Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Szalone pomysły FIA

Szalone pomysły FIA

Moto | 12 grudnia 2013 19:24 | Michał Kozera

fot. Pirelli

Podwójnie ważny finałowy wyścig dla kierowców, którzy wystartują z własnymi, stałymi numerami. Ograniczone finanse ekip oraz kary 5 sekund za drobne wykroczenia na torze. FIA nie zwalnia i na rewolucyjny sezon 2014 przygotowuje kolejną porcję nowości. Niektóre z nich budzą kontrowersje, inne interesują. Jedno jest pewne – Federacja robi krok w stronę szaleństwa chcąc urozmaicić F1.

 

Kiedyś kręcono nosami na wieść o wprowadzeniu KERSu, potem przyszedł DRS. Formuła 1 dopiero co zasmakowała, wciąż nieokiełznanych w 100%, opon Pirelli, a już czekają ich kolejne zmiany. Tym razem cała seria przewróci się do góry nogami, dotykając nawet fundamentów. Nowe silniki, nowe aero i nowy, elektryczny dopalacz nie wystarczą – trzeba iść krok dalej. Parę dni temu świat obiegły informacje o wprowadzeniu kolejnych nowości i nie mogło obyć się bez kontrowersji.

 

Znów zmienia się system punktowania, tym razem jednak nie całosezonowy, a tylko na jeden wyścig. Ostatnie GP sezonu będzie miało podwójnie wyjątkowy status, bo od tego sezonu kierowcy będą mogli w nim odwrócić losy całego sezonu. Dwa razy więcej punktów daje ich aż 50 dla zwycięzcy, 36 dla zdobywcy drugiego oraz 30 dla trzeciego miejsca. Różnice rosną diametralnie i mogą namieszać naprawdę wiele – dodatkowe 25 punktów to tak jakby dodatkowy wyścig. Jeżeli jednemu z walczących o tytuł nie uda się ukończyć GP, wówczas traci dorobek dwóch wyścigów.

 

Zmiany już nie spodobały się aktualnemu mistrzowi świata, który decyzję FIA nazwał absurdem. Z jednej strony Vettel obawiać się nie powinien – tegoroczną kampanię ukończył dominując do samego końca, jednak rok wcześniej podwójnie punktowane GP mogłoby pogrzebać cały sezon starań, stawiając Alonso na pozycji mistrza. Podobnie byłoby w 2008 roku, kiedy GP Brazylii wygrał Massa, jednak mistrzostwo w ostatnim zakręcie zdobył Hamilton. „To jest absurdalne i karze tych, którzy ciężko pracowali przez cały sezon. Cenię sobie stare tradycje w Formule 1 i nie rozumiem tych nowych zasad.” – mówi Seb.

 

Pozytywem całej sytuacji wydaje się być w tej chwili desygnowanie GP Abu Zabi, jako finałowej rundy mistrzostw świata. Wyścigi na Interlagos cechowały się dotąd niejednokrotnie zaskakującymi rozstrzygnięciami, stąd też przewidywalna rywalizacja na Yas Marina powinna zminimalizować ewentualne, negatywne skutki podwojonych punktów. A jak to się „przyjmie” – zobaczymy dopiero za niecały rok.

 

Najistotniejszą dla kibiców zmianą mogą okazać się stałe numery przypisane kierowcom na całą karierę. Nie będziemy musieli się co sezon przyzwyczajać do nowych numerów przypisywanych zawodnikom na podstawie zeszłorocznych wyników zespołu, tym razem pozostanie nam nauczyć się tych, które kierowcy wybiorą sobie sami. Problem duży być nie powinien, bowiem charakterystyczny dla kierowcy numer będzie dodatkową bronią marketingową i powinniśmy dość szybko zostać zasypani materiałami łączącymi kierowców z ich nową liczbą. W końcu kto nie kojarzy numeru 46 z Valentino Rossim? Gdybyśmy jednak zapomnieli, to numery znajdziemy na kasku kierowcy i na bolidzie. Pozostaje pytanie – z jakim numerem kojarzyć będziemy Sebastiana Vettela, który jako jedyny może wykorzystać jedynkę. Ciekawi też czy ktoś połasi się na pechową trzynastkę, a kto wygra wyścig o szczęśliwą siódemkę. Pozostają również takie dwuznaczne liczby jak 66 czy 69 – będzie ciekawie.

 

Jeśli mowa o zmianach, to nie może zabraknąć tutaj Pirelli, która z sezonu na sezon stara się poprawiać widowisko i doznania płynące z wykorzystywania ich opon w Formule 1. Zeszłoroczne mistrzostwa nie były zbyt udane dla włoskiej firmy ze względu na liczne problemy, których apogeum przyszło w GP Wielkiej Brytanii, gdy opony wybuchały jedna za drugą. Zjawisko delaminacji, wydaje się, zostało zażegnane przez oponiarzy, jednak zespoły poradziły też sobie z wysokim zużyciem opon. Rozwiązanie? Jazda z 2 obowiązkowymi zmianami opon. Pomysł absurdalny i nietrafiony, który dość mocno uszczupliłby szanse chociażby Lotusa, jeżeli ten nadal tak dobrze radziłby sobie z oszczędzaniem gum. Aby jednak przyszły sezon nie był taki zły, podczas weekendu każdy kierowca będzie miał do dyspozycji 12 kompletów opon, a już niedługo odbędą się dodatkowe testy przyszłorocznych gum, na które stawić ma się 6 ekip: Red Bull, Ferrari, McLaren, Mercedes, Force India i Toro Rosso. Zaproszenie na testy skierowane zostało do całej stawki, jednak nie każdy team jest w stanie wyłożyć pieniądze na dodatkowe przejazdy, stąd też może wynikać nieobecność Lotusa czy Williamsa.

 

Jeśli zaś o finansach mowa, to regulamin wspomina też o limicie budżetu, jakim zespół może dysponować w trakcie kampanii, ale dopiero w roku 2015. Szczegóły oraz konkretne liczby są jeszcze dopracowywane, najbardziej interesujące wydaje się jednak być, jak przebiegnie kontrola wydatków. Jeżeli uda się dopilnować przestrzegania wyznaczonych limitów, do poziomu Red Bulla łatwiej zbliżyć się będzie Lotusowi, Williamsowi czy Force India.

Problemów finansowych może w znacznym stopniu przysporzyć wykorzystanie nowych jednostek napędowych, których eksploatacja i wymiana będzie teraz kontrolowana na aż 6 płaszczyznach: silnika, motoru elektrycznego, cieplnego, turbosprężarki, elektroniki oraz baterii motoru elektrycznego. Piąta wymiana któregokolwiek z modułów będzie skutkowała srogimi karami, te zaś, jeśli nie będą wypełnione w całości (czyli Max Chilton zamiast 10 pozycji spadnie o 1, na ostatnią), zostaną doliczone do kolejnego GP. Nie wiadomo, czy promocja dotyczy tylko jednego weekendu z rzędu, czy przykładowo podany przez mnie pechowiec Chilton karę +10 pozycji musiałby odbębniać przez pół sezonu. Na baczności muszą się mieć natomiast Romain Grosjean czy Pastor Maldonado, nad którymi wisi teraz groźba dyskwalifikacji po uzbieraniu 12 punktów karnych. Naturalnie – ich konta są jeszcze czyste, jednak znając zapędy i możliwości obu z reprezentantów Lotusa, nie dziwne będzie, jeśli brytyjski team kilka razy w ciągu sezonu skorzysta z rezerwowych zawodników.

 

Jak zapowiada się przyszły sezon? Bez wątpienia emocjonująco. Zmiany regulaminowe są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, która zawiera w sobie liczne nowinki techniczne. Warto czekać do pierwszych prezentacji by przekonać się, czy faktycznie najnowsze dzieła motoryzacyjnych projektantów będą jeszcze brzydsze niż niedawne „nosy”. Początek sezonu pokaże też jak bardzo zmienił się układ sił, a już w Australii możemy spodziewać się pierwszych awarii silników, co już na starcie ustawiłoby niektórych na naprawdę przegranej pozycji. W międzyczasie ze świata docierają kolejne już informacje o nowych reprezentantach zespołów – roszad jest niezwykle dużo. Dzieje się wiele, a będzie się działo jeszcze więcej!

f1talks.pl
Kategoria: Moto
Komentarze (0)