Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Gdy w totalizatorze transferowym jest wielka kumulacja…

Gdy w totalizatorze transferowym jest wielka kumulacja…

Moto | 16 paździenika 2014 23:03 | Mateusz Ziubiński
"Gdzie będę jeździć w przyszłym roku? Nie powiem!"
fot. Flickr
"Gdzie będę jeździć w przyszłym roku? Nie powiem!"

W małym i przytulnym światku Formuły 1 nadszedł czas wielkiej burzy transferowej. Kierowcy masowo zmieniają zespoły, ruchy dotknęły tych największych. Wydawać by się mogło, że to prostolinijne procesy, ten tu, ten tam i to wszystko. Jednak przyglądając się temu głębiej okazuje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej.

 

Rynek transferowy w Formule 1 to niesamowicie skomplikowany i złożony system wiążących się ze sobą reakcji, a każdy ruch dotykający najlepsze zespoły budzi zawsze wiele emocji. Sporo tych emocji wynika z ogromnej tajemniczości i skrupulatnego „krycia” się zawodników ze zmianami. W poprzednich sezonach największych doznań dostarczała nam osoba Kimiego Raikkonena, który najpierw powrócił z wakacji w WRC zasilając skład Lotusa. Następnie od tego sezonu dołączył do Ferrari wracając do ekipy, z którą to przecież zdobył swój mistrzowski tytuł.

 

W tym sezonie mamy istny młyn transferowy. Jest to idealny czas dla wszelkiego rodzaju ekspertów (tych prawdziwych i tych z Polski) do tworzenia nowych teorii spiskowych i łączenia coraz to bardziej wymyślnych zawodników z coraz to bardziej wyimaginowanymi ekipami. W przeszłości jednak sprawdzał się mały odsetek krążących plotek i nie mieliśmy do czynienia z sensacyjnymi transferami.

 

Teraz jest jednak inaczej. Od pewnego czasu pojawiała się teoria, w myśl której to Fernando Alonso ma opuścić ekipę Ferrari. Hiszpana łączono bardzo poważnie z zespołem McLarena, a to ze względu na mądrych panów z Japonii, którzy to wkładając do bolidów z Wooking silniki Hondy, chcą, aby okiełznał je najlepszy w stawce kierowca. Alonso jednak dzielnie milczał i bardzo drastycznie urywał wszelkie pytania próbujące wycisnąć z niego jakiekolwiek informacje.

 

Widać było, iż kierowca Ferrari ma jakiś plan i cel, a do tego zna swoją nieocenioną wartość w Formule 1. Żył z poczuciem, że to on rozdaje karty i to on podpisze kontrakt z inną ekipą, a nie na odwrót. Realizował swój plan dzielnie aż do weekendu w Japonii, gdzie to miało ponoć nastąpić ogłoszenie jego związania z McLarenem-Hondą. Stało się jednak coś zaskakująco innego…

 

Na Suzucę swoją decyzję o odejściu z ekipy ogłosił… Sebastian Vettel. Jednocześnie z Red Bulla wyszła informacja, jakoby Seb miał dołączyć do ekipy z Maranello. Ta informacja była jak uderzenie pioruna w słoneczny dzień. Seb ponoć szuka nowych wyzwań i jak każdy kierowca w stawce marzy o prowadzeniu czerwonego bolidu. W mojej subiektywnej opinii Red Bull nie nakłaniał Sebastiana do pozostania, bo zrobił dla nich swoje i w zasadzie nie był im potrzebny. Wszystko to z uwagi na fakt, że nagle w tym sezonie w ekipie pojawił się ktoś o klasę lepszy, ktoś, kto pociągnie ten zespół znowu na szczyt. Daniel Riccardo. Z drugiej strony Ferrari kolejny raz kusiło niebotycznym wynagrodzeniem Adriana Neweya. Ten jednak kolejny raz się nie skusił, a gdy się nie ma co się lubi… To kontraktuje się Vettela, który bądź co bądź jest prawdopodobnie bardzo cenną bazą danych gromadzącą informację o bolidach z Milton Keynes…

 

Fernando Alonso nie dał po sobie poznać, że informacja o praktycznie pewnym przejściu Vettela do Ferrari zaburzyła jego plan zagłady. W różnych opiniach ponoć liczył on na tak zwane „machniom” na pozycje z Lewisem Hamiltonem, co byłoby naprawdę dziwnym rozwiązaniem. Jednak jeżeli takie coś wyszłoby z inicjatywy Hamiltona, zaufałbym mu po tym, jak nikt mu nie ufał przy przejściu do Mercedesa. Alonso jest teraz ponoć w kropce. McLaren podstawia mu pod nos przynajmniej dwuletni kontrakt, a on chce koniecznie za rok przeskoczyć do Mercedesa. Mówi się nawet o rocznym pauzowaniu przez Asturyjczyka. Wszystko by wskoczyć do mistrzowskiego wozu. Jednak nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, czy za rok bolidy Mercedesa wciąż będą mistrzowskie? Druga strona medalu to roczny epizod ze stajnią z Wooking, zaliczony w 2007 roku i zakończony 100 milionami w zachodniej walucie kary dla ekipy po tym, jak Fernando przyczynił się do odkrycia afery szpiegowskiej. Czy po tamtych wydarzeniach w McLarenie będą w stanie pokochać Alonso?

 

Opuszczenie przez Sebastiana Vettela Red Bulla może także uratować karierę jednego z zawodników Toro Rosso. Mowa tutaj o Jeanie Ericu Vergne, o którym to od dłuższego czasu mówiło się, że jest na wylocie. Taka sytuacja sprawiła, że Jean wziął się do roboty i w ostatnim czasie zaliczył kilka błyskotliwych wyścigów. Odejście Vettela z Red Bulla dało awans do seniorskiej ekipy młodemu Rosjaninowi Kwiatowi, dzięki czemu zwolniło się miejsce dla jeszcze młodszego Verstappena w składzie Toro Rosso. Czy dzięki tym rozwiązaniom Vergne ocali swój fotel? Zobaczymy!

 

Aktualnie trudno będzie nam zdziwić się kolejną informacją o zmianie zespołu przez któregoś z zawodników. Wydarzenia z Vettelem i Alonso są na tyle niesamowite, iż teraz żadne rozwiązanie nie będzie raczej zaskoczeniem. Nie ma jednak pewności dla żadnego z powiązań. Równie dobrze w Ferrari może zostać Alonso, a opłacony Raikkonen znowu pojedzie na wakacje (może tym razem na wyścigi skuterów śnieżnych?). Dzięki temu dojdzie do starcia tysiąclecia pomiędzy głodnym zemsty za poprzednie lata Alonso i biednym Vettelem... Z kolei w McLarenie może znaleźć się Romain Grosjean, który ciska piorunami od dłuższego czasu we własną ekipę, a stajnią z Wooking dowodzi jego stary znajomy Eric Boullier. Co by nie mówić czeka nas jest ciekawa końcówka sezonu. Maszyna losująca już dawno zwolniła blokadę, teraz czekamy na ostateczne wyniki losowania.

 

Subiektywny i zakręcony,
Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)