Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto 52. RAJD BARBÓRKA: Zeznania kibica część II

52. RAJD BARBÓRKA: Zeznania kibica część II

Moto | 09 grudnia 2014 12:25 | Mateusz Ziubiński
Lekko poobcierane Subaru Kuchara czekało, aż Król Karowej poprowadzi je w najważniejszej próbie dnia
Lekko poobcierane Subaru Kuchara czekało, aż Król Karowej poprowadzi je w najważniejszej próbie dnia

Rajd Barbórka jest zawsze swego rodzaju wstępem do tego, co dzieje się później w Kryterium Asów na ulicy Karowej. Zawodnicy od rana rywalizują o znalezienie się w zaszczytnej trzydziestce załóg, które mogą przystąpić do walki na najsłynniejszym odcinku specjalnym w Polsce. Tak samo nasza ekipa redakcyjna od samego rana dzielnie podążała za całym rajdem, aby wieczorową porą przeżyć niesamowite chwile w kulminacyjnym momencie całej imprezy.


Po zakończeniu 52. RAJDU BARBÓRKA wszyscy musieli szybko przeformować swoje szyki i przetransportować się z Autodromu Bemowo w okolice Nowego Światu. Zadanie to było niesamowicie dużym wyzwaniem. Wszyscy wiemy o tym, że w normalny dzień w pięknej stolicy naszego kraju znajduje się więcej samochodów aniżeli mieszkańców… Takie fakty mogą boleć nawet w sobotę, kiedy to należy przemieścić się w trudno dostępne miejsce przejeżdżając przy okazji przy miejscu odpalenia okolicznościowej choinki…

 

Właśnie dlatego nasza podróż z Bemowa na Karową trwała blisko dwie godziny (gdzie w normalnym trybie zajęłoby to 15 minut)… A gdy już udało nam się pokonać pielgrzymkę samochodów i chordy pieszych rozpoczęło się poszukiwanie zaginionego skarbu w postaci wolnego skrawka ziemi godnego pozostawienia na nim naszego środka transportu. Wszystkie te czynności udało się zakończyć w okolicach godziny 18:20. To stosunkowo poważnie naruszyło nasze plany, ponieważ przewidywały one pojawienie się na Karowej w okolicach godziny 17, zwiedzenie całego serwisu i rzucenie okiem na przejazdy pokazowe, które to właśnie o tej godzinie miały wystartować.

 

Robiąc bilans strat wywołanych ogromnym korkiem doszliśmy do wniosku, że przejazdy pokazowe nie były tym, na co czekaliśmy najbardziej. Udaliśmy się zatem szybko w stronę serwisu na tak zwane przeszpiegi. Wykorzystaliśmy fakt, że ludzie na Karową pędzą niczym szaleni, żeby załapać się na jak najlepsze miejsca przy trasie, z których już się nie ruszają, bo przecież nie po to się o nie walczyło, żeby je stracić. W związku z tym na serwisie nie było tłumów fanów skupiających się przy wszystkim co ma cztery koła i warczy, a my na spokojnie rozpoczęliśmy zwiedzanie.

 

Obok siebie zlokalizowane były samochody Kajetana i Tomka Kuchara. Co ciekawe auto Kajta znajdowało się pod namiotem, na ceracie i było starannie czyszczone i przygotowywane do kluczowej próby tego dnia. Nie było tajemnicą, że Kajetan Kajetanowicz jako pupil Lotosu jest najważniejszą postacią całej imprezy (bo Lotos był przecież jej głównym sponsorem). Natomiast obok namiotu i sztabu mechaników Kajta na podnośniku stało praktycznie samotne, niczym nie osłonięte od lekko muskającego twarze wszystkich zgromadzonych deszczyku, Subaru Impreza STI Tomasza Kuchara. Sam Kuchar przemieszczał się to tu to tam zagadując do osób z sąsiedniego namiotu. Minę miał nietęgą, z której łatwo było odczytać, że czuje ogromny niedosyt z faktu, iż przegrał dosyć pokaźnie w rajdzie. Poprosiliśmy go o zapozowanie z nami do wspólnego zdjęcia, oczywiście chętnie się zgodził, ale gdy życzyliśmy mu powodzenia, odpowiedział niepewnym głosem „Nie dziękuję”.

W innym punkcie serwisu zlokalizowaliśmy kawał historii rajdów europejskich, a mianowicie Subaru Imprezę, którą to w roku 1997 Krzysztof Hołowczyc do spółki z Maciejem Wisławskim zdobyli Mistrzostwo Starego Kontynentu. Co ciekawe obok tego fantastycznego samochodu lekko na uboczu ukrywał się sam Hołek. Zachrypnięty i chory z niecierpliwością oczekiwał swojego powrotu na Karową. Miał on zamknąć dzisiejszy dzień przejazdem pokazowym, który prawdopodobnie zakręcił łezkę w oku niejednemu fanowi załogi Hołowczyc/Wisławski… Podekscytowani również z nim wykonaliśmy pamiątkowe zdjęcie i zasięgnęliśmy informacji na temat momentu, w którym Hołek pojawi się na trasie.


Zobacz również
52. RAJD BARBÓRKA: serwis [FOTORELACJA]
8-gru-2014

W końcu rozpoczęło się Kryterium Asów. Na początku do walki ruszali kierowcy w autach z napędem na jedną oś, co było dobrym wstępem i powodowało stopniowe narastanie napięcia. My postanowiliśmy przebić się w górę ulicy Karowej, żeby tak jak w roku poprzednim ustawić się przy najwyższym punkcie trasy, jakim jest beczka, przy której kierowcy nawracają i po odważnej podróży w górę, rozpoczynają szaleńczą szarżę w dół, z powrotem w okolice ulicy Browarnej. Również nasza odważna podróż wiązała się z przeciskaniem pomiędzy ludźmi, po ciasnych i śliskich schodach wiodących nas do ostatniej beczki. W tym miejscu uderzyła nas pewna rozterka, a w zasadzie przemyślenie dotyczące zachowania polskich kibiców. Mianowice zaczęliśmy zastanawiać się, co daje naszym rodakom wprowadzanie się w stań wyraźnego upojenia alkoholowego przy okazji uczestnictwa w takiej masowej imprezie. Czy zachwyt nad niebywałymi umiejętnościami kierowców, nad ogromną szybkością i widowiskowością pędzących po brukowanej nawierzchni samochodów wyczynowych nie jest wystarczającym bodźcem? Czy należy wyczulać swoje receptory odbioru szczęścia i zabawy przez zażywanie magicznych mikstur dobrej zabawy?

 

Niezrażeni dotarliśmy do najwyższej komnaty w najwyższej wieży. Wyposażeni w ogromny telebim ulokowany na końcu trasy dobrze widzieliśmy, co dzieje się na całej trasie, a przy okazji obserwowaliśmy jak załogi na niebywale krótką chwilę meldują się na górze tylko celem nawrotki i czmychnięcia w dół. Przez pewien czas kolejne startujące załogi zmieniały się nawzajem na pozycji lidera Kryterium Asów. W pewnym momencie jednak po świetnym przejeździe na szczycie tabeli pojawiła się załoga Ratajczyk/Szcześniak z czasem 2:22,83 wykręconym z nieocenionym udziałem Mitsubishi Lancera Evo X.

 

W zasadzie był to moment zwrotny dla całego trendu zmian na pozycji lidera. Kolejne załogi nie były w stanie zbliżyć się do czasu Michała Ratajczyka. Zaczęły pojawiać się błędy, a nawet i ranni, w postaci uszkodzonej na jednym z krawężników felgi w samochodzie Mariusza Nowocienia. Wyglądało na to, iż padający deszczyk zaczynał powoli zamarzać, zmieniając nawierzchnię ulicy Karowej w prawdziwe lodowisko. Kolejne załogi niedługo po starcie rezygnowały z walki o jak najlepszy czas i decydowały się na wykonanie jak największej liczby bączków wokół beczki u stóp Karowej, celem zabawienia publiczności i stworzenia jak najlepszego widowiska.

Emocje były naprawdę ogromne, jednak w niektórych momentach aż źle robiło się słysząc nieudolnych komentatorów, próbujących nawiązać nić porozumienia z publicznością. Tradycyjnym komentatorem zmagań na ulicy Karowej jest Pan Krzysztof Szaykowski. W tym roku jednak w wyniku problemów ze zdrowiem był on nieobecny, a za mikrofon chwycili bliżej niezidentyfikowani Panowie, nie mający zbyt dużego doświadczenia w tym co robią, a przede wszystkim w dyscyplinie sportu, którą mieli za zadanie komentować. Ich częste pomyłki i bardzo słabe próby naśladowania Pana Szaykowskiego (wyciskanie z publiczności słynnego „ŁOUUU”) bardzo poważnie próbowały zmniejszyć poziom emocji serwowanych przez załogi na trasie.

 

Na szczęście jednak warunki z jakimi musieli mierzyć się kierowcy powodowały, że poziom widowiska i niesamowity zasób emocji jemu towarzyszących pozwalał przymknąć oko na krzyczących przez mikrofon Panów komentatorów. Byliśmy coraz bliżej kluczowych gwiazd tego wieczoru, a warunki wydawały się pogarszać. Wydawało się, iż jedyną załogą mogącą zmienić coś na szczycie tabeli jest skład Kajetanowicz/Baran. Niebywale śliska nawierzchnia mogła zostać okiełznana jedynie przez świetną Fiestę R5+ i Kajta, który bardzo dobrze wiedział o przewadze swojego auta. Subaru Impreza, którymi mieli startować pod koniec Dominykas Butvilas oraz Tomasz Kuchar są autami co prawda stworzonymi do wspinaczki, ale przez ograniczone pakiety aero mogło się okazać, że kierowcy ci z miejsca zostają spisani na straty. Los jednak szykował nam inny przebieg wydarzeń.

Na cztery załogi przed końcem Kryterium Asów na czele znajdował się wciąż Michał Ratajczyk ze swoim pilotem Jędrzejem Szcześniakiem. Między innymi Wojtek Chuchała od samego początku prezentował w swoim przejeździe ciekawe sztuczki w kręceniu bączków wyraźnie sygnalizując, że nawet nie podejmuje rękawicy walki na czas w arcytrudnych warunkach. W swoim przejeździe podziękował wszystkim kibicom za cały sezon, zwycięski sezon w RSMP i zmniejszył nieco plamę na honorze stworzoną przez wycofanie się z ostatniego rajdu, gdy tytuł był już pewny.

 

Kiedy w zasadzie powoli zaczęła kończyć się nadzieja na pokonanie czasu Ratajczyka, na trasę wyruszyło przedostatnie Subaru, kierowane przez Dominykasa Butvilas’a. Młody Litwin wydawał się nie poddawać łatwo w walce o jak najlepszy czas. Jego przejazd wyglądał bardzo sprawnie, a czas od początku przejawiał aspiracje na znalezienie się w ścisłej czołówce. Kierowca Subaru Poland Rally Team pilotowany przez Kamila Hellera pokonał liderującego już od dłuższego czasu Michała Ratajczyka o ponad 1.5 sekundy. Spowodowało to ogromny zastrzyk emocji przynajmniej wśród naszej ekipy, ponieważ wiedzieliśmy, że za chwilę do walki wyruszy Król Karowej.

 

Tomasz Kuchar nie mógł odpuścić okazji do powetowania sobie dotkliwej porażki odniesionej w Rajdzie i razem ze słynnym Lopezem rozpoczął wielką próbę pokonania „Pani” Karowej. Prawdziwy Mistrz poruszania się po orbicie wokółbeczkowej już od samego startu pokazywał, że tanio skóry nie sprzeda. W każdym zakręcie było widać, jak QHR wykorzystuje 110% dostępnej przyczepności pochodzącej od nawierzchni i 140% tego, co może zaoferować mu jego Subaru. Jazdę poza limitami mogliśmy zaobserwować, gdy Kuchar zawracał wokół beczki obok naszego punktu obserwacyjnego. W zawrotnym tempie autem zarzuciło na tyle mocno, iż w sposób lekko niecenzuralny prześlizgnęło się ono tyłem po betonowej barierze, co zaowocowało lekkim uszkodzeniem tego zderzaka. Niewzruszona załoga czym prędzej pognała w dół Karowej, gdzie został im chyba najbardziej morderczy i sprawdzający wytrzymałość na nerwy fragment trasy – beczka tuż przed linią mety. Dojeżdżający do niej kierowca mógł zobaczyć swój czas, gdyż na zlokalizowanej tuż obok mecie znajdował się ogromny wyświetlacz prezentujący upływające setne części sekundy.

 

Kuchar na mecie zameldował się z czasem lepszym o 2,5 sekundy od Dominykasa Butvilas’a. Tłum oszalał z zachwytu. A przecież to jeszcze nie był koniec! Właśnie do startu szykowała się załoga, która była chyba niespodzianką 52. RAJDU BARBÓRKA. Grzegorz Grzyb do spółki z Danielem Siatkowskim po drugim miejscu w rajdzie za sterami Skody Fabii S2000 nie mieli ochoty spocząć na laurach. Niestety Skoda okazała się zbyt nieposkromiona jak na wieczorne popisy na lodowisku i już na samym początku przejazdu nastąpiło bolesne spotkanie z jedną z beczek owocujące karą czasową i brakiem jakichkolwiek szans na wygraną w Kryterium Asów. Przejazd Grzyba zakończył się w nutce widowiskowości, a wszyscy oczekiwali ostatniej załogi.

 

Oto na trasę ruszyć miał Kajetan Kajetanowicz z Jarosławem Baranem. Rano Kajto nie dał nikomu szans i niewiele wskazywało na to, że w Kryterium Asów będzie inaczej. Perfekcyjna Fiesta R5+ naszpikowana nowoczesnymi technologiami z dumą prezentowała się na każdym z odcinków specjalnych. Wiadome było, że Kajto na pewno wykorzysta wszystkie atuty swojego samochodu, w którym rywalizował od samego początku tego roku. Przejazd załogi Kajetanowicz/Baran był bardzo ekscytujący, trudno było podjąć decyzję co do tego, czy patrzeć na zegarek, czy na telebim pokazujący kunszt i niebywałe zdolności Kajta. W zeszłym roku jego przejazd nie wyglądał najlepiej, w jego samochodzie doszło do uszkodzenia półosi, ale mimo wszystko okazał się być najlepszy. W tym roku warunki były diametralnie inne. Śliski bruk ulicy Karowej zmuszał wszystkich do wspięcia się ponad wyżyny swoich możliwości. Kajto unikał nadmiernych poślizgów i prawie, że w stylu wyścigowym wspinał się do nas na górę, gdzie pojawił się na 3 sekundy, w trakcie których wyhamował, pociągnął za dźwignię hamulca ręcznego i wcisnął pedał przyspieszenia do tak zwanej dechy w szaleńczym zjeździe do mety.

 

Po ostatniej beczce Kajetanowicz wpadł na metę. Zapadła cisza. Dla podniesienia dramaturgii system prezentujący czas przejazdu załogi na chwilę się zawiesił i nie pokazywał wyniku Kajta. Tuż obok jego samochodu pojawili się aktualni liderzy Kryterium Asów, czyli Kuchar z Dymurskim. Nagle w sposób niespodziewany wyświetliły się wyniki. Kajto przegrał o 0,38 sekundy! Kuchar w podskokach pobiegł w bliżej nieokreślonym kierunku nie ukrywając swojej szalonej radości. Kajto w wywiadzie nie wydawał się być załamany, mówił, że wygrali Rajd i teraz są na drugim miejscu na Karowej, to bardzo dobre wyniki. „Niech stary ma” powiedział w odniesieniu do sprezentowanej wygranej w Kryterium Asów 52. RAJDU BARBÓRKA Tomaszowi Kucharowi.


Wciąż jesteśmy pod ogromnym wrażeniem 52. RAJDU BARBÓRKA. Dni mijają, a my wciąż wspominamy emocje, jakie towarzyszyły nam minionej soboty. Zapach benzyny, czy przeszywające dźwięki mniej lub bardziej potwornych silników to tylko wstęp do wrażeń, jakie dostarczały nam wszystkie startujące załogi. Wszystko, co udało nam się zobaczyć staraliśmy się nagrywać, aby stworzyć z tego niesamowitą pamiątkę w postaci relacji wideo z naszej wyprawy. Już niedługo zaprezentujemy wam najciekawsze momenty z Rajdu, a w późniejszym czasie przyjdzie czas na pełnometrażowy film dokumentujący wizytę Redakcyjnej Ekipy SPORT4FANS na 52. RAJDZIE BARBÓRKA. Tymczasem już za niecałe 12 miesięcy kolejny raz spotkamy się w Warszawie. Trudno będzie się doczekać…

 

W imieniu Ekipy Redakcyjnej SPORT4FANS,
Mateusz Ziubiński

Kategoria: Moto
Komentarze (0)