Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Koniec ery Sebastiana Vettela!

Koniec ery Sebastiana Vettela!

Moto | 23 listopada 2014 23:47 | Mateusz Ziubiński
Łzy szczęścia pokazały, jak wielkim wysiłkiem był tegoroczny bój Lewisa o Mistrzostwo.
fot. Flickr
Łzy szczęścia pokazały, jak wielkim wysiłkiem był tegoroczny bój Lewisa o Mistrzostwo.

Cztery lata po pierwszym tryumfie młodego Niemca w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Świata Formuły 1 jego era dominacji dobiegła końca. Oto bowiem swój drugi tytuł w karierze zdobył Lewis Hamilton. Jeden z najbardziej znanych kierowców na świecie pokazał w tym roku swój ogromy talent oraz determinację, która pozwoliła mu pokonać pewną liczbę przeciwności i w ostatecznym rozrachunku pokonać swojego najlepszego przyjaciela z toru, a zarazem największego w tym roku rywala – Nico Rosberga.

 

Historia walki o tegoroczny tryumf jest bardzo długa i wielobarwna. Owocuje ona w liczne awarie, niesamowite zwroty akcji, dawkę genialnego ścigania, kilka błędów, konflikt o charakterze emocjonalnym, szczyptę podstępów oraz parę gierek psychologicznych. Czy można w lepszy sposób wyobrazić sobie walkę o największy możliwy laur w Formule 1?

 

Na początku sezonu wydawać się mogło, że to Nico Robserg będzie lepszym kandydatem do zdobycia Mistrzostwa. Prezentował równiejszą formę i wyglądał na osobę lepiej ułożoną. Hamilton natomiast borykał się z kilkoma problemami i nosił miano tego, który goni. Wielu powątpiewało także w jego odporność psychiczną, z którą to już w przeszłości bywało bardzo różnie.


Zobacz również
Lewis versus Nico - ostateczne starcie
19-lis-2014

 

 

 

 

 

 

Lepiej uciekać, czy być gonionym? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ bardzo często zależy to od konkretnej sytuacji. Wraz z biegiem sezonu okazało się, że Hamiltonowi lepiej wychodziło i to, i to. Prowadzenie gierek psychologicznych ze swoim kolegą z zespołu pozwalało mu poczuć się lepszym (a lepszym był w zasadzie od zawsze, Rosbergowi udawało się czasem wykorzystać jedynie słabe strony swojego kolegi). Dzięki takiej pewności siebie udało mu się pokonać swoją największą słabość, czyli lekki brak zimnej krwi i opanowania w niektórych sytuacjach.

 

Gubić zaczął się natomiast Nico Rosberg. Kiedy wypadły mu z rąk wszystkie atuty, którymi górował nad Lewisem, Nico zaczął po prostu odstawać. Co prawda częściej udawało mu się wygrywać czasówki, jednak na dystansie wyścigu Hamilton był niesamowicie mocny. Oznaką pękania Nico były oczywiście sytuacje z Monako i ze SPA. W finalnej fazie sezonu wydawać się mogło, iż Rosberg przestaje wierzyć w swoje szanse na wygraną. W Abu Zabi wyglądał na pogodzonego ze swoim losem.

 

W ostatnim wyścigu Nico tak naprawdę stracił szanse już na starcie. Problem z procedurami startowymi w jego Mercedesie uniemożliwił mu utrzymanie Lewisa z tyłu. W zasadzie to był ostatni gwóźdź do trumny, bo teraz ostatnią deską ratunku była awaria w bolidzie Brytyjczyka. Los był okrutny i posłuszeństwa zaczął odmawiać samochód z numerem 6. Bardzo znamienne były słowa Nico przez radio pod koniec wyścigu. Został on poproszony o zjechanie do garażu, gdyż dalsza jazda nie miała sensu. Odmówił on jednak wykonania polecenia i poprosił o możliwość dojechania do mety. Wyścig ukończył pokazując, że dzisiaj przegrał jego bolid, a nie on.

W mojej osobistej, jakże subiektywnej opinii Lewis Hamilton w pełni zasłużenie zdobył swoje drugie w karierze Mistrzostwo. Tak jak w 2008 roku wygrał tak zwanym rzutem na taśmę, a wydawałoby się, że bardziej na tytuł zasłużył Felipe Massa (ciekawe co czuł Felipe, gdy dzisiaj gratulował Lewisowi wygranej…), tak tym razem Lewis pokazał się z najlepszej możliwej strony.

 

Gdy w 2012 roku wszyscy łapali się za głowę na wieść o odejściu Hamiltona z McLarena, tak przez te dwa lata wszyscy zdążyli nabrać szacunku do genialnej decyzji Brytyjczyka. Jego gotowość do walki i świadomość ryzyka była niesamowita, jednak nagroda jest chyba bezcenna. A to dopiero początek wielkiej przygody Hamiltona z Mercedesem, ponieważ niewiele wskazuje na to, że w przyszłym roku ekipa z Brackley nagle straci impet.

 

PS. Era Vettela kończy się także z jeszcze innego powodu. Całkowicie nowa twarz Formuły 1, która ukazała się w tym roku całkowicie nie pokrywa się z wizerunkiem Sebastiana. Jego ogromne problemy ze znalezieniem nici porozumienia z trudnym w prowadzeniu bolidem w nowej specyfikacji nie wyglądają zbytnio optymistycznie przed sezonem 2015. Seb wskoczy do bolidu spod znaku rozbrykanego konika. Niestety fakt „rozbrykania” jest tutaj bardzo znamienny. Oglądając tegoroczne zmagania za kółkiem Fernando i Kimiego można było odnieść wrażenie, że kierowcy przed każdym zakrętem zastanawiają się, czy zdążą założyć skuteczną kontrę utrzymującą bolid w torze… Czy Seb przyzwyczajony do nieziemskiej przyczepności i stabilności podoła wyzwaniu? Hamilton w 2012 roku podjął duże ryzyko i w niedzielę założył na głowę mistrzowską koronę. Czy historia Vettela może potoczyć się podobnie?

 

Subiektywny i zafascynowany,
Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)