Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Odejście di Montezemolo ostatnią szansą dla Ferrari...

Odejście di Montezemolo ostatnią szansą dla Ferrari...

Moto | 13 września 2014 15:47 | Mateusz Ziubiński
Odejście Pana z pierwszego planu mocno wstrząśnie zespołem. Jednak im może to tylko pomóc.
fot. Flickr
Odejście Pana z pierwszego planu mocno wstrząśnie zespołem. Jednak im może to tylko pomóc.

W niedalekiej przeszłości światek Formuły 1 obiegła informacja o „rezygnacji” z posady prezesa Ferrari Pana Luki di Montezemolo. Wydarzenie jest to niesamowicie przełomowe i może w sposób nieprawdopodobny odbić się na przyszłości całego Maranello.

 

Luka di Montezemolo znajdował się w szykach Ferrari przez blisko 23 lata, były to chyba zarazem najlepsze i jedne z najgorszych lat tego zespołu. To za jego kadencji wszyscy przeżywali erę Schumachera, a potem erę porażki z „producentem napojów energetycznych”… Tak jak przez wiele lat włoski zespół wyznaczał trendy w Formule 1, tak teraz z roku na rok jego wyniki są coraz bardziej mizerne.

 

W złotych czasach Formuły 1, czyli czasach, w których bolidy były napędzane silnikami V10 i kręciły się do szalonych prędkości obrotowych, nikogo nie obchodziło jak duże będzie zużycie paliwa, ani w jaki sposób odbije się to na ginącym gatunku żółwi błotnych na Atlantydzie. W tych czasach nikt z zewnątrz nie kierował zespołami, nikt nie narzucał restrykcji co do wysokości wydatków i ilości pracowników. Nikt nie zabraniał testować nowych rozwiązań i jeździć do upadłego po torach testowych. To były czasy idealne dla Ferrari - mając gigantyczne budżety, ogromny sztab inżynierów i wielkie serce do rywalizacji niewielu mogło mierzyć się z budowaną przez wiele lat potęgą. Potęgą, która pokonywała tysiące okrążeń na torze Fiorano i szukała kolejnych ułamków sekundy przewagi nad rywalami. To była ich droga na szczyt, jednak okazało się, iż za tym szczytem jest przepaść…

Nadeszła nowa era, era wyścigów zielonych, ekologicznych, stłamszonych i ograniczonych przez setki restrykcji, bezsensowych przepisów, zakazów i regulacji. Skończyło się nielimitowane testowanie i pompowanie miliardów dolarów w poprawki przedniego skrzydła. Skończyło się tym samym… Ferrari.

 

Luka di Montezemolo był genialnym prezesem i świetnie kierował zespołem w poprzedniej erze. Jego wkład w sukcesy zespołu na przełomie tysiącleci i w zeszłej dekadzie jest nieoceniony. Jednak w nowej erze wyścigów samochodowych jego podejście i polityka „prezesowania” zupełnie się nie sprawdzają.

 

Oczywiście Ferrari miało ogromne problemy adaptacyjne w nowej erze z uwagi na bardzo mocno zakorzenioną w ekipie tradycję z ery poprzedniej. Po prostu team z Maranello nie był przygotowany na czasy symulacji, tuneli aero i szukanie ułamków sekundy na papierze – bo oni umieli je znajdować tylko w realu, na torze. Zaistniała ogromna potrzeba zmian. Zmian, które miały pozwolić Ferrari podbić świat wyścigów w nowej erze.

 

Z roku na rok zapowiedzi, co do powrotu na szczyt, były coraz bardziej gorące. Niestety późniejsze zderzenia z rzeczywistością w trakcie GP Australii bywały bardzo bolesne. Problemów szukano w tunelu aerodynamicznym. Przebudowano go, skalibrowano i… niewiele to dało. Później robiono roszady i zmiany w pionie technicznym ekipy. Dalej nic. W końcu coś zagrzmiało – bodaj w trakcie GP Chin pożegnano się ze Stefano Domenicalim – szefem zespołu F1. To pokazało, iż powoli włosi zaczynają odkrywać, że ryba psuje się od głowy. Zmieniono głowę ekipy, zastępując ją człowiekiem nowej ery – Marco Mattiaccim, który zajmował się wcześniej rozwojem rynku zbytu dla Ferrari na wielu interesujących kontynentach. Pan Marco z czasem zaczął ujawniać w jakim stopniu zepsuta jest struktura i podejście do pracy w zespole. Już teraz wiadomo, jak mocno zespół zostanie zmieniony.

 

Jednak ta zmiana nie wystarczyła. Kiedy Ferrari notowało kolejne słabe występy w tym sezonie, w końcu zagrzmiało w samym Fiacie. Padły słowa krytyki odnośnie Scuderii i jej wyników. Zabawa się skończyła. Prezes Ferrari, Luka di Montezemolo został po prostu zwolniony. Niestety poprzednia era ścigania była w nim zbyt mocno zakorzeniona, przez co koncepcje przez niego proponowane po prostu się nie sprawdzały. Można powiedzieć, iż kiedy świat i wyścigi poszły do przodu (no z tym do przodu to takie trochę śmiałe stwierdzenie), Pan di Montezemolo został w swoim wymarzonym świecie.

 

Odejście Prezesa Ferrari i zastąpienie go poprzez dyrektora prosto z Fiata rzuca ostatnie światło nadziei na losy Scuderii Ferrari w Formule 1. Pojawiła się bowiem szansa, iż w ekipie zostanie zrodzony duch nowej ery wyścigów. Dzięki temu ekipa z Maranello może udowodni, że nie bez powodu mówi się o niej, jako o najlepszym zespole Formuły 1 w historii.

Subiektywny i pełen nadziei,

Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)