Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Formuła obłędu, wizualny madness

Formuła obłędu, wizualny madness

Moto | 31 stycznia 2014 14:53 | Michał Kozera
Tak wygląda Caterham - i jest w tym dość oryginalny!
fot. Caterham F1 Team / facebook.com
Tak wygląda Caterham - i jest w tym dość oryginalny!

Brytyjczycy w swoim zasobniku słów mają jeden wyraz, który idealnie komponuje się z wrażeniami, jakie odniosłem oglądając pozbawione płachty, odsłonięte bolidy. Wyrazem tym jest „madness” i mam pewność, że na usta nasunęło się Wam wiele innych, polskich odpowiedników. Nie dziwne – tegoroczne prezentacje zafundowały nam mały festiwal – obłędu projektantów, szaleństwa ich desek kreślarskich. A to wszystko sponsorowane przez czujne oko przepisów.

 

Formuła 1 zmienia się nie tylko na przestrzeni dekad, ale głównie z roku na rok. Jak to robi? Jaki staje się ten sport w miarę upływu lat? Kiedyś można było powiedzieć, że jest szybszy, bezpieczniejszy, zyskuje jakość i błysk reflektorów. Dziś ciężko z siebie wydusić te słowa. Maszyny zwalniają, bezpieczeństwo osiągnęło granicę nudy, a reflektory odwracają swój świetlany wzrok zupełnie gdzie indziej, speszone i obrzydzone widokiem tego, co wyjeżdżać zaczęło z garaży.

 

Jakość powoli zaczyna przypominać blichtr, który rozgłosu szuka niczym dzisiejsze gwiazdy muzyki pop – odważnymi, rozbieranymi kreacjami, niezmordowanie trwającymi w przekonaniu, że nie ważne jak, ważne by mówili.

 

Koloryzuję, ale część z porównań jest jak najbardziej celowa. Ile z Was kręciło nosem na złamane, płaskie nosy, konstrukcje przypominające urodą dzieło pod patronatem LEGO? Nikt wówczas nie myślał, że gorzej być nie może. Kto się spodziewał, że będzie aż tak źle?

 

Formuła 1 oparta na silnikach V6 z turbo zyskała nowy charakter. Jest bardziej eko – ma mniejsze obroty i nowe limity spalania. Doszedł wydajniejszy układ odzyskiwania energii, dzięki czemu silnik spalinowy dostanie wsparcie „zielonej” mocy na każdym okrążeniu. ERS brzmi jak krok do przodu, coś, co przyczyni się do rozwoju alternatywnych jednostek napędowych w normalnym życiu, jest to jednak produkt jakby zastępczy. Podobnie jest w przypadku turbo, które ma nie tylko osłodzić stratę po V8, ale też nadać królowej sportów ów nowy charakter.

 

Udało się – F1 brzmi inaczej. Ba, dźwięk w niczym nie przypomina już tego wiercącego uszy hałasu przelatującego roju jadowitych pszczół. Teraz tym, co rzuca się w oczy jest niższy, jakby o wiele spokojniejszy, stonowany dźwięk, wspomagany dzielnie przez syk turbiny. To jednak nie to, bo F1 musi być unikatowa, wyjątkowa, niepowtarzalna, a V6 turbo skręcone do 15 tysięcy obrotów brzmi bardzo podobnie do drogowych samochodów sportowych. To nadal są Ferrari, Lamborghini czy inne nieosiągalne potwory, jednak unikatowość przepadła.

 

Nico Hulkenberg przyznał, że obecna F1 brzmi jak DTM. Poza odczuciami dźwiękowymi ważne są jeszcze te, który dostarczają nam oczy. I tu zaczyna się dramat, na widok którego matki zasłaniają dzieciom oczy, a kontrola rodzicielska w szkołach blokuje strony. Zwłaszcza, gdy włączycie zdjęcie bolidu Toro Rosso.

 

Prezentacje nowych maszyn zaczęły się od budzącego nadzieje zdjęcia Force India, na którym nos dość zgrabnie tracił wysokość, a jego zakończenie ukrywały boczne płaty skrzydła. Potem pojawił się Williams, na którego wystarczyło spojrzeć, by popsuć sobie humor (tym bardziej łącząc ohydny nos z jednolitym malowaniem). Oliwy do ognia dodał McLaren, Lotus wywołał burzę, Ferrari chichoty. Doszło też obrzydzenie, gdy pokazano właśnie Toro Rosso czy Force India w pełnej krasie.

 

Przewidywaną przed startem sezonu koncepcję nosa, zakończonego obniżającym jego wysokość „członkiem”, wykorzystał Sauber, Force India, Toro Rosso i Williams w niemal identycznej postaci. Do tego należy dopisać McLarena, mającego inaczej wymodelowaną część mocowania skrzydła z przedłużeniem nosa, Marussię, gdzie owo przedłużenie nie ma owalnego kształtu a jest bardziej kanciaste. Do tego Red Bull, którego nos wieńczy „członek”, jednak dość tępo zakończony i Caterham, którego koncepcja jest dość oryginalna – bolid jest jakby krótszy, a do właściwych wymiarów przywraca go właśnie przedłużenie, będące też mocowaniem skrzydła.

 

Poza grupą „męskich” bolidów mamy też trzy konstrukcje, które nie zdecydowały się na takie rozwiązania. Mercedes postawił na ładnie opadający nos, na którym widać stylowe „wąsy” z kamerami, zakończony podwójnym mocowaniem w stylu odkurzacza. Efekt ten szczególnie dobrze widać w bolidzie Ferrari, które już nie jest tak urodziwe ze względu na niewielkie, lecz widoczne załamania nosa. Jego zakończenie to mała paszcza przypominająca końcówkę odkurzacza czy glonojada, z uwielbieniem pożerającego szybę własnego akwarium.

 

Maestro innowacji okazali się inżynierowie Lotusa. Poszli krok dalej w kierunku obłędu, a potem jeszcze krok w kierunku pomysłowości, by ostatecznie dać dwa kroki ku oryginalności. Dwuzębny bolid, zakończony istnymi widłami, to prawdziwy przebłysk fantazji. Jak jednak utrzymać takie rozwiązanie w ryzach regulaminu? Tutaj wystarczy zastosować niesymetryczność i lewą widełkę dać trochę krótszą. Szalone? Bardzo.

 

W nadchodzącym sezonie aerodynamika nie będzie odgrywać już tak dużej roli jak rok temu, mówi się jednak, że to Red Bull przygotował najlepszy pakiet. Gdyby to oryginalność i odwaga pomysłu miała decydować o dyspozycji bolidów, prowadzić mógłby Lotus wespół z… Caterhamem. Do tego Mercedes i McLaren, Ferrari i Red Bull a dalej reszta męskiej stawki, być może z Marussią na czele. Wiemy już jednak, że to silniki odegrają znaczną rolę – ich wydajność i bezawaryjność będą kluczowe.

 

Czym zachęca F1 nowych fanów? Odstrasza wyglądem czy może intryguje tych, którzy będą oglądać jak te maszkary prowadzą się na torze. Kto zyska nowych fanów – czy będzie to urodziwy Mercedes czy raczej obły (w, mam nadzieję, jeszcze roboczym malowaniu) z nosa McLaren? Malowanie ma znaczenie, co udowadnia Red Bull dobrze maskując swoje rozwiązanie, czy zatem fanów straci Toro Rosso, ze swoim budzącym skojarzenia, długim, fioletowym i połyskującym… nosem?

 

Jedno jest pewne, fani muszą sprawdzić jak wygląda nowa F1. F1 w erze V6, w nowej erze turbo. W czasach, w których powracają awarie silników a stawka może się drastycznie przetasować. Wyścig w Australii będzie wydarzeniem, gdzie przełamane zostaną pierwsze… nosy, a wszyscy zobaczymy to, co czeka nas przez długie ( i oby jak najdłuższe) miesiące z Formułą 1. Brzydką, ale nadal kochaną.

 

Michał Kozera

 

 

Spodobał Ci się artykuł? Kliknij polub i udostępnij na swoim Facebooku!

Kategoria: Moto
Komentarze (0)