Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Formuła 1 w Polsacie – parę słów przed sezonem

Formuła 1 w Polsacie – parę słów przed sezonem

Moto | 11 marca 2014 19:32 | Michał Kozera

fot. wł. / Pirelli

To było 7 długich lat, podczas których z głośników naszych telewizorów dumnie brzmiał pewny siebie głos Andrzeja Borowczyka. Wraz z nim słyszeliśmy Mikołaja Sokoła, którego na długo zmienił Maurycy Kochański, by potem samemu ustąpić Grzegorzowi Jędrzejewskiemu. Przez te siedem lat chyba każdy z nas zamarudził na poziom komentarza, na wiedzę ekspertów czy na poziom studia F1. Teraz jednak każdy tęskni za tym, czego miał dość. Czemu jeszcze nic nie wiemy?



Tak jak wejście Formuły 1 do Polsatu, tak i jej aktualna (prawdopodobna) nieobecność to efekt wielu czynników, które razem składają się na dobry biznes. Biznes czyli zarabienie pieniędzy, zarabianie czyli zysk. Zysk charakteryzował kilka wspaniałych, dla fanów Kubicy, sezonów od roku 2006, podczas których Polsat zrobił świetny interes na transmisjach. Potem było coraz gorzej – Formuła 1 straciła Kubicę, co z automatu odrzuciło część fanów z naszego kraju. Pozostała ta część, u której sport zaszczepił ciekawość i sympatię. Niestety, również wśród nich znalazło się wielu, którzy stracili zainteresowanie, kiedy taśmowo wygrane produkować zaczął Vettel.

 


Po drodze przecież też nie działo się najlepiej – nawet za Kubicy wyścigi potrafiły być nudne, a zmianę na lepsze przynosiły systemy KERS oraz DRS. Te jednak przeciętnemu zjadaczowi chleba były obce i dalekie zwykłemu ściganiu, a dla niektórych osób niedzielna ceremonia pościgowa stała się zmienianiem pozycji na niezrozumiałych zasadach. Tym samym – mamy kolejne straty w widzach.

 


Polsat stawiając na Formułę 1 zrobił naprawdę dobry interes. W czasach największych sukcesów Kubicy oglądalność była ogromna – Polsat notował ponad 30% udziału w rynku w danych godzinach transmisji (biorąc pod uwagę głównie weekendy w godzinach obiadowych). To daje co trzeciego Polaka przed TV oglądającego właśnie Kubicę i nasłuchującego emocji Andrzeja Borowczyka. Tak było w 2008 roku – wówczas oznaczało to 4 miliony widzów zgromadzonych przez TV Słońce. Z roku na rok sytuacja niestety traciła kolory – w 2010 roku największą oglądalność wyliczono na ok. 2 miliony, w 2011 było to 1,39 mln z roczną średnią na poziomie zaledwie miliona. Daje to już nie ponad 30% zgromadzonych widzów, a zaledwie 16%.

 


Sam spadek oglądalności o 800 tysięcy pomiędzy latami 2010 a 2011 to koszt rzędu 7 milionów złotych, spośród których znaczną część stanowiły wpływy z reklam, których koszt emisji (czyli cena, jaką wołał sobie Polsat od firm) spadał wraz z ilością widzów, do których te reklamy trafiały.

 


Poprzednie przedłużenie umowy o prawa do transmisji przyszło w dość kiepskim momencie – Polsat podpisał dokumenty tuż przed wypadkiem Roberta Kubicy. Formuła 1 bez Polaka przyniosła znacznie mniejsze dochody, a niestety za możliwość jej transmitowania zapłacono dość dużą cenę, uwarunkowaną wcześniejszą popularnością serii w naszym kraju. Możliwe, że w takich okolicznościach F1 przyniosła Polsatowi straty, na które ten znów nie chce się narazić.

 


20% spadek oglądalności w minionym roku jest kolejnym argumentem, który może odpychać zarząd od tak kosztownej decyzji. Co prawda nieznane są nam kwoty, jakich żąda Bernie Ecclestone, wydaje się jednak pewne, że to sumy z kategorii tych kosztownych. Być może jest szansa na rabaty – w końcu Polacy stracili swój punkt zaczepny w formie Kubicy a sama F1 nie jest u nas wyjątkowo interesująca. Niestety, z drugiej strony szali pojawia się argument obszerniejszego kalendarza, a co za tym idzie liczniejszych transmisji.

 


Do tego, na koniec, należy doliczyć oczekiwania wiązane z obecnym sezonem. Przed nami rok z V6, turbo, nową aerodynamiką, innym momentem obrotowym, przetasowaniami w stawce… uf… po prostu jest to ciekawy sezon. Będzie niewiarygodnie atrakcyjny w szczególności dla nas – kibiców, fanów, znawców, ekspertów, każdego, kto interesuje się F1. Jeszcze ciekawszy będzie dla tych, którzy poza samym ściganiem widzieć chcą wypadki, obłoki dymu i nieoczekiwane rozwiązania.

 


Kto wie, może to właśnie jest klucz do zwycięstwa? Póki co walczymy my – fani. Na Facebooku na tydzień do startu zaczęły się „rozruchy” – powstały grupy i fanpejdże poświęcone naszym nadziejom. Niestety mało jest prawdopodobne, że wpłynie to na decyzje Polsatu. W perspektywie miliona widzów głos tysiąca osób nie jest niczym naprawdę istotnym, jednak warto to robić by mieć poczucie, że się w tej sprawie zadziałało. Bo co my możemy? Oglądać Polsat, słuchać Borowczyka i cieszyć się F1, zarażając nią kolejne osoby.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)