Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto F1: frekwencja na krawędzi

F1: frekwencja na krawędzi

Moto | 27 paździenika 2014 20:26 | Michał Kozera

fot. Pirelli @ Andrew Hone Photographer 2014

Caterham oraz Marussi ogłaszając swoją upadłość ogromnie zaniepokoiły świat Formuły 1. Ziściły się obawy związane z wybrakowaną stawką i kolejnymi ekipami pożartymi przez bezwzględne kwestie finansowe. Czy w przyszłym sezonie zobaczymy zaledwie 18 maszyn, co może zagrozić przebiegowi przyszłego sezonu? Czy czołowe zespoły udostępnią trzeci bolid?

 

Caterham niespodziewanie wybudził się z pięknego snu, jakim był regularny udział w mistrzostwach Formuły 1 i niemal natychmiast jego sytuacja zaczęła lecieć na łeb na szyję. Z zespołu wycofał się Colin Kolles, pociągając za sobą inwestorów i pozostawiając zielone bolidy w rękach firmy Smith & Williamson, która zna się na upadłościach, nie ściganiu. Tak też się stało – firma bezdyskusyjnie zamknęła fabrykę pod nieobecność kluczowych udziałowców, a Caterham przeszedł w status upadłości, tym samym odwołując swój udział w GP USA i, co za tym idzie, również w Brazylii.

 

Niestety dla Formuły 1, chwilę po Caterhamie w podobny stan weszła Marussia. Rosyjski zespół również potrzebuje nowych inwestorów i kolejnych dotacji pozwalających im dalej uczestniczyć w F1. Już w Rosji przecież postanowiono wypuścić na tor tylko jeden bolid – oczywiście oficjalnie było to podyktowane gestem w kierunku Julesa Bianchiego oraz jego rodziny, ja jednak uważam, że decyzja miała poważniejsze podłoże finansowe. Pochwalam wszelkie gesty wsparcia i szacunku w kierunku francuskiego kierowcy, w tej jednak sytuacji wolne miejsce w bolidzie było nie tylko szansą dla kolejnego, młodego kierowcy (a dokładniej Rossiego, który chyba startu w tym sezonie się nie doczeka), ale też okazją na zyskanie lokalnego sponsora. Tego widać zdobyć się nie udało, mimo udziału rosyjskiej ekipy na własnej ziemi, Marussia postanowiła zatem okazując szacunek oszczędzić na kosztach przygotowania jednego bolidu na GP. Cały sprzęt zespołów i tak przyleciał do Soczi prosto z Suzuki, Rosjanie zatem prawdopodobnie oszczędzili też na transporcie niektórych części zapasowych z brytyjskiej fabryki.

 

Bernie Ecclestone po tym, jak prezentował obojętną pozę wobec upadku Caterhama, teraz zapowiedział regulaminowy „azyl” wobec faktu niedozwolonego przez przepisy „urlopu”. Supremo Formuły 1 przyznał, że nie wyciągnie konsekwencji z nieobecności ostatniej ekipy stawki w USA, podobnie też będzie się sprawa miała z wizytą na Interlagos, gdzie zespoły lecą prosto z Austin wspólnym transportem z ramienia FOM. Jeżeli Caterham opuścił lot do Ameryki (a jak wiemy – opuścił), to w zasadzie nieprawdopodobnym wydaje się, by byli w stanie poświęcić kolejne fundusze na prywatny lot do Brazylii.

 

Nie wiadomo jednak co z Marussią. Tutaj sprawa nie jest aż tak skomplikowana co w przypadku słabszych rywali, a sama decyzja o opuszczeniu dwóch GP wynika nie tylko z faktu oszczędności, ale pozwala na to pozycja w tabeli. Jules Bianchi swoim punktowanym finiszem w Monako zapewnił ekipie 9. miejsce w klasyfikacji generalnej, nie tylko przed Caterhamem, ale również i przed Sauberem. W obliczu nieobecności jednego z rywali i, przyznajmy szczerze, żadnego wpływu na wynik drugiego, Marussia może zaryzykować i opuścić dwa wyścigi. W tym czasie rosyjski zespół bez wątpienia poświęci całe swoje wysiłki na znalezienie nowego inwestora lub nawet właściciela. Ten zaś może zostać skuszony perspektywą dużych wpływów do kasy – jeżeli Rosjanie utrzymają swoją pozycję w klasyfikacji, otrzymają z tego tytułu nawet do 40 milionów euro, co stanowi więcej niż trzykrotność zeszłorocznej wygranej (oraz tegorocznej zdobyczy Caterhama). Pozostaje mieć tylko nadzieję, że poświęcenie nie pójdzie na marne i Marussię zobaczymy w Abu Zabi oraz, co najważniejsze, w przyszłym sezonie.

 

Przyszłoroczna kampania zaczyna malować się w tajemniczych barwach. Niewykluczone, że ujrzymy udział w zawodach trzecich bolidów danej marki. Dlaczego? Zagrożona jest sama Formuła 1. Umowa FOM z organizatorami wyścigów zakłada udział w nich minimalnej liczby 16 bolidów. Jeżeli Caterham i Marussia polegną w swoich staraniach, a przyszły rok przyniesie problemy Saubera czy Lotusa, może okazać się, że niemożliwe będzie wypełnienie kontraktu. To może jednak być mniejszy problem w perspektywie umowy z FIA, która (nie dysponuję wiedzą jak jest faktycznie) może regulować liczebność 18 lub 20 bolidów na starcie. To oznacza, że do zapełnienia stawki będzie konieczne skorzystanie z trzecich bolidów czołowych zespołów. Na jakiej zasadzie? Tego jeszcze nie wiadomo, wydaje się jednak, że dodatkowa maszyna nie będzie brała udziału w klasyfikacji konstruktorów. Klient będzie mógł wypuścić na tor maszynę ze swoimi sponsorami – jeżeli zgodzi się na to stajnia dostarczająca lub klient będzie mógł sobie na to pozwolić, mając odpowiednią ilość sponsorów, możliwe jest też posłanie maszyny o takim samym zestawie reklamowym, co dwa podstawowe bolidy dostarczającego.

 

Niestety – żadne rozwiązanie nie jest i nie będzie idealne. Wykorzystanie kolejnego bolidu niesie za sobą mniejsze koszta dla zespołu, która po prostu kupuje gotową maszynę i musi pokryć wydatki z tytułu samego udziału. Bolid ten jednak może być bardzo cennym źródłem danych i może zostać wykorzystany jako dodatkowa platforma testowa, narzucając klientowi specjalny program jazd i zyskując dodatkowe kilometry.

 

Nowy sezon zapowiada się jako duża niewiadoma – nadal nie wiemy, gdzie trafi Alonso, nie wiemy ile zespołów zobaczy i co gorsza – historie prosto z toru mogą być tylko tłem dla walki o Formułę 1, która będzie się toczyć za zamkniętymi drzwiami regulaminów oraz przepisów a także… wielkich pieniędzy. Jak zwykle – gdy o coś chodzi, to właśnie o nie. Tym razem wiadomo i szukać domysłów nie trzeba, bo i sumy są zawrotne na tyle, by niektórym skutecznie popsuć zabawę oraz ciężką pracę.

 

Obserwuj mnie na Twitterze:

@KozeraM

Kategoria: Moto
Komentarze (0)