Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto F1: Dostaliśmy sezon rozczarowań?

F1: Dostaliśmy sezon rozczarowań?

Moto | 31 marca 2014 14:00 | Michał Kozera
Forma Lotusa nadal spada, natomiast Caterham wcale nie wypalił.
fot. Pirelli
Forma Lotusa nadal spada, natomiast Caterham wcale nie wypalił.

Odnoszę wrażenie, że zostaliśmy trochę zrobieni w konia. Po szumnych zapowiedziach, oczekiwaniu na emocje i nowe wrażenia otrzymaliśmy przysłowiową „figę z makiem”. Bolidy są oczywiście nowe, były rewolucje, ale to wszystko wykroczyło tylko nieznacznie poza teorię. Dlaczego właśnie tak? Bo nie dane jest nam obejrzeć wyścigu trzymającego w napięciu. Jest kiepsko.

 

Oczekiwania były ogromne, nieprawdaż? Mieliśmy dostać element losowości czyli awarie wykluczające zawodników z wyścigu w najmniej oczekiwanych momentach. Miało być szukanie formy i nauka, a co za tym idzie zmienność wyników. Miało być widowiskowo, a jeśli tylko nie pada, okazuje się, że jest nudno.

 

Takie były zapowiedzi trzy tygodnie temu:


 

 

 

 

 

 

A tak było dziś: spadliśmy z deszczu pod rynnę i od dominatora do dominatora. Oczywiście, co tyczy się całego felietonu, jestem świadom początkowej fazy mistrzostw i tego, że wszystko może się zmienić. Niestety, po kilku latach dominacji Red Bulla i w perspektywie nowości, chcę zmian już teraz. Natychmiast.

 

Musimy pamiętać, że sezon się rozwija, a wraz z nim wszystko się stabilizuje. Jeżeli zatem już teraz nie ma postojów w kłębach dymu, to za pół roku będzie tylko lepiej.

 

To samo tyczy się Red Bulla. Boję się ich formy z Malezji, bo była niebezpiecznie bliska Mercedesom. Nadal gospodarze tego GP mogli czuć się spokojni, jednak dopełniający podium Vettel już jest niesmaczkiem, tym bardziej w miejscu, gdzie rok temu w bezczelny sposób potraktował Webbera. Jeśli ten zespół utrzyma swoje tempo rozwoju, niedługo możemy ujrzeć walkę na czele (czyli to co lubimy), gorzej jeśli zwieńczoną zwycięstwem zespołu z Austrii (czyli to, czego już nie lubimy).

 

Nie zobaczyliśmy przewrotu – do punktów nie dobija się Caterham, formą nie wystrzeliła Marussia. Nie zmienił się dystans Ferrari do liderów – i choć Ci wczoraj byli inni, to jednak nadal stajnia z Maranello swoje maksimum osiąga na 4. lub 5. miejscu. Fernando Alonso robi co może, by wyciągnąć więcej niż maksimum, to jednak zadanie z kategorii tych niemożliwych. Można pokusić się o stwierdzenie, że właśnie te rezultaty stanowią 200%, zwłaszcza gdy porównać je z dotychczasowymi rezultatami Raikkonena.

 

W Red Bullu także miało być odświeżenie, tymczasem mam wrażenie, że to tylko pozory. Do zespołu wszedł Daniel Ricciardo, a gdy spojrzymy na tablice wyników nagle okazuje się, że rezultaty dziwnie kojarzą się z… Markiem Webberem. „Australijskie szczęście” nie zamierzało wyprowadzić się z garażu RBR i tkwi przy Danielu, który mimo swojej konkurencyjnej i świetnej jazdy co i rusz ma problemy – najpierw DQ, potem wyjazd z niedokręconym kołem i wyścig zakończony w boksie. Pecha – co niemiara. Mogliśmy Red Bulla polubić i być może nawet darzymy sympatią tę część, którą nadal reprezentuje Australijczyk (mimo, że już nie ten sam). Szkoda tylko, że to sympatia budowana na jego nieszczęściu.

 

Dojeżdżając do końca listy mamy gorący temat dźwięków silnika. W tym wypadku też zostaliśmy oszukani – motory miały brzmieć dobrze a słyszymy dość mało oryginalny dźwięk silników V6 – taki, jaki możemy usłyszeć w innych samochodach sportowych. Naturalnie, zobaczyć i usłyszeć takie na żywo jest również ciężko, jednak dotychczasowa F1 wyróżniała się tym, że huk jej silników powodował podwyższone tętno kibiców. Sam zresztą pamiętam zeszłoroczną wizytę Felipe Massy w Warszawie – aż chciało się chłonąć ten dźwięk.

 

Dziś słychać nawet pisk opon. To dość szokujące – skąd on się wziął? Na to składają się dwa czynniki – jest ciszej, ale mamy też wyższy moment obrotowy, który jest jedną z niewielu pozytywnych cech nowej F1. Ślizgające się koła niosą jednak za sobą straty czasowe, które większość z nas chciałaby znać. Wiem, że Live Timing dostarczany przez F1.com był popularnym wśród Was narzędziem, którym uzupełnialiście informacje na temat wydarzeń na torze oraz różnic czasowych. I tu nas zrobiono w konia – dziś LT jest w formie co najmniej ubogiej. Czasy sektorów zastąpiły kropki, których kolory sugerują tylko jak dobrze udało się daną partię toru przejechać. Nie ma też informacji o ilości odbytych pit stopów, deszczu na torze, prędkościach maksymalnych. Dostaliśmy wersję tak ubogą, że aż kontrastuje ona z bogactwem królowej sportów motorowych.

 

I jeszcze o bogactwie w zmianka, chociaż ten temat był szeroko poruszany jeszcze przed końcem zeszłego sezonu. Formuła 1 wcale nie okazała się przyjaźniejsza portfelom uczestników. Miało być znacznie taniej, a tymczasem konstrukcja nowych silników pochłonęła olbrzymie fundusze, które będą musiały być jeszcze nadszarpnięte na rozwój nowych maszyn i naprawy ich awarii. Wszystko to po to, by silniki paliły mniej paliwa. I były ekologiczne.

 

Na koniec pytanie do Was – w czym jeszcze czujecie się oszukani przez Formułę 1? Na co liczyliście?

Kategoria: Moto
Komentarze (0)