Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Na silnikowym limicie

Na silnikowym limicie

Moto | 25 września 2014 14:12 | Michał Kozera
Na jak długo wystarczą używane silniki Renault? Pozostało 5 Grand Prix.
fot. Pirelli
Na jak długo wystarczą używane silniki Renault? Pozostało 5 Grand Prix.

Nie ma sensu znęcać się więcej niż to konieczne nad decyzją o zmianie V8 na V6. Taka kolej rzeczy, w takim kierunku zmierza świat – ot ogólna moda na downsizing. Jednak gdy wdrażane są nowe pomysły, trzeba pozwolić na doprowadzenie je do perfekcji i niezawodności. Nad tym się również znęcałem. Tylko, że właśnie teraz F1 zbiera żniwa limitu silnikowego na sezon 2014.

 

Przed wyścigiem w Singapurze statystyki dostępnych elementów jednostki napędowej były miejscami naprawdę fatalne. Kierowcy tacy jak Raikkonen, Maldonado czy Vettel mieli kiepski bilans i znajdowali się na granicy kar za przekroczenie limitu. Taką już w tym sezonie wydano – worek z karami otworzył Daniił Kwiat, który na Marina Bay wykorzystał swój szósty silnik. 10 pozycji za sam motor to dużo, zważając na fakt 5 wyścigów do końca sezonu. Być może już w Japonii grid będzie kompletnie inny niż ten ustalony przez kwalifikacje.

 

Już podczas treningów awarię miał Sebastian Vettel, który został zmuszony do wykorzystania jednego z używanych motorów. Mechanicy, którzy zakładali ukończenie mistrzostw bez kary musieli zweryfikować swoje oceny i na chwilę obecną ciężko uwierzyć, by Vettel nie otrzymał 10 pozycji za wymianę któregoś z elementów układu jednostki napędowej. Gorsza od tego może być kara startu z alei serwisowej, która nakładana jest w przypadku wymiany całego zestawu: silnika, ERS, baterii oraz jednostek kontrolujących. Najbliżej takiego rozwiązania jest Pastor Maldonado (znów silnik Renault), któremu pozostał tylko jeden zestaw baterii oraz jeden zestaw elektroniki sterującej jednostką. Reszta – wykorzystana.

 

Jakie możliwości mają tacy nieszczęśnicy? Przede wszystkim można wykorzystać używane elementy, co jednak niesie za sobą spore minusy. Poza oczywistym przebiegiem i mniejszą żywotnością problemem może okazać się, w przypadku Renault chociażby, wykorzystanie egzemplarza sprzed poprawek poprawiających wydajność oraz niezawodność. O francuskim dostawcy wspomniałem, ponieważ to on właśnie znacząco poprawił swój motor na przestrzeni sezonu, spychając do roli najgorszego markę Ferrari. Nowe silniki Renault okazują się na tyle dobre, że za ich pomocą ustanowiona została najwyższa prędkość o wielu lat na torze Monza (do czego typowano zresztą Mercedesa). Stary silnik czy inny z elementów może dać istotny spadek osiągów, oznaczając cofnięcie się w rozwoju maszyny do początku sezonu.

 

A teraz pytanie: po co ustalono tak niski limit jednostek napędowych i dlaczego zamraża się tak szybko ich rozwój? Oczywiście – dla pieniędzy. Największym jednak kosztem w całej silnikowej sprawie jest ich zaprojektowanie. Budowa kolejnych jednostek jest kosztem o wiele mniejszym, a w perspektywie widowiska większy limit bez wątpienia dałby więcej czysto sportowej rywalizacji.

 

Zrozumieć można przecież 5 silników V8 z zeszłego roku, ale nowe, nieobjeżdżone jeszcze V6?

Z turbo?

W dodatku przy większej ilości GP?

 

Quo vadis F1 – po raz setny już – quo vadis?

Kategoria: Moto
Komentarze (0)