Felipe Massa musi zacząć kolejny etap w swojej karierze i twardo zapracować na swoją markę. Tymczasem czeka go ostatni wyścig, domowe GP przejechane po raz ostatni w bolidzie Ferrari.

 

Pierwszy kontakt z bolidem Formuły 1 Felipe zaliczył już w 2001 roku, kiedy to otrzymał szansę testowania bolidu Saubera w Mugello. Wyniki były na tyle obiecujące, że w kolejnym sezonie Brazylijczyk stał się etatowym kierowcą ekipy. Pod koniec sezonu zastępuje go Heinz-Harald Frentzen, a młody kierowca wiąże się kontraktem z mistrzowską stajnią Ferrari, zostając ich testerem na sezon 2003. Rok ten, niestety dla kariery Felipe i na szczęście dla jego kolegów w zespole, nie przynosi konieczności wykorzystania usług kierowcy rezerwowego w wyścigu, więc do rywalizacji wraca on dopiero w 2004 roku, kiedy z powrotem siada w bolidzie Petera Saubera, gdzie zostaje na dwa lata.

 

Przełom to rok 2006, gdy zostaje zespołowym partnerem Michaela Schumachera i wygrywa swoje pierwsze GP w Turcji na torze Istambul Park. Kolejny triumf odnosi w GP Brazylii, doprowadzając swoich kibiców do szaleństwa a samemu zapewniając sobie 3 miejsce w klasyfikacji generalnej tego sezonu. Następny sezon okazuje się być równie dobry co poprzedni – 3 zwycięstwa, 4 drugie miejsca oraz 3 trzecie, do tego 6 pierwszych pól. Najgorszymi GP stają się wówczas Węgry, gdzie zajął 13 miejsce, oraz domowe dla jego teamu GP Włoch, którego po problemach z zawieszeniem nie ukończył. Do tego niestety doszła dyskwalifikacja z GP Kanady co łącznie z pozostałymi problemami wykluczyło go z walki o tytuł mistrzowski.

 

Sezon 2008 to mistrzostwa, które szczególnie zapadły w pamięci wszystkich fanów Felipe Massy i Formuły 1. Wówczas to Brazylijczyk wygrał aż 6 wyścigów, zdobył 2 drugie i trzecie miejsca na podium. Niestety, ze świetnymi wynikami przeplatały się też i kiepskie. W GP Wielkiej Brytanii Felipe nie sprostał silnym opadom deszczu i spinował tak często, że wypracował ostatnie miejsce. Podczas GP Węgier przeżył dramat, który śmiało mógł zaważyć o tytule – na 3 okrążenia przed metą z liderującego bolidu Ferrari wydobyły się obłoki dymu, kończąc tym samym świetne zawody dla Massy. W Singapurze problemy pojawiły się w alei serwisowej, gdy Felipe postanowił odjechać ze stanowiska z wężem do tankowania. Skończyło się to postojem na końcu pit lane oraz późniejszą karą.

 

GP Brazylii to wyścig, który zawsze będzie wyjątkowy dla Felipe Massy, tym razem jednak miał on znaczenie szczególne. W walce o mistrzostwo wciąż liczył się on oraz Lewis Hamilton, jednak to Brytyjczyk był liderem i z 7 puntami przewagi miał o wiele bardziej komfortową sytuację. By wygrać, kierowca Ferrari musiałby dojechać minimum na drugim miejscu przy założeniu, że Hamilton dojechałby najwyżej na 8 pozycji. Stało się zgoła inaczej – Felipe Massa wyścig wygrał w deszczowych warunkach i gdy wjeżdżał na metę, Lewis był dopiero 6, zatem w boksie Ferrari rozpoczęła się euforia. Chwilowy mistrz miał na koncie tyle samo punktów co rywal, jednak górował ilością zwycięstw. Niestety radość nie trwała długo – kilkanaście sekund później Hamilton w wyjściu na prostą wyprzedza Glocka i zyskuje 5 pozycję i tym samym punkt, który wysuwa go na samodzielne prowadzenie w klasyfikacji i daje mu tytuł mistrzowski dla najmłodszego kierowcy w historii F1.

 

Sezon 2009 to kolejny etap problemów. Pierwsze cztery GP zakończyły się kompletnym fiaskiem i dopiero w Hiszpanii Massa zaczął punktować. Gdy w GP Niemiec finiszował na pierwszym tegorocznym podium i wydawało się, że jest już naprawdę dobrze, przyszedł feralny wyścig na Hungariringu. Podczas podjazdu do zakrętu 4, na prostej z jadącego przed Massą bolidu Rubensa Barichello oderwała się sprężyna, która odbijając się trafiła w zielono-niebieski kask tuż nad wizjerem. Bolid Massy pojechał prosto i uderzył w bandy, sam zawodnik stracił przytomność. Niestety, incydent kosztował go odpoczynek od F1 aż do końca sezonu.


2010 rok to powrót Brazylijczyka na tor i pierwszy sezon współpracy z Fernando Alonso. Niestety, duet nie stworzył zespołu marzeń zgarniającego wszystko – po części przez genialne osiągi Sebastiana Vettela, po części również przez swoją słabą dyspozycję. A zaczęło się dobrze, bo od dwóch podiów. Niestety dalej było tylko gorzej, aż w końcu nowa hierarchia w zespole stała się faktem za sprawą słów” Fernando is faster than you”. Massa mistrzostwa zakończył na 6 miejscu względem wicemistrzostwa Alonso.


Przychodzi kolejny rok koszmaru. Tym razem w dorobku sezonu 2011 nie znajdziecie ani jednego zwycięstwa, pole position a nawet podium „Felipe baby”. Punkty w dorobku zespołowym i indywidualnym lądują bardzo regularnie, jednak sumy okazują się być co najmniej niewielkimi – najwyższy wynik Massy to 5 miejsca, w generalce kończy szósty. Jeszcze gorzej zaczyna się sezon ostatniej szansy – 2012. Nie ukończone GP, 15 i 13 miejsce. Potem dopiero 9 i znów 15. Do GP Wielkiej Brytanii, gdzie finiszuje czwarty, zajmuje absurdalnie słabą, 16 pozycję.

 

Zapowiedzią odzyskania formy był finisz tuż za podium na Silverstone, a potem 5 i znów 4 miejsce w Belgii i Włoszech. Gdy już naprawdę głośno mówiło się o rozwiązaniu kontraktu przez Ferrari, Massa wypalił. W pechowym dla Alonso GP Japonii dojeżdża na drugim miejscu, ustępując tylko niemożliwemu Vettelowi. W Korei znów kończy tuż za podium, ale wówczas już wie, że w Ferrari będzie jeszcze przez rok. W Indiach i Emiratach jakby osiada na laurach, jednak czeka u stóp podium w Austin, a w domowej Brazylii potwierdza formę zdobywając 3 miejsce (gdyby nie walczący o mistrzostwo Alonso, pewnie śmiało mógłby dojechać 2).

 

Obecny sezon w marzeniach fanów, sympatyków i samego kierowcy powinien zacząć się naprawdę nieźle. Faktycznie – źle nie było, ale tendencja wyraźnie spadała. Czwarte miejsce, potem piąte, szóste i problemy z oponami w Bahrajnie. W Monako widzieliśmy głupie błędy Brazylijczyka, który najpierw w 3 treningu, a potem w wyścigu w identyczny sposób rozbił swój bolid. Wówczas zespół tłumaczył incydenty usterkami technicznymi, jednak wiara w to podupadła, kiedy kolejny raz bandy pocałował w Q2 do GP Kanady. Wahająca się forma pozytywnie dała o sobie znać w Wielkiej Brytanii, kiedy to miały miejsce wielkie problemy z wybuchającymi oponami Pirelli. Jednym z pechowców był właśnie Felipe, który mimo tego zdołał finiszować na 6 pozycji. W GP Niemiec kolorowo nie było, kiedy Massa z wyścigu odpadł po błędzie na jednym z dohamowań – obrócił bolid w kierunku przeciwnym do zakrętu i zgasił silnik kończąc swoją rywalizację. Mały powrót do dyspozycji przyszedł dopiero we Włoszech, gdzie otarł się o podium, to niestety nie pomogło – po tym weekendzie Brazylijczyk został poinformowany o nieprzedłużeniu kontraktu na kolejny sezon. W momencie gdy jego wyniki powinny być kartą przetargową w walce o posadę w dobrym zespole, forma znów spadła. Powróciła dopiero w Indiach, ale tylko na chwilę.

 

Ostatnim gwizdkiem jest GP Brazylii, gdzie Felipe w czerwonym kasku żegna się z Ferrari. Jest popularny, jest bardzo lubiany. Ferrari kocha tego kierowcę, mimo jego słabych wyników wie, jak wiele serca zostawił w Maranello i jak mocno zżył się z członkami zespołu. Widać to gdy robi sobie liczne zdjęcia z mechanikami, gośćmi, współpracownikami. Na szczęście nie opuszcza F1 – kolejnym etapem będzie walka w bolidzie Williamsa, gdzie konieczne może być pokazanie pazura. Za Massą nie będzie już stała opiekuńcza rodzina Ferrari – czeka go test samodzielności i wytrwałości.

 


Zobacz również
Finałowe Grand Prix: Mark Webber
22-lis-2013

Kategoria: Moto
Komentarze (0)