Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Gdy bolid buduje się wokół silnika

Gdy bolid buduje się wokół silnika

Moto | 05 listopada 2014 22:15 | Mateusz Ziubiński
Martin Whitmarsh wiedział co robi ponownie konszachtując się po latach z Hondą
fot. Flickr
Martin Whitmarsh wiedział co robi ponownie konszachtując się po latach z Hondą

Rewolucja silnikowa przeprowadzona przed tym sezonem odwróciła do góry nogami światopoglądy w Formule 1. Skończyły się czasy, gdy do zbudowanego nadwozia dopasowywano silnik. Teraz cała konstrukcja samochodu opiera się na jednostce napędowej, która jest punktem wyjścia do czegokolwiek.

 

Sam silnik nie jest zbytnio skomplikowaną konstrukcją i jest paradoksalnie łatwiejszy do upakowania od poprzedniej generacji jednostek. Jest przecież mniejszy i lżejszy od przestarzałego poprzednika. Niestety, diametralnie wzrosło znaczenie elementów hybrydowych, które to często są ciężkie do upakowania. Od tego sezonu wykorzystywane jest także turbodoładowanie, a sama turbina musi być odpowiednio osłonięta (osłona waży około 3 kilogramów, była ostro wetowana przez Ferrari, które i tak ma silnik wagi ciężkiej, ale jej obecność jest konieczna z uwagi na występujące w turbinie prędkości obrotowe rzędu 100 000 obrotów na minutę!). Z tego wszystkiego wynika fakt, iż projektanci najpierw musieli wziąć pod uwagę gabaryty i rozlokowanie elementów układu napędowego, a następnie próbować zbudować na tym cały bolid.


Zobacz również
Moc to nie wszystko!
2-lis-2014

 

 

 

 

 

 

Problemy zaczynają się w momencie, gdy nie istnieje możliwość optymalizowania jednostki napędowej na potrzeby dopasowania jej w jakimś stopniu do konstrukcji. A takiej możliwości nie mają część ekip niefabrycznych, czyli tych, które kupują silniki od innych producentów. Przykładem takich ekip są klienci Mercedesa, czyli na przykład Williams. Inżynierowie w swoich wypowiedziach dali do zrozumienia, że dostawca silnika nie przewiduje żadnych optymalizacji na potrzeby swoich klientów, a próby takich działań na własną rękę generowałyby ogromne koszty. Silnik Mercedesa jest zbudowany z pełną dedykacją dla ekipy Mercedesa. Inne ekipy korzystające z ich jednostek muszą swoje bolidy do tych jednostek dopasować. A to trochę tak, jakby uszyć marynarkę na miarę i kazać chodzić w niej komuś innemu. Ciężko prawda?

 

Trochę inne podejście zaprezentowało Renault. Ten producent postanowił optymalizować swoje jednostki napędowe do wymagań poszczególnych klientów. I prawdopodobnie to jest głównym powodem różnicy pomiędzy osiągami i charakterystyką silnika Renault w stosunku do Mercedesa. Poprzez rozdrobnienie prac na równoległe działania przy różnych typach silnika dla różnych klientów, żadna jednostka nie okazała się doskonała. O przyczynach problemów szybko zorientował się Red Bull, który wymusił na Renault uzyskanie statusu głównej ekipy, dla której będą dostarczane silniki na następny sezon. I prawdopodobnie to będzie kluczem do ich powrotu na szczyt w 2015 roku.

 

W jakiś sposób chciałbym tutaj też wspomnieć o Ferrari, jako trzecim dostawcy silników w F1. Jednak nie mogę powiedzieć za wiele poza tym, że Włosi kolejny raz pokazali w jaki sposób NIE wykorzystuje się gigantycznego budżetu i armii inżynierów. Przez kolejne lata przepisy zmieniają się ewidentnie na ich korzyść (ograniczenie wpływu aerodynamiki na osiągi), a oni z roku na rok marnują swoje szanse. Nie wygląda to całkowicie tragicznie tylko i wyłącznie dzięki Fernando Alonso (zastanówmy się, co by było gdyby go tam nie było – gdyby policzyć, to prawdopodobnie od przyjścia do zespołu zdobył 70 - 80% wszystkich punktów zdobytych przez ekipę).

 

Kształtuje nam się trend, w którym o sukcesie danej ekipy w danym sezonie będzie decydować, czy miała ona swojego osobistego dostawcę silników, czy będzie korzystać z silników innego dostawcy. McLaren szybko zareagował na powstający trend – powrót Hondy to szansa dla McLarena, który przecież znajduje się w niewiele różniącej się sytuacji od Ferrari. Obie ekipy bowiem zostały przestały wieść prym w F1 po roku 2008 i do dziś czekają na swój powrót na szczyt.

 

Subiektywny i zakręcony jak łopatki w turbo,
Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)