Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Chytry zespół z Hingham

Chytry zespół z Hingham

Moto | 16 listopada 2014 00:27 | Mateusz Ziubiński
Zielone bolidy w Abu Zabi nie wystartują dla wyniku, wystartują dla pieniędzy.
fot. Flickr
Zielone bolidy w Abu Zabi nie wystartują dla wyniku, wystartują dla pieniędzy.

Przed GP USA świat obiegła informacja, że ekipa Caterhama jest na tyle niewypłacalna, że nie stać jej na wyruszenie na dwuwyścigowe tourne za wielką wodę. Los stajni z Hingham podzieliła Marussia, której to właściciel za wszelką cenę chciał dotrwać do GP Rosji (domowego GP zespołu), a potem miało się dziać co chciało. Jedna z drużyn jednak postanowiła nie złożyć broni na dobre…

 

Kiedy Marussia ogłosiła swoją upadłość, a jej dobrami zajęli się komornicy, w Caterhamie uknuto podstępny plan. Mianowicie zespół postanowił za wszelką cenę wrócić na kończące sezon GP Abu Zabi. Jednak nie kieruje nimi wola walki o utrzymanie się w mistrzostwach i ten start nie będzie wielkim powrotem z tarczą. Cel jest nieco inny. A Caterham teraz dąży do niego po trupach.

 

Cel mianowicie polega na zdobyciu swojej działki w zyskach przekazywanych po zakończeniu sezonu dla zespołów. Zdobyte w ten sposób fundusze (a jest to kwota rzędu kilkudziesięciu milionów euro) pozwolą na wyrównanie kilku zaległych rachunków i uzyskanie możliwości sprzedaży ekipy.

 

Aby plan został wykonany zespół musi wziąć udział w GP Abu Zabi. W wyniku braku pieniędzy geniusze z Hingham ogłosili publiczną zbiórkę pieniędzy celem zebrania blisko 3 milionów funtów. Mówiąc wprost i do tego kolokwialnie, żeby pojechać do Emiratów Caterham poszedł na ulicę żebrać o datki na start. Oczywiście wydawać by się mogło, że inicjatywa jest bardzo szczytna, a każdy kibic może się przyczynić do tego, że jego ekipa wróci z honorem na tor. Jednak sprawa wygląda o tyle inaczej, że nie chodzi tutaj o ducha sportu i walkę o przetrwanie. Chodzi jedynie o wykreowanie jak najlepszej pozycji do zwinięcia i sprzedaży całego „mandżuru”.

 

Osobiście wysłał bym przysłowiowe „pisiont groszy” dla ratowania Marussi. Ekipa ta od samego początku była stawiana za plecami malezyjskiego „giganta”, a jednak to ona zdobyła jako pierwsza dwa punkty na wagę złota w Monako. Smutne jest to, że to właśnie w Marussi można by dopatrywać się ekipy, która walczy o przetrwanie, bo kieruje nią chęć rywalizacji według ducha sportu. Smutne jest to, że ich ogromne osiągnięcie pójdzie teraz na marne. A na ich pechu skorzysta Caterham, który dzięki dyskwalifikacji ekipy z Rosji, awansuje do czołowej dziesiątki konstruktorów… Szkoda, że okazało się, że dla włodarzy tego zespołu liczą się tylko zielone banknoty…

 

Subiektywny i zażenowany,
Mateusz Ziubiński

@Ziubson


Zobacz również
Gdy statek zaczyna tonąć...
14-lis-2014



Zobacz również
Ferrari przyszłość nieciekawa...
12-lis-2014








Kategoria: Moto
Komentarze (0)