Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto #ForzaJules - coś, co się zdarzyć nie powinno

#ForzaJules - coś, co się zdarzyć nie powinno

Moto | 06 paździenika 2014 17:40 | Michał Kozera
Stopklatka z jedynego nagrania, na którym widać fatalny wypadek Francuza.
Stopklatka z jedynego nagrania, na którym widać fatalny wypadek Francuza.

Czasami jest tak, że dbasz o kompleksowe bezpieczeństwo, dopinasz wszystko na ostatni guzik, a i tak Twój plan zawiera lukę, w której czeka wielkie nieszczęście. Czasem zbiega się to z błędami innych, niewytłumaczalnymi zdarzeniami i wypadkami, jakich jeszcze nie było. Bardzo źle skończyło się GP Japonii dla Julesa Bianchiego i bardzo smutny nastrój przybrał dziś cały świat motorsportu.

 

Wypadek francuskiego kierowcy udowadnia, że Formuła 1 zaledwie jednym wydarzeniem może nadwerężyć swoją opinię sportu kompletnie bezpiecznego i zmienić sposób patrzenia na niego. GP Japonii było jednym z tych wyścigów, które w opinii wielu osób było rywalizacją „mięczaków” bojących się wody na torze i nie potrafiących walczyć w ciężkich warunkach. Trudno jest powiedzieć jak było, bo przecież docierały do nas dość sprzeczne informacje – z jednej strony Massa nawoływał do przerwania wyścigu, z drugiej Jenson Button dopiero co rezygnował z opon przejściowych i wciąż czuł się dobrze na torze.

 

Zobacz moment wypadku Bianchiego


I bez wątpienia to warunki były jedną z przyczyn tego, co się wydarzyło pod koniec wyścigu. Tajfun zaatakował ponownie nasyłając nad Suzukę nowy deszcz i utrudniając jazdę, o czym przekonał się już Adrian Sutil. Po tym jak Niemiec się roztrzaskał, na torze pojawił się dobrze nam znany dźwig, przy pomocy porządkowych zabierający Saubera z pobocza. Wówczas w tej sekcji powinna widnieć podwójna żółta flaga związana ze stojącym po zewnętrznej bolidem, dodatkowym pojeździe na poboczu oraz ciężkimi warunkami. Takie ostrzeżenie nakazywałoby zwolnić i zachować wyjątkową ostrożność.

 

Tymczasem mamy nad czym się zastanawiać – Bianchi wypadł z toru przy prędkości takiej samej, jak miało to miejsce w przypadku Sutila na „czystym torze”, co oznacza, że Francuz nie zastosował się do ostrzeżeń lub… tych nie było. Druga opcja jest prawdopodobna i niestety – potwierdza ją amatorskie nagranie, które dziś pojawiło się w sieci. Widać na nim jednego z flagowych znajdujących się obok całego wydarzenia, który używa… zielonej flagi oznaczającej czysty tor! Czy to była przyczyna? I mogła być i być nie musiała, bowiem jak zobaczycie na nagraniu, flaga w tym miejscu mogła oznaczać zakończenie obszaru niebezpieczeństwa i powrót do swobodnej jazdy. To mógł być tak jakby znak końcowy umieszczony na wysokości dźwigu.


Ale – pojawia się pytanie - czy zielona flaga nie powinna rozpoczynać się od kolejnego porządkowego, np. 10 metrów dalej? Oczywiście, że powinna. Mamy duży błąd flagowego, który staje się błędem krytycznym gdy zauważymy, że zielona flaga powiewała nie tylko w momencie wypadku Bianchiego, ale też po tym jak bolid Marussi wbił się w dźwig! Porządkowy nie zmienił koloru flagi prawdopodobnie do momentu wypuszczenia Safety Cara!

 

Niemożliwym jest określić czy na wcześniejszym stanowisku flagowym powiewała żółta flaga, jednak należy założyć, że tak było. Podobnie zresztą w przypadku diody na kierownicy, która również informuje o stanie rywalizacji – ta zapewne była żółta. Inną sprawą jest, że Bianchi mógł skupiać się na torze, nie kierownicy, co oznacza że gdy tylko zobaczył powiewającą przed sobą zieloną flagę zaczął przyspieszać ku normalnej prędkości i… sami wiemy.

 

Odnośnie do tego co stało się z bolidem i kierowcą – wideo wyjaśnia wszystko. Nie ma sensu sztucznie wzbraniać się przed jego publikacją – co innego snuć domysły i plotki na temat obecnego stanu Julesa, co innego uzupełnić wiedzę z tego, co się stało i co każdy chce zobaczyć. Sam materiał jest drastyczny i pokazuje dobitnie jak nietypowe dla Formuły 1 było to zderzenie. Możesz zabezpieczyć monokok czy skonstruować strefy zgniotu, zawsze jednak pozostaje ten mało prawdopodobny scenariusz, gdy obrażeniom ulega czuły punkt całego planu.

 

Tutaj była to głowa. Cała lewa strona bolidu Marussi przejechała po tylnej części dźwigu i oberwało się także głowie. Po tym wypadku znów głośno będzie o jej bezpieczeństwie, być może znów ujrzymy zmiany w kołnierzu okalającym kask, niewykluczone, że powrócą testy osłony całego kokpitu. Czego by się nie zrobiło, zawsze pozostanie niepewność, a Formuła 1 zawsze będzie sportem niebezpiecznym. W tym jednym na sto lub dwieście wypadków wszystko poszło źle i wszystkie elementy spotkały się w miejscu, w którym nigdy razem znaleźć się nie powinny. Ciężko wyobrazić sobie, by znów taki wypadek miał mieć miejsce, ale po tym czego doznał Bianchi również wątpliwe, byśmy zobaczyli dźwig w bliższym zasięgu rywalizacji na torze. Bardzo możliwe, że częściej wyjeżdżać będzie Safety Car, a rywalizacja sprowadzona będzie do poziomu, w którym jeszcze większą rolę odgrywać będzie bezpieczeństwo.

 

Póki co, pozostaje czekać na wieści i trzymać kciuki. #ForzaJules to popularny trend na Twitterze i dobrze wiedzieć jak wiele osób trzyma kciuki za młodego Francuza. To przed nim przecież otwierały się drzwi do Ferrari, właśnie w ten weekend na Suzuce, gdy w myśl plotek o odejściu Alonso z Ferrari, koniec współpracy z Red Bullem ogłosił Sebastian Vettel, a za rok kończyć swoją karierę w F1 będzie Raikkonen. Póki co pokonać trzeba uszkodzenia głowy, krwiaka i złamanie kręgu. To poważne obrażenia, ale kierowcy F1 to nie są zwykli ludzie i trzeba ich wspierać. Oby szybko przyszły dobre wieści.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)