Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Grzechy i grzeszki FIA

Grzechy i grzeszki FIA

Moto | 18 marca 2014 21:43 | Michał Kozera
Chociaż niezadowolony dyskwalifikacją, uczucia bycia na podium w domu nie odbierze mu nikt.
fot. Pirelli
Chociaż niezadowolony dyskwalifikacją, uczucia bycia na podium w domu nie odbierze mu nikt.

Międzynarodowa Federacja Samochodowa niejednokrotnie popełniała błędy przygotowując siebie i daną serię na nowy sezon. I tym razem sprawa nie była prosta – mamy przecież przed sobą rewolucję. Wszystko zaczyna się od nowa, a w całym zamieszaniu ton działaniom nadają przepisy i zasady, które Federacja postanowiła uchwalić by żyło się lepiej. Czy to się udało? Połowicznie, bowiem okazało się, że medal ma dwie strony, a jedna z nich wcale tak złotym blaskiem nie świeci.

 

Stylu F1 na pewno nie trzyma...
Chęci były dobre – nowa konstrukcja miała zapobiec latającym Kangurom i innym, tego typu wypadkom w F1. Niestety, z drugiej strony do głosu zaczęły dochodzić obawy o efekt zupełnie odwrotny. Czy bolidy w momencie wjechania komuś w tył nie wbiją się pod maszynę rywala? Obyśmy się tego nie dowiedzieli, bo wówczas nosy będą niebezpieczne na domiar złego i… brzydkiego. A wcale tak miało nie być, bo FIA zakładała zupełnie inną interpretację przepisów, w domyśle bliższą temu, co prezentuje Mercedes (oraz trochę Ferrari ;). Niestety, jak się okazało, ekipa teoretyków nie sprostała kreacji czegoś, co ma również istnieć w praktyce.

 

 

...co gorsza nawet nie brzmi poprawnie.
Tutaj również miało być dobrze. Jak się domyślacie, przy tworzeniu nowych reguł pokroju ograniczenia przepływu paliwa, zmniejszeniu limitu obrotów czy po prostu zmianie silnika z V8 na V6, nikt nie wziął pod uwagę tego, jak to będzie brzmieć. Zapewne urzędnicy kalkulowali, jak wiele zmieni turbo moment obrotowy czy zmieniona aerodynamika, jednak przy okazji zakładali pewnie, że skoro jest to F1, jest to Formuła z turbo, to dźwięk będzie satysfakcjonujący. Okazuje się, że jest źle. Nie tylko nie ma już tego drążenia naszych uszu przez limit obrotów, czego nie potrafi zrekompensować syk turbo, ale jest po prostu cicho. Cicho oraz bez wyrazu czyli tak, jak nie przystoi Formule 1. Ta seria musi się wyróżniać, bo jest królową, a tymczasem jej brzmienie jest pospolite i nijakie. Do tego głośność zestawu przejeżdżających bolidów jest tak drastycznie różna od zeszłorocznej, że niektórzy przecierają… uszy. Tym bardziej się dziwią Ci, którzy nawet w TV potrafią wyraźnie dosłyszeć pisk szukających przyczepności opon. Rok temu dostrzeżenie tego dźwięku było nie do pomyślenia. Jeżeli zaś organizatorzy GP Australii fatalny dźwięk interpretują jako złamanie warunków umowy, to sprawa jest bardzo poważna.

 


W międzyczasie Red Bulla z wozu pod wóz.
Ta sprawa nabrała już rumieńców. Australijczyk zyskał przychylność kibiców na całym świecie, którzy nie tylko widzieli w nim nadzieję na zmianę obyczajów rywalizacji w Red Bullu, ale również chcieli by ten utarł Vettelowi nosa. Jaka była radość, gdy scenariusz ten wszedł w życie już podczas pierwszych kwalifikacji i wyścigu. Co prawda największa w tym zasługa awarii, a nie kierowców, jednak fani przed TV a zwłaszcza Ci dopingujący rodaka na trybunach cieszyli się na widok Ricciardo przed Vettelem, by potem szaleć z radości gdy debiutant w RBR mijał metę na drugim miejscu. Niestety, jak się okazało, nie obyło się bez kontrowersji ze strony zespołu, który złamał przepisy i pozbawił się jedynych, na dodatek dużych, punktów. W Red Bullu „się przelewa”, można powiedzieć, gdy poczytać o przekroczonym chwilowym przepływie paliwa na godzinie w jedynym ich bolidzie na torze. Zespół tłumaczy się, że to wina FIA, która kilkukrotnie dostarczyła im wadliwe elementy. Jeżeli zatem FIA nie potrafi dopilnować właściwej jakości swoich elementów, jak może dopuszczać do tak wielkich zmian? Sama Federacja tłumaczy się, że w trakcie wyścigu informowała Red Bull o łamaniu przez nich przepisów, pozwalając tym samym zespołowi na dostosowanie się do zasad, czego Ci nie zrobili. Co na to Red Bull? Będzie się apelować, a jeżeli udowodnione zostanie, że wina leży po stronie techniki, kolejne gromy spaść mogą na tych, którzy odpowiadają za obecny wygląd Formuły 1.

 

Michał Kozera

Twitter: @KozeraM

Kategoria: Moto
Komentarze (0)