Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Ferrari przyszłość nieciekawa...

Ferrari przyszłość nieciekawa...

Moto | 12 listopada 2014 16:39 | Mateusz Ziubiński
Czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby powyższy obrazek w najbliższym czasie mógł zostać zaktualizowany?
fot. Flickr
Czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby powyższy obrazek w najbliższym czasie mógł zostać zaktualizowany?

Scuderia Ferrari to fundament dla Formuły 1. Ekipa, która uczestniczy w wyścigach od samego ich początku. Stajnia, która zdobyła trudno policzalną liczbę laurów i innych osiągnięć. Zespół, który jest marzeniem dla prawie każdego kierowcy wyścigowego. To wielka historia i tradycja. Jednak przestało to wystarczać do wygrywania w dzisiejszych czasach…

 

Ostatnim sukcesem w Maranello było mistrzostwo w klasyfikacji konstruktorów w 2008 roku (wydaje się, że to było wczoraj, a to jednak już 6 lat!). W przypadku kierowcy, który w barwach Ferrari został mistrzem świata, ostatnim był Kimi Raikkonen w roku 2007. Od czasu rewolucji w F1 wywołanej głównie przez zjawisko nazwane ogólnikowo „kryzysem gospodarczym” nadszedł dla Włochów czas posuchy i pokuty.

 

Dlaczego? Owa rewolucja została przeprowadzona celem ograniczenia kosztów ponoszonych przez zespoły startujące w F1. Obiektem zmian były oczywiście głównie regulacje regulaminowe, mocno atakujące aerodynamikę i podstawowe gabaryty bolidów. Niestety zajęto się nie tylko zmianami rygorów technicznych. Zmiany przewidywały zakazanie testowania bolidów w trakcie sezonu, ograniczenie możliwości oblegania przez ekipy swoich tuneli aerodynamicznych i jeszcze kilka całkowicie bezsensownych postulatów. To był wyrok dla aktualnej Formuły 1. Koniec dla F1 napędzanej ogromnymi pieniędzmi trawionymi poprzez wyszukiwanie dziesiątych części sekundy na torach testowych i sprawdzaniu każdego możliwego rozwiązania w tunelu aero. Wielu z nas do dziś po nocach roni łzy tęsknoty za tamtymi czasami, według mnie złotymi czasami Formuły 1.

Nadeszła nowa era. Era symulacji i nowych technologii. Posiadanie własnego toru testowego nagle okazało się całkowicie niepotrzebne, natomiast najważniejsze było posiadanie jak najlepszego symulatora. Jak w tym wszystkim mogło odnaleźć się tradycjonalistyczne i staromodne Ferrari? Nie mogło…

 

Nie da się zliczyć kilometrów jakie pokonały w czasach sukcesów Michaela Schumachera czerwone bolidy na torze Fiorano. Kilometrów, w trakcie których testowano coraz to nowsze udoskonalenia bolidów. Kilometrów, na które nie było stać większości z rywali. Ekipa dysponująca gigantycznym budżetem mogła pozwolić sobie na zmniejszenie znaczenia fazy symulacji i teoretycznych badań udoskonaleń, zwiększając liczbę testów rozwiązań w praktyce. Ta droga niestety w roku 2009 okazała się ślepą uliczką.

 

Zakazanie testów w trakcie sezonu i (nieudolne) ograniczenie budżetów zespołów było dla Włochów jak odebranie dziecku kredek z poleceniem narysowania rysunku. Poprzednia polityka odbiła się na zespole niedorozwiniętymi technologiami symulacji i tunelem aerodynamicznym dającym wyniki inne od wyników rzeczywistych. W nowych warunkach potrzebny był całkowicie inny styl pracy i zarządzania ekipą. Wydawać by się mogło, że w Ferrari tego nie zauważono…

 

Sezon 2009 był lekcją pokory dla ekipy z Maranello. Tylko jeden wygrany wyścig (stosunkowo przypadkiem przez Kimiego na SPA) i 4 miejsce w klasyfikacji generalnej musiało nieźle potrząsnąć ekipą. Oczywiście należy tutaj uwzględnić takie czynniki jak na przykład utrata Felipe Massy w połowie sezonu (po jego wypadku na Węgrzech).

 

Na rok następny podjęto chyba najlepszą decyzję na przestrzeni ostatnich lat zatrudniając najlepszego dostępnego kierowcę, jakim był Fernando Alonso. Jednak cały czas widać było lekką nieporadność ekipy w kwestii poprawiania tempa bolidu, a przede wszystkim ogromne problemy z korelacją danych uzyskiwanych w tunelu aerodynamicznym z danymi generowanymi w trakcie jazd na torze. W zasadzie to jedynie dzięki absolutnie niesamowitej jeździe Alonso rzeczywista forma ekipy była skutecznie maskowana. To w jaki sposób Hiszpan potrafi zredukować stratę sprzętową rzędu 1 – 1.5 sekundy do straty 0.5 – 0.7 sekundy za pomocą swojego talentu jest niebywałe.

 

Niestety obecność Alonso nie wystarcza. Przez te kilka lat kilkukrotnie zwalano winę za brak sukcesu na kolejnych to inżynierów odprawiając ich na podróż z biletem w jedną stronę. Dopiero w ostatnim czasie zrozumiano, że ryba psuje się od głowy. Zwolniono Stefano Dommenicalego, a następnie odsunięto od zespołu F1 samego Lucę Di Montezemolo (o czym kiedyś już pisałem). Być może te zmiany pozwolą rozpocząć włoskiej stajni rozpocząć pogoń za nową nowoczesnym stylem bytowania w Formule 1. Oby ta pogoń nie była jak ostatnie lata – nieudolna.

Niestety pojawia się jeden problem. „Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują”, że ekipę opuści Alonso. Człowiek, który w ostatnich latach oprócz bycia niebywałym kierowcą, sporo mieszał się także w organizację ekipy (to raczej nie było pozytywne, ale tak czy siak gorzej już być nie mogło). Fernando stracił wiarę i nadzieję, że tym razem zapewnienia zespołu o tym, że następny sezon będzie inny od poprzednich, w końcu się sprawdzą.

 

Do Ferrari dołączyć ma czterokrotny mistrz świata Formuły 1. Jak na razie brzmi to nieźle, jednak w momencie, gdy dodam do tego, że to Sebastian Vettel, sprawy przybierają nieco innych barw. O niemieckim kierowcy postaram się napisać parę słów w osobnym felietonie. W przyszłym roku razem z nim czerwonych reprezentować ma Kimi Raikkonen. Nie da się chyba ukryć, że obaj Ci kierowcy mają swoją słabą stronę, którą jest fakt, że prezentują się okazale i bardzo groźnie w momencie, gdy bolid dobrze się ich słucha, czyli po prostu im pasuje. Wiemy też, jak bardzo kapryśne są w tym roku bolidy Ferrari. Oglądając onboardy z przejazdów często łapię się za głowę, widząc jak bardzo niestabilne i nieskore do utrzymania się w torze są to samochody.

 

Sezon 2015 pozostaje wielką niewiadomą. Niewiadomo, czy Ferrari uda zbudować się lepszy silnik, który oprócz brakującej dawki mocy, musi też być dużo bardziej elastyczny, a także lżejszy. Niewiadomo, czy tunel aero w końcu zadziała. Niewiadomo, jak w nowych warunkach poradzi sobie Sebastian Vettel. Niewiadomo, czy nowy styl zarządzania ekipą jest odpowiedni. Niewiadomo przede wszystkim, jak mocno do przodu przez zimę pójdą główni rywale, a przede wszystkim Mercedes i Red Bull. Właśnie przez tyle niewiadomych przyszłość Ferrari jest na ten moment nieciekawa…

 

Subiektywny i przygnębiony,
Mateusz Ziubiński

@Ziubson (twitter.com/Ziubson)


Zobacz również
Dwie dziesiąte do bariery szybkości
9-lis-2014

 

 

 

 

 

Kategoria: Moto
Komentarze (0)