Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto F1: wraki w powietrze

F1: wraki w powietrze

Moto | 28 paździenika 2014 19:38 | Michał Kozera

Następstw wypadku Julesa Bianchiego ciąg dalszy. Tym razem pomysł nie wychodzi od samej F1, ale z zewnątrz. Zamiast wysyłać dźwig na tor, lepiej wysłać… helikopter! A ten z powietrza niech zajmie się problemem, nie narażając rywalizacji. Taki jest pomysł, jakie jednak są realia?

 

Szwajcarska firma Air Zermatt zaproponowała włodarzom Formuły 1 wykorzystanie ich helikoptera w celu pozbywania się z toru rozbitych aut. Pomysł górnolotny i to dosłownie, jednak nie jest niczym nowym. Już w 2005 roku FIA zezwoliła na taką próbę podczas zawodów A1GP w Dubaju. Tutaj możecie zobaczyć jak wygląda to w praktyce i sami wysnuć swoje wnioski. Moje nie są zbyt optymistyczne.

 

Już na wideo widać, że nie jest to solidne rozwiązanie. Helikopter czeka nad miejscem awarii lub kraksy z liną oraz pętlą, którą wyciąga w górę maszynę. Na pobocze tak czy siak musi wyjść porządkowy (i niestety tego się chyba w żadnym rozwiązaniu nie da uniknąć) i zamontować ową pętlę. A sznur pływa, raz w lewo, raz w prawo, nie dając za grosz stabilności. I tak niestabilnie wyglądające 800 kilogramowe rozwiązanie wznosi się nagle nad głowę – nie tylko porządkowego, ale również innych kierowców, kibiców, marshalli. Kiepsko, prawda?

 

Na wideo widzimy zresztą dość korzystne warunki oraz kompletny bolid. A co jeśli będziemy mieć wietrzną pogodę, słabą widoczność, ulewę czy silną burzę? Helikopter jako maszyna latająca może wznieść się tylko w określonych warunkach i znamy to doskonale z historii Julesa Bianchiego, którego transportu helikopterem do szpitala nie ryzykowano.

 

Inną sprawą jest stan bolidu. Wyobraźmy sobie tym razem ładne warunki, ale rozbity bolid. Opona luźno zwisająca obok złamanego zawieszenia, okruszone i nadłamane skrzydło, lotki, podłoga i inne elementy z włókna węglowego stanowiące zagrożenie (bardzo ostre są to elementy – co wielokrotnie wspominali komentatorzy Polsatu). To wszystko unosi się w powietrze i przypadkiem odpada. Osobiście uważam, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest znacznie większe, niż ponowna kolizja bolidu z dźwigiem. Dodajmy jeszcze do tego złe warunki pogodowe – wystarczy zwykły podmuch wiatru, by któryś poturbowany element postanowił odpaść na porządnie. To zdecydowanie nie wygląda ciekawie.

 

Jeżeli Formuła 1 planuje pozbyć się dźwigów z obszaru toru, wydaje się, że idealnym rozwiązaniem będą dźwigi o większym zasięgu. Wystarczy odpowiednio rozplanować powierzchnię za bandami, rozstawić dźwigi w odpowiednich punktach tak, by nie stanowiło dla nich problemu przemieszczenie się wzdłuż nitki. Jeżeli zaś niemożliwe jest pozbycie się maszyny bez wizyty na poboczu toru, nieuniknionym wydaje się pomysł „wolnych stref”, gdzie kierowcy przy żółtej fladze będą zmuszeni zwolnić lub będą spowalniani z góry.

 

Byle żadne wraki nie latały nad głowami.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)