Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Formuła 1: Sen Red Bulla, marzenia Williamsa i koszmar Mercedesa

Formuła 1: Sen Red Bulla, marzenia Williamsa i koszmar Mercedesa

Moto | 21 czerwca 2014 15:16 | Michał Kozera

fot. Williams Martini Racing / facebook.com

Królowa sportów motorowych powraca na stare śmieci. F1 rozgościła się już na starym-nowym torze w kalendarzu i chociaż jego obecność jest zasługą tylko jednej ekipy jasne już jest, że ta nie ma szans zabrylować w domu. Red Bull Ring wita jednak wielkimi emocjami – to tutaj przełamana została dominacja Mercedesa. Pytanie – za czyją sprawą…

 

GP Kanady, o czym przeczytać mogliście tutaj, przyniosło nam niesamowite widowisko. Tym razem jednak przyczynili się do tego nie tylko kierowcy, ale i sam tor, który dość mocno nadużył możliwości hamulców bolidów Mercedesa czy Force India. Jak pewnie pamiętacie – mieliśmy wypadki Marussi oraz Pereza z Massą, ponadto jednak do poprawy widowisko przyczyniły się awarie w bolidach Mercedesa, które spowolniły „Srebrne Strzały” na tyle, by najpierw z wyścigu musiał odpaść Hamilton, a następnie Rosberg bronił pierwszego miejsca przed napierającymi Perezem i Red Bullami, co ostatecznie nie udało się na korzyść Ricciardo.

 

Czy w ten weekend mamy szansę na powtórkę? Już teraz wiemy, że tak! Mercedes ma ogromną przewagę nad resztą stawki, a po dwóch pierwszych sesjach treningowych niemiecki team dość zdecydowanie starał się pozbawić złudzeń rywali. Najwięcej marzeń dotyczących tego weekendu ma bez wątpienia Red Bull. Daniel Ricciardo odniósł w Kanadzie swoje pierwsze zwycięstwo w Formule 1, ale również zakończył trwającą 6 rund dominację Mercedesów na najwyższym stopniu podium. Jak się okazuje, tej kres nadszedł w znacznie szerszym zakresie – po fatalnych kwalifikacjach pierwszy rząd padł łupem… Williamsa!

 

Nim przejdziemy do wydarzeń niewiarygodnych, zacznijmy od tych ciekawych – już w Q2 100% musieli dać z siebie kierowcy Red Bulla i co interesujące (chociaż nikogo nie zaskakuje) lepszy okazał się w wewnętrznej walce… Ricciardo! To bodaj już 6:2 w kwalifikacyjnych pojedynkach dla Australijczyka. Smaczku porażce Vettela dodaje fakt, że Niemiec… odpadł w drugiej części czasówki! To na pewno była dobra zaliczka dla fanów F1 znudzonych jego dominacją w minionych sezonach.

 

A skoro o dominacji mowa, jej kres przyszedł właśnie w Austrii. To tutaj największą motywację do sukcesu miał prawo wykazywać Red Bull, jednak to również tutaj starać się wyjątkowo powinien Mercedes pod batutą Nikiego Laudy. Jak się okazało – żadna z ekip nie zdołała wykonać chociażby minimum swojego planu. Do tego stopnia, że Hamilton wystartuje z zaledwie 9 pola po tym jak na swoim kluczowym kółku spalił lub jego czas spaliły hamulce. Również Rosbergowi się nie udało – prawdopodobnie tym razem, w rewanżu za Monako, to on został przyblokowany żółtą flagą w najważniejszym momencie. Tylko wtedy wówczas jeden Mercedes był na PP.

 

Na powitanie w F1 Spielberg i Red Bull Ring dostarczyły nam szoku i niedowierzania na niemałą skalę. Najpierw, przed serią finałowych wyjazdów, prowadził w tabeli Bottas. Gdy okazało się, że zarówno Hamilton jak i Rosberg nic nie zdziałają, do akcji wkroczył Felipe Massa i… zdobył PP! Tym samym mamy niewiarygodnie wyjątkowe okoliczności – nie tylko Mercedes spada z piedestału (przynajmniej na chwilę), ale również i Williams rusza do przodu, prowadzony przez bezpłciowego Massę z Ferrari i tego fińskiego debiutanta. A Srebrne Strzały chyba odczuwają trudy jazdy na 100% w dotychczasowych GP. Pojawiają się coraz częstsze awarie i niewykluczone, że to dopiero początek ich problemów. Kto wie – być może zaczyna nam się naprawdę widowiskowy sezon F1.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)