Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Geniusze z Enstone

Geniusze z Enstone

Moto | 30 listopada 2014 02:06 | Mateusz Ziubiński
W tym oto budynku pracują jedni z najlepszych inżynierów w Formule 1.
fot. Flickr
W tym oto budynku pracują jedni z najlepszych inżynierów w Formule 1.

Ostatnie kilka lat Formuły 1 to szokujący Brawn (2009), niezwyciężony Adrian Newey i jego dzieci (2010 – 2013) oraz perfekcyjny Mercedes (2014) (czyli w zasadzie dzielą i rządzą trochę na przemian dwa zespoły). Natomiast w cieniu swoich wielkich rywali w mojej opinii najlepszą robotę w ostatnich latach wykonują ludzie pracujący w… Lotusie!

 

Ale jak to? Dlaczego śmiem wysnuwać taką teorię w odniesieniu do ekipy z Enstone, która od czasów crash gate z udziałem Fernando Alonso (i jego późniejszej wygranej już bardziej sprawiedliwej w GP Japonii 2008) zdołała wygrać tylko 2 wyścigi (GP Abu Zabi 2012 i GP Australii 2013)? Dlaczego ekipa, która w zasadzie od prawie 10 lat nie występowała w roli potentata do Mistrzowskich Tytułów jest według mnie najlepsza?

 

Wszystko staje się klarowne, kiedy w ustalaniu hierarchii ekip Formuły 1 weźmiemy pod uwagę budżet jako czynnik wpływający na osiągane rezultaty. W Enstone od dawien dawna nie widziano wielkich pieniędzy. Ostatnio jest z nimi coraz gorzej i do prób związania końca z końcem wykorzystano nawet usługi pewnej wenezuelskiej gwiazdy wyścigów samochodowych. Dlatego też, jeżeli spojrzymy na osiągi tej drużyny z wzięciem pod uwagę mocno ograniczonych środków finansowych, są one zaskakujące.

 

Renault pożegnało się z Formułą 1 po sezonie 2010. W zasadzie to prawdopodobnie zrobili swoje (wygrali mistrzostwa w 2005 i 2006), a gdy dalsze starty i rozwój wymagały coraz większej gotówki zwinęli zabawki, tak samo z resztą jak Honda i BMW (w latach 2008 i 2009). Jednak odejście Renault nie oznaczało końca dla samego zespołu. Zespół został sprzedany, a Ci sami ludzie zmienili koszulki i zaczęli występować pod innym pseudonimem – w 2011 roku było to Lotus – Renault (dopisali sobie po myślniku Renault, żeby nie stracić kasy zarobionej przez zespół z szyldem Renault w 2010, ach te przepisy…).

 

Pomimo tego, iż z pieniędzmi zaczęło robić się krucho, zespół nigdy nie bał się odważnych decyzji co do konstrukcji bolidu. Pamiętamy pewnie najgłośniej pierdzący bolid w historii (R31 z wydechem skierowanym do przodu, alternatywne rozwiązanie dla dmuchanego dyfuzora). Pamiętamy system stabilizacji zawieszenia, który po legalizacji przez FIA jednak został zakazany. W dalszej przeszłości chyba nie nikt tak doskonale nie skopiował słynnego kanału F, jak zrobiono to w Enstone w roku 2010 (dając Robertowi narzędzie do zdobycia podium na SPA). Nawet na ostatni sezon, pomimo życia na debecie, nikt nie bał się tam zaryzykować najdziwniejszego rozwiązania nosa bolidu. Z kolei mocno oryginalny projekt bolidu prawdopodobnie był ostatnim gwoździem do trumny dla tempa tegorocznej konstrukcji w przypadku problemów z adaptacją nowej jednostki napędowej Renault.

 

Niestety genialne pomysły to dopiero początek. Aby przełożyć je na genialny bolid potrzebne są tutaj ogromne środki na ich wdrażanie, realizację i dalsze udoskonalenia. I tutaj pojawia się największy i zarazem jedyny problem Lotusa. Nie potrafię pojąć mechanizmów zarządzania zespołem. Patrząc na formę ekipy w 2012 i 2013 roku naprawdę niesamowicie podejrzane jest to, że pomimo bardzo dobrego auta, a także niesamowicie dobrej medialności ekipy (nie ma lepszego konta na Twitterze od Twittera Lotusa) skarbonka jest pusta.

 

Osobiście za brak funduszy winię Pana Gerarda Lopeza. Już od samego początku, kiedy w 2010 roku przymierzył się do posady Dyrektora, jego polityka była dla mnie mocno podejrzana. Człowiek ten to tylko i wyłącznie biznesmen, a zespół F1 wydaje się być wykorzystywany przez niego tylko i wyłącznie do zarabiania pieniędzy. Jak to robi i dlaczego sam zespół głoduje? Nie mam pojęcia.

 

Wiem natomiast jedno. Jeżeli nadejdzie dzień, w którym w Enstone znów popłynie zielony strumień banknotów, przy odpowiedniej jednostce napędowej (czytaj własnej) brytyjska ekipa może powrócić na swoje miejsce w szeregu. W tym przypadku ich miejscem jest pierwszy rząd.

 

Subiektywny i zafascynowany,
Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)