Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Gdzie się podziały tamte prędkości zapowiadane?

Gdzie się podziały tamte prędkości zapowiadane?

Moto | 06 września 2014 22:29 | Mateusz Ziubiński
Chyba nawet wykorzystanie ovalu nie pomogłoby za wiele z prędkościami na prostej...
fot. Flickr
Chyba nawet wykorzystanie ovalu nie pomogłoby za wiele z prędkościami na prostej...

Takim oto komicznym wersem ze zmienionym tekstem pewnej starej polskiej piosenki zadaje to retoryczne pytanie. Przed weekendem wyścigowym na włoskiej Monzy rosły apetyty związane z prezentowanymi przez tegoroczne bolidy osiągami na prostych. Piątkowe treningi rzuciły jednak trochę cienia na wielkie zapowiedzi, a czasówka rozwiała wszelkie nadzieje…

 

Wprowadzenie nowych jednostek napędowych przed startem sezonu budziło mnóstwo kontrowersji. Jedni krzyczeli z uwagi na bardzo małą pojemność (1.6, tak jak Focus parkujący w moim garażu…). Drudzy na zmniejszoną do 6 liczbę cylindrów, a trzeci na ograniczenie maksymalnej liczby obrotów jednostek napędowych do 15 000 obrotów na minutę.

 

Już po rozpoczęciu rywalizacji okazało się, że silniki kręcone są do 12 tysięcy (dlaczego do 12, a nie do 15 to materiał na osobny wpis), a do tego pojawił się nowy problem – brak hałasu. Chyba jedyny pozytyw płynący z wprowadzenia hybryd pod „maski” bolidów to fakt, iż niespodziewanie wzrosły ich prędkości maksymalne na prostych. Okazało się bowiem, że moc silników spalinowych (muszę tutaj teraz wyróżniać część spalinową i elektryczną, eh, co za czasy…) co prawda mocno spadła (bo o blisko 200 koni mechanicznych), jednak „doładowanie” pochodzące od systemu ERS pozwala odzyskać 160 straconych kucyków przez 30 sekund w trakcie okrążenia. Łącząc to z regulaminowo zmniejszonym o blisko 20% dociskiem bolidów względem roku 2013 (czyli zmniejszeniem oporu jaki bolid stawiał powietrzu) okazało się, iż na każdym kolejnym torze prędkości są o około 20 km/h wyższe względem lat poprzednich.

 

Właśnie to był czynnik zaostrzający wszystkim apetyty przed GP Włoch. Wszyscy we wsi wiedzą, że Monza to inaczej Świątynia Prędkości. Zaczęto się przekrzykiwać co do tego, jakie to bariery zostaną tutaj przełamane. Jedni nieśmiało mówili o 350 km/h, drudzy wyglądali na realistów, przewidując 360 km/h, a szaleńcy stawiali na oscylowanie v – maxów w okolicach… 380 km/h.

 

Niedościgniony rekord prędkości maksymalnej uzyskanej na dojeździe do pierwszej szykany włoskiego obiektu to 372 km/h uzyskane przez pewnego szalonego Kolumbijczyka w 2005 roku. Jednak do dyspozycji miał on ponad 900 konnego potwora V10, co ciekawe – Mercedesa. Ciekawe, bo to bolidy z silnikami Mercedesa były obstawiane do bicia tego rekordu w ten weekend (oczywiście słusznie).

 

W piątkowych sesjach prędkości maksymalne tych najszybszych na prostych wynosiły około 350 km/h. To od razu rozwiało szanse na szalone 380 km/h, jednak sporo osób łudziło się, że z powodu oszczędzania jednostek napędowych w piątki kierowcy nie korzystają z pełnej mocy. Niestety kwalifikacje do wyścigu zakończyły wszelkie spekulacje – najszybszy w sobotnie popołudnie na prostej Nico Rosberg mknął po prostej z prędkością 353,9 km/h. Dlaczego?

 

Odpowiedź na to pytanie jest stosunkowo prosta – wysokie prędkości bolidów na innych torach wynikały z regulaminowo obniżonego docisku aerodynamicznego. Na torze Monza natomiast ten docisk jest tak czy siak mocno zredukowany, więc na wstępie odpadł ten atut. Dalej patrząc problemem mogła okazać się charakterystyka nowych silników połączona z przepisami odnośnie przełożeń w skrzyni biegów. Jak wiemy, w tym sezonie skrzynie biegów posiadają tylko jedne przełożenia (z furtką zmiany raz w sezonie tych ustawień). Dlatego też czy w Monako, czy na Monzie, ustawienia skrzyni biegów pozostawały te same. Charakterystyka silników natomiast jest taka, że osiągają one maksymalną moc w okolicach 12 tysięcy obrotów na minutę. Wynika to (w mojej opinii, nie zgłębiałem bardzo mocno tego tematu) z dopasowania turbo pod wymagany limit przepływu paliwa dostarczanego do silnika. Sumując te dwa czynniki okazuje się, iż bolid rozpędzający się na ósmym biegu zaczyna tracić moc, bo obroty przekraczają 12 tysięcy, a nie można zmienić już przełożenia…

 

W mniejszym stopniu (ale zawsze w jakimś na pewno) swoje wniosły zdecydowanie zbyt twarde mieszanki ogumienia dostarczone na to GP przez Pirelli. Dwie najtwardsze gumy na tor z 10 zakrętami i długimi prostymi to bardzo dziwny wybór. Ten wybór uniemożliwił kierowcom na szybkie pokonanie ostatniego zakrętu, jakże ważnego dla uzyskania dobrej prędkości na dalszej prostej. Gdyby nie asfalt na poboczu Paraboliki, z uwagi na opony z „betonu”, wielu kierowców przeżyłoby tam chwile grozy…

 

Szukając jakiegoś pocieszenia po tak ogromnym zawodzie możemy zauważyć, iż najwyższa prędkość uzyskana przez jednostkę napędową Ferrari to 350,1 km/h Fernando Alonso, a w przypadku Renault to 347,7 km/h Jeana Erica Vergne. To nie są duże rozbieżności, jak na rzekome duże straty mocy względem Mercedesa. Jak już jakiś czas temu zauważyłem – w kwestiach mocy i prędkości maksymalnych wszyscy producenci prezentują w miarę podobny poziom. Różnicę jednak na korzyść Mercedesa robi zdecydowanie bardzo wysoka kultura pracy i elastyczność silników. Bo duże ma znaczenie, czy po wciśnięciu gazu bolid szarpie i wyrywa się na wycieczkę poza tor, czy delikatnie, ale wciąż będąc pewnym siebie, wkręca się na obroty. To właśnie tutaj Mercedes jest niedościgniony, od lat.

 

Subiektywny i nie do końca zaskoczony,

Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)