Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Lewis versus Nico - ostateczne starcie

Lewis versus Nico - ostateczne starcie

Moto | 19 listopada 2014 22:12 | Mateusz Ziubiński
Ten sezon to wielka gra tych dwóch Panów. Który jednak wygra wszystko, a którego szanse pójdą z dymem?
fot. Flickr
Ten sezon to wielka gra tych dwóch Panów. Który jednak wygra wszystko, a którego szanse pójdą z dymem?

Zbliża się ostatnie rozdanie kart. Dzień, w którym dowiemy się o tym, kto jako pierwszy zostanie Mistrzem Świata po czteroletnim okresie niepodzielnego panowania Sebastiana Vettela. Kandydatów jest dwóch i myślę, że każdy wie, o kogo chodzi.

 

Już w niedzielę rozstrzygnie się, który z kierowców Mercedesa w przyszłym roku będzie miał prawo startować z namalowanym w kilku mniej lub bardziej interesujących miejscach numerem 1. W uprzywilejowanej sytuacji jest Lewis Hamilton, ponieważ ma 17 punktów przewagi nad Nico Rosbergiem. Jednak w wyniku czyjegoś dziwnego pomysłu można założyć, że różnica ta jest dwukrotnie mniejsza.

 


Zobacz również
Gdy ktoś na dziwny pomysł wpadnie...
18-lis-2014

 

 

 

 

 

 

Rozważanie nad tym, który z tych dwóch kierowców bardziej zasłużył na tytuł jest zawsze okraszone mocną nutką subiektywności, dlatego bardzo takie dywagacje lubię. Trudno porównywać tych kierowców, ponieważ w zasadzie są to bardzo mocno zróżnicowane postaci wyścigów. Jeden z nich to wrodzony i bardzo naturalny talent. Kierowca mega szybki, ale jednak posiadający trochę „słabą głowę”. Drugi z nich natomiast to rywal tego pierwszego już od pieluchy, kierowca bardzo ciężko pracujący i swoją pozycję budujący na podstawie regularności, spokoju i wyszukiwaniu prędkości na papierze. Chyba wiadomo, jak przyporządkować opisy do właścicieli.

 

Sezon 2014 jest wielkim darem od losu dla ich obydwu. Mercedes wystrzelił niczym filip z konopi, zostawiając w tyle wszystkich rywali. Mając najszybszy wóz kierowcy mogli skupić się na wewnętrznej rywalizacji między sobą o największy laur. Fakt ten był jeszcze większym darem niż szybki samochód. Polityka Mercedesa jest obrazem wielkiego ducha sportu, którego w poprzednich latach brakowało nieco w F1 (za sprawą Red Bulla, który notorycznie gnoił Marka Webbera nie dopuszczając go do korytka z wygranymi).

 

Mercedes nie ustawił tych mistrzostw. Mercedes dał kierowcom wolną rękę. Oczywiście miało to też swoje negatywne skutki, a największym z nich było GP Belgii. Wielkie ściganie jednak, jakie kierowcy stajni z Brackley pokazali na przykład w GP Bahrajnu było jednym z najpiękniejszych obrazków sportu w biznesie nazywanym F1. Czyste ściganie na torze to jednak wierzchołek góry lodowej. To tylko wstęp do gry, jaka zaczęła toczyć się między Lewisem i Nico wraz z biegiem sezonu.

 

Wielka gra psychologiczna okazała się w zasadzie kluczem do tego, w jakiej sytuacji znajdują się obecnie kierowcy walczący o Mistrzostwo. Zapoczątkował ją Lewis, który po pechowym początku sezonu musiał gonić Nico w klasyfikacji generalnej. Pojawiło się kilka dziwnych wypowiedzi, rozpoczęła się rywalizacja na słówka. Pierwszym efektem tego było GP Monako, gdzie Nico posunął się o krok za daleko i w kwalifikacjach (ponoć) przypadkiem uniemożliwił Lewisowi poprawienie swojego czasu (dzięki czemu to Nico wystartował z przodu). Start w Monako z pierwszego pola to już 80% szans na wygraną. Lewis się zdenerwował. Wtedy raz pierwszy raz (i pewnie w rzeczywistości po raz ostatni) zakończyła się ich wielka przyjaźń. Na poczet „PiaRu” ich relacja była często barwiona jako big love, jednak w rzeczywistości wiadome było, że pomiędzy dwoma stronami garażu wybudowany został moralny Mur Berliński.

 

Nico pomimo tego, że był z reguły wolniejszy od swojego kolegi z zespołu, zachowywał pierwszą lokatę w klasyfikacji generalnej dzięki swojej zimnej głowie i perfekcjonizmowi za kółkiem. Jednak taki obrót spraw nie mógł trwać wiecznie. Po okresie, kiedy w środku sezonu Mercedes pierwszy raz zaczął odkręcać kurek z tempem bolidów na 100% i wynikiem tego wpadło im na konto kilka awarii sytuacja zrobiła się troszkę bardziej napięta. Nico przestał wytrzymywać ogromne ciśnienie i efektem tego zaczął tracić swoje atuty. Czara przelała się w trakcie bardzo symbolicznego GP Belgii. Historia jednego zakrętu, na podstawie której można by stworzyć 2 produkcje „hollywódzkie” i przynajmniej 3 „bollywódzkie” w mojej opinii przeważyła szalę należności wskazując Lewisa, jako tego, któremu tytuł się należy.

 

Aktualnie sprawy wyglądają tak: Lewis ma przewagę w mistrzostwach, jednak Nico poczynił poważny krok, wygrywając GP Brazylii (a ostatni raz wygrał w Niemczech w lipcu!). Ta wygrana może mu pomóc nie tylko pod względem tego, że odrobił nieco do swojego rywala. W przypadku, gdyby udało mu się wygrać tytuł w Abu Zabi, mógłby go jakkolwiek tłumaczyć poprzez wskazanie, że wygrał też w Brazylii. A tłumaczyć musiałby go, bo byłoby bardzo wielu uważających, że wygraną zawdzięcza podwójnym punktom za ostatni wyścig.

 

Element sztucznej rywalizacji może przyczynić się do dużego wypaczenia wyników całej tegorocznej kampanii. Niestety w tej sytuacji Nico Rosberg już w tym momencie jest dla mnie kierowcą przegranym. Jedyne co by mogło go uratować, to zajęcie przez Lewisa miejsca niewyższego niż siódme, przy wygranej Nico (bo tylko wtedy w przypadku normalnej punktacji to Nico wygrałby Mistrzostwo). Każde inne rozstrzygnięcie, w którym Lewis nie zdobywa tytułu będzie dla mnie negatywnym zaskoczeniem.

 

Subiektywny i prohamiltonowski,
Mateusz Ziubiński
@Ziubson

Kategoria: Moto
Komentarze (0)