Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Meksyk we Włoszech...

Meksyk we Włoszech...

Moto | 24 listopada 2014 15:41 | Mateusz Ziubiński
Buongiorno! Jestem Maurizio i teraz ja spróbuję coś zrobić w Maranello....
fot. Flickr
Buongiorno! Jestem Maurizio i teraz ja spróbuję coś zrobić w Maranello....

Nie zdążyły jeszcze opaść ostatnie skrawki konfetti wystrzelone z okazji finału sezonu 2014, a my już jesteśmy wstrząśnięci informacjami dobiegającymi z Maranello. Po zaledwie ośmiu miesiącach pracy szef ekipy, Marco Mattiacci, usłyszał znamienne „Arrivederci!”. Nowym szefem Ferrari zostanie Maurizio Arrivabene.


Ale jak to? Jak taka duża i doświadczona ekipa jak Ferrari mogła podjąć tak pochopną decyzję o zatrudnieniu Włocha w trakcie sezonu, aby teraz się z niej wycofać? Mattiacci to osoba o wykształceniu stricte menedżerskim. Niestety Formuła 1 jest światem, który nie wpisuje się w żaden schemat, a żeby spróbować się w nim odnaleźć i go zrozumieć, najlepiej byłoby się w nim urodzić i wychować.


„Zdecydowaliśmy się zatrudnić Maurizio Arrivabene, gdyż w tych historycznych chwilach dla Ferrari i Formuły 1, potrzebujemy nie tylko kogoś, kto zna Ferrari, ale także rozumie mechanizmy i wymagania tego sportu” mówi prezes marki Ferrari, Sergio Marchionne. Można by rzec: EUREKA! Ale czy nie było to oczywiste od zawsze? Wygląda na to, że Mattiacci był tylko tak zwaną „zapchajdziurą” w przerwie pomiędzy Dommenicalim, a Arrivabene.


Maurizio Arrivabene – kto to taki? Nazwisko to przewija się przez świat Formuły 1 już od dłuższego czasu ze względu na to, że był on członkiem komisji sponsorów serii. Dodatkowo dzierżył on brzemię bycia wiceprezesem firmy Philip Morris, która to jest poważnym sponsorem stajni z Maranello. Włoch od początku wydaje się być posiadaczem dużo poważniejszych papierów do kierowania stajnią Formuły 1, od swojego poprzednika.


Osobiście wymyśliłem pewną teorię spiskową. Jest ona bardzo niesprawiedliwa dla wielu osób, ale taka właśnie ma być. Mianowicie gwoździem do trumny dla Mattiacciego mogło być niedogadanie się z Fernando Alonso. Strata Hiszpania jest ogromnym osłabieniem w szeregach zespołu. Ściągnięcie Vettela może natomiast pokazywać, że Pan Marco kierował się głównie statystykami (które Seb ma niesamowite). Niestety nieznajomość realiów F1 przez Mattiacciego może się w ten sposób mocno odbić na przyszłym sezonie w wykonaniu czerwonych bolidów.


Podsumowując można powiedzieć, że we Włoszech mamy tak zwany „Meksyk”. Generalnie z biegiem czasu zaczynam sobie tłumaczyć wszelkie posunięcia i wyniki tej niepodważalnej legendy wyścigów na zasadzie „to je Ferrari, tego nie ogarniesz….”.


Subiektywny i nieogarnięty,
Mateusz Ziubiński
@Ziubson


Zobacz również
Koniec ery Sebastiana Vettela!
23-lis-2014



Zobacz również
Lewis versus Nico - ostateczne starcie
19-lis-2014

 

 

 

 

 

 

 

Kategoria: Moto
Komentarze (0)