Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto F1: Wielki powrót

F1: Wielki powrót

Moto | 11 marca 2015 22:47 | Michał Kozera

fot. Pirelli

Nareszcie wraca – po ponad trzech miesiącach przerwy, zaledwie kilkunastu dniach odpoczynku, tygodniach przygotowań i tysiącach kilometrów testów. Pierwszy weekend nowego sezonu Formuły 1 okaże się sprawdzianem nie tylko dla kierowców i ich maszyn, ale również dla fanów, którzy – szczególnie w Polsce – będą musieli wybrać między snem a pasją. Co wygra oraz kto wygra?

 

Chociaż pierwsze sesje treningowe tego sezonu rozegrane zostaną o haniebnych dla polskiego widza godzinach, żadnego z prawdziwych zapaleńców Formuły 1 na oglądanie nie będzie trzeba długo namawiać. 2:30, 6:30, a następnego dnia 4:00 – to godziny w jakich przyjdzie nam trzymać wartę przed ekranami. Pomóc w tym powinny duże ilości kawy i warto sobie ich nie żałować, bowiem otrzymamy pierwszą w tym roku okazję by na bieżąco śledzić to, co zmieniło się w budowie bolidów.

 

Zmian trochę jest. Wielu z Was z pewnością obserwowało nowe bolidy prezentowane na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, widzieliście też zdjęcia z testów, jednak to dopiero teraz możemy mieć pewność, że ekipy odkryją właściwe karty i przywiozą pakiety przygotowane nie do testów, a do rywalizacji. Zażartej walki o punkty od pierwszej sesji. Kto w tym całym galimatiasie, szumnie zwanym przecież cyrkiem Formuły 1, będzie stałym bywalcem czołówki, a kto może zamykać tyły?

 

Tym razem silniki nie są już niczym nowym dla konstruktorów, a bolidy zamiast rewolucji, przeszły zaledwie ewolucję. Mimo to nadal, mając w pamięci pełen problemów wieku dziecięcego sezon, uwaga skupia się nie tylko na czasach, ale przede wszystkim na dystansie pokonanym przez zespoły i silniki obecne w F1. W obu kategoriach prowadzi – bez żadnej niespodzianki – Mercedes. Niemiecka marka nie tylko miała po zeszłym sezonie najlepszą pozycję wyjściową do rozwoju swoich jednostek napędowych, ale jest w Formule 1 reprezentowana przez swój zespół fabryczny oraz 3 inne teamy, zyskując tym samym ogrom danych. Nie wiadomo jednak ile bolidów rzeczywiście jeździło z nowymi wersjami turbodoładowanych, hybrydowych V6 spod znaku gwiazdy. Przed sezonem mówiono, że tylko Mercedes i Williams będą mogły cieszyć się nowymi jednostkami, czy jednak w trakcie testów Force India oraz Lotus dostały szansę nadgonienia innych?

 

Tego nie wiadomo, czasy natomiast są optymistyczne dla wszystkich czterech zespołów. Na szczycie tabeli nieoficjalnych czasów z Barcelony widoczne są dwa Lotusy oraz Mercedes, w pierwszej dziesiątce znajdziemy jeszcze po jednym Williamsie, Force India i Mercedesie. Każdy z nich ma na koncie zadowalającą liczbę okrążeń, co pokazuje, że zespoły łączyły testowanie dystansu wyścigowego ze sprawdzaniem szacowanego tempa swoich maszyn. Najlepiej nadal wypada tutaj sam Mercedes, którego kierowcy chociaż nie mają dubletu na czele, to korzystali niejednokrotnie ze słabszych opon i skupiali się nie na osiągach jednego okrążenia, a na wydajności i niezawodności na dłuższym dystansie. Pod tym kątem duet Hamilton i Rosberg wypada równie silnie co sezon temu i śmiało możemy się spodziewać powtórki z dominacji.

 

Czy mamy w tym sezonie szansę na miłą niespodziankę i włączenie się kogoś nowego do walki o zwycięstwa? Rok temu z uśmiechem na twarzy swoje robił Daniel Ricciardo, który wykorzystywał błędy rywali i w najlepszy z możliwych sposobów wyrabiał sobie świetną markę w F1. Tym razem Renault silnik, zdaje się, poprawiło i niewykluczone, że Red Bull oraz Toro Rosso zmniejszą nieco stratę związaną z różnicami mocy wobec rywali z Mercedesami. Ricciardo jest już pełną gębą liderem zespołu po odejściu z niego Sebastiana Vettela i może to wykorzystać na swoją korzyść już od początku sezonu. Sporą niewiadomą jest forma Toro Rosso, który postawił na dwóch debiutantów. Obaj pokazali się na testach z dobrej strony i zarówno Verstappen jak i Sainz znacznie powiększyli kilometraż swoich bolidów podczas dostępnych dla siebie dni. Czasy również prezentują się przyzwoicie, a Max robił wiele, by pokazać się na górze dziennych tabeli, jednak wprawne oko wychwyciło wówczas, że Holender decydował się na najszybsze z dostępnych mieszanek podczas gdy rywale testowali średnie.

 

Czy Ferrari wyszło ze swojej wyścigowej depresji i odzyska dawny blask? Zadbać o to ma Sebastian Vettel, którego przyjście spowodowało ogrom negatywnych komentarzy, czemu dziwić się nie trudno – wielu życzyło Niemcowi braku jakichkolwiek kolejnych trofeów, tym samym trzymając kciuki mocno zaciśnięte za Ferrari i ich powrót na szczyt. Teraz interesy fanów się skonfliktowały, jednak wydaje się, że wszystko gra coraz lepiej w Maranello. Zarówno Vettel jak i Raikkonen prezentują dość podobny styl jazdy, co powinno pomóc w konstrukcji bolidu, a sama maszyna wydaje się na tyle dobra, by móc rywalizować z Red Bullem i Williamsem.

 

Jeśli mowa o silniku Ferrari, to czerwoni mogli zebrać nieco więcej danych korzystając z kilometrów przejechanych przez Sauber. Szwajcarska marka tym razem całkowicie zmieniła swoje barwy, oddając się w pełni niebieskim kolorom Banco de Brasil. By zmiana nie była zbyt skrajna nie zdecydowano się na żółte malowanie, a szkoda, tym razem jednak połączono wiecznie obecny w projektach Saubera niebieski, partnerstwo z Chelsea i dołączenie do zespołu Felipe Nasra, który wniósł ze sobą ogromny kapitał brazylijskiego banku. Sauber w tym sezonie może rywalizować na ogonie stawki z Force India, które dopiero w połowie testów zdołało przedstawić swój nowy bolid, co oznaczało stratę kilku dni jazd i wiele istotnych danych. Czy to wpłynie znacząco na wyniki zespołu? W jakimś stopniu bez wątpienia. Czy oznacza to, że ekipie Malyii pozostanie walka z Sauberem na dalszych miejscach? Bardzo możliwe. Który z zespołów będzie wyżej? Obstawiam Force Indię, która korzysta z jednostek Mercedesa – lepszych, niezawodniejszych, łatwiejszych do adaptacji. Ferrari nawet po rozwoju i zniwelowaniu strat do rywali wciąż może zachować wiele wad z zeszłego roku.

 

Co z McLarenem i, ważniejsze, co z Hondą? Japoński producent silników miał rok na obserwowanie błędów i potknięć swoich rywali, wyciągając w tym czasie wnioski za nich i stosując odpowiednie środki zapobiegawcze w swojej konstrukcji. Z takiego punktu widzenia zarówno McLaren jak i Honda mieli dużo lepsze szanse na start niż rywale rok wcześniej. Jak jest – wiemy po testach. Ekipa z Woking ma ogromne problemy z niezawodnością, a również i osiągi wypadają słabiej, niż tego oczekiwano. To nie jest legendarny powrót, o jakim mówiono. Nie pomaga też dream team złożony z Alonso oraz Buttona. Maszyna póki co jest pełna wad i wydaje się, że zespół McLaren-Honda musi przejść identyczną drogę, jaką mieli przed sobą producenci na starcie poprzedniego sezonu. Nie ma zmiłuj – szykuje się powtórka z rozrywki.

 

Na koniec dwie informacje, które bez wątpienia Wam nie umknęły. Zobaczymy jednak bolidy Marussi na starcie do GP Australii. Zespół przejęty przez Manor włożył ogromny wysiłek i wszystkie możliwe fundusze w to, by rywalizować w kolejny sezonie i przy okazji zgarnąć nagrodę za 9. miejsce w zeszłorocznej rywalizacji. Ekipa ekspresowo poinformowała i przygotowywaniu nowej maszyny, natychmiast niemal zaliczyła jej testy zderzeniowe, zebrała kierowców (zapewne tymczasowych) i udała się na zbiorowy samolot na Antypody.

 

Nie zobaczymy natomiast Fernando Alonso, który przeżył… dość zwyczajny wypadek podczas testów w Hiszpanii. Na ten temat można by napisać naprawdę wiele, zwłaszcza podpierając się ogromem teorii towarzyszących absencji kierowcy McLarena, faktem jednak jest, że w skutek niewielkiego dość uderzenia Hiszpan stracił chwilowo pamięć, co skłoniło lekarzy do wystawienia mu dłuższego L4 i odesłania na odpoczynek. W Australii zastąpi go bez wątpienia szczęśliwy Kevin Magnussen i niewykluczone, że zrobi to też w Malezji, bowiem nie jest znana data powrotu Alonso. Pozostaje życzyć zdrowia!

 

Już niedługo, bo nie wiele więcej niż za dobę, zadebiutuje sezon 2015 w Formule 1. O godzinie 2:30 pierwsze bolidy ustawią się pod linią wyjazdu z pit lane toru Albert Park w oczekiwaniu na zielone światło oznaczające start pierwszej sesji treningowej. To już ona da nam obraz tego kto jest najszybszy przed inaugurującym GP, to również podczas niej będziemy mogli przyjrzeć się zmianom i progresowi, jaki w trakcie testów i tygodnia przerwy po nich poczyniły zespoły. Jak wiele się zmieni i ile emocji nas czeka? Nareszcie się przekonamy!

 

Porównanie ostatniej serii testów 2014 oraz 2015:
2014 (Bahrajn) - 2,322 laps (12,566 km)
2015 (Barcelona) - 3,134 laps (14,587 km)

 

Porównanie wzrostu osiągów bolidów 2014 oraz 2015:

2014 podczas kwalifikacji w Barcelonie - 1m 25.232s (Lewis Hamilton)
2015 podczas testów w Barcelonie - 1m 24.067s (Romain Grosjean)


Pełen dystans pokonany przez jednostki:
1. Mercedes, 1,518 laps - 7,066 km
2. Renault, 829 laps - 3,858 km
3. Ferrari, 663 laps - 3,086 km
4. Honda, 124 laps - 577 km

Kategoria: Moto
Komentarze (0)