Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Formuła 1: Wyścig walczących duetów

Formuła 1: Wyścig walczących duetów

Moto | 08 kwietnia 2014 20:44 | Michał Kozera
Bahrajn w zachodzącym słońcu i sztucznym oświetleniu zaprezentował się wspaniale.
fot. Pirelli
Bahrajn w zachodzącym słońcu i sztucznym oświetleniu zaprezentował się wspaniale.

GP w Bahrajnie przez wielu z Was okrzyknięte zostało najlepszym wyścigiem, jaki mieliście okazję widzieć od dawna. Bez wątpienia działo się wiele i poziom emocji wreszcie był wysoki, nieco rekompensując nam naprawdę słabą wizytę w Malezji. Co przyczyniło się do sukcesu niedzielnego wyścigu? Wyrównanie, jednak wcale nie chodzi o Formułę 1.

 

Już w kwalifikacjach było ciekawie. Zaskoczył i zapewne ucieszył wszystkich Sebastian Vettel, osiągając słaby rezultat i przede wszystkim odpadając już w Q2. Znacznie lepiej pojechał Daniel Ricciardo, jednak Red Bull nie musiał szukać pomysłów na przytemperowanie Australijczyka – ten po karze i tak startował za Vettelem. Kiepsko radziły sobie również Ferrari, chociaż i tam wyniknął podział – Kimi był 6., Fernando 10. Nadal błyszczał też Bottas, po karze dla Ricciardo ruszając z trzeciego pola.

 

A ostatni, jak zawsze, Max Chilton, o 0,603s gorszy od Bianchiego.

 

Na starcie było kilka błysków, jednak tuż po nim zaczęło zanosić się na nudę. Nie ma sensu opisywać tego, co działo się w wyścigu – przecież wszyscy oglądaliśmy GP. To jednak co po fakcie przychodzi na myśl warte już jest napisania.

 

Sam uważam, że dość błędne są stwierdzenia, że to była piękna rywalizacja Formuły 1. Wyścig, owszem, był wyścigiem F1, jednak gdy przyjrzeć się wydarzeniom na torze można odnieść wrażenie, że w trakcie imprezy wykształciło się kilka grup bawiących się oddzielnie. Dobrą zabawę uratował fakt, że jej uczestnicy znaleźli kogoś, z kim nie będą się nudzić.

 

Tutaj okazali się nimi partnerzy zespołowi.

 

Największe emocje dostarczył nam duet Mercedesa. Dwójka świetnych kierowców, wśród których nie warto teraz roztrząsać wyższości, pokazała maksimum swoich umiejętności w wewnątrz zespołowej walce o pozycję lidera. Pochwały należą się im oraz Mercedesowi, który w odpowiednim momencie zamiast zakazywać walki na torze, postanowił rozdzielić strategie obu zawodników by ograniczyć ryzyko nieszczęścia w trakcie walki. Rywalizacja o pierwsze miejsce niosłaby za sobą większe zużycie opon i przede wszystkim paliwa, a w jej trakcie zawsze mogło dość do niewielkiego błędu czy usterki, która mogłaby wykluczyć obu kierowców z walki.

 

Od niewątpliwego popisu wyścig zaczął Felipe Massa. Brazylijczyk wystartował niczym z procy, a na jednym z onboardowych nagrań szczególnie dobrze widać różnicę prędkości między nim, a „normalnie” startującymi zawodnikami. Ostatecznie finiszował na dopiero 7. miejscu, tuż przed Bottasem, tocząc z nim kolejną w tym wyścigu, bardzo ładną wewnętrzną walkę. Tym razem obyło się bez poleceń zespołowych, co tydzień temu dodało pikanterii rywalizacji w Williamsie, ale rzuciło też na nią swego rodzaju cień. To, co zobaczyliśmy w Bahrajnie znacznie bardziej przypada nam do gustu.

 

Jak dziecko cieszył się Fernando Alonso. Hiszpan, można powiedzieć, wygrał swoje w tym wyścigu. Ferrari nadal nie jest w stanie nawiązać walki z Mercedesami, jak zresztą pozostała stawka, dlatego pozostaje walka z drugą ligą F1. W Bahrajnie ekipa z Maranello mogła uznać się za przegraną w tej rywalizacji drugiego stopnia, mimo to Alonso przekraczając metę wyraźnie się cieszył. Wszystko dzięki finiszowi przed Kimim Raikkonenem po wewnętrznej walce, którą najwidoczniej Hiszpan bardzo mocno wziął sobie do serca.


Ogromny uśmiech na twarzach kibiców zagościł w momencie, gdy walczyli między sobą Ricciardo i Vettel. Przyczyny były dwie – po pierwsze Australijczyk był szybszy, po drugie Vettel otrzymał polecenie zespołowe i musiał oddać koledze pozycje. Najważniejsze jest to, że Daniel finiszował na 4 miejscu rozdzielając kierowców Force India (którzy też mieli świetny wyścig zwieńczony podium Pereza) a Vettel, którego kiepskie wyniki są niejako priorytetową potrzebą kibiców F1, ukończył GP nie tylko za zespołowym partnerem, ale i na 6. miejscu.

 

Na koniec obowiązkowa wzmianka o dwóch kierowcach. Pierwszym jest Pastor Maldonado, który w tym GP znów narobił zamieszania doprowadzając do sytuacji z kategorii tych, po których szczęka opada. Kolizja w pierwszym zakręcie z Gutierrezem doprowadziła do wybicia bolidu Meksykanina w powietrze i imponującej rolki. Finisz na ziemi skończył się ułamaniem zawieszenia jednego z kół i przyspieszonym rytmem nie tylko obu kierowców, ale też widzów. Można było odnieść wrażenie, że wreszcie sprawdziła się czarna przepowiednia i nisko poprowadzone nosy przyczyniły się do wykatapultowania drugiego bolidu, jednak nie tym razem. Zawinił „zwykły” kontakt kół i zawinił przede wszystkim Maldonado, który zbyt optymistycznie wszedł w zakręt.


Jeszcze słowo na temat Maxa Chiltona – Brytyjczyk przez wielu uważany jest za kierowcę najwolniejszego w stawce, gdzie znalazł się jako owoc wysokiego budżetu i licznych sponsorów. Bez wątpienia tak jest, jednak M4X w wyścigu udowodnił, że jest również bardzo solidny. Jego finisz na 13. miejscu to efekt dobrej dyspozycji na całym dystansie wyścigu i unikaniu kłopotów. Udało mu się wyprzedzić Maldonado, Kobayashiego czy szybszego w kwalifikacjach Julesa Bianchiego. Ciekawe jak sprawdziłby się w jakiejś sensownej maszynie, bo każdy, kto jeździ w Marussi z automatu zasługuje na łatkę najwolniejszego.

 

Michał Kozera
Śledź mnie na Twitterze: @KozeraM

Kategoria: Moto
Komentarze (0)