Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Czy konik może się rozbrykać?

Czy konik może się rozbrykać?

Moto | 16 sierpnia 2015 13:01 | Mateusz Ziubiński
W sezonie 2012 od GP Belgii Vettel rozpoczął swój marsz po Tytuł. Czy historia zatoczy koło?
fot. Flickr
W sezonie 2012 od GP Belgii Vettel rozpoczął swój marsz po Tytuł. Czy historia zatoczy koło?

Letnia sjesta w Formule 1 dużymi krokami zbliża się do końca. Już w najbliższą niedzielę wyścig o GP Belgii rozpocznie drugą, decydującą fazę sezonu. Pora więc pochylić się nad rozważaniem na temat tego, czy ktoś jest w stanie powstrzymać Mercedesa...

 

Zdążyliśmy już przyzwyczaić się do schematu, w którym w czasówce Lewis "łoi" Nico, Nico zazwyczaj zabezpiecza drugą lokatę, a bój o trzeci rząd rozgrywa się między Sebastianem Vettelem i losowo dobranym kierowcą z "drugiej" czołówki. W wyścigach natomiast przywykliśmy do pojedynków kierowców Srebrnych Strzał przebiegających według następującego schematu: start, Lewis jedzie pierwszy, Nico otrzymuje informację przez radio, że wszystko jest super, teraz należy tylko oszczędzać opony, paliwo, środowisko i ginące lodowce, bo w końcówce wyścigu na pewno uda się Hamiltona złapać. Ku zdziwieniu wszystkich (którym jeszcze udało się nie usnąć) ten plan nie wypala i Hamilton znowu tryumfuje.

 

Oczywiście zdarzały się wyjątki jak GP Malezji, ale to było tak dawno, że niewielu bierze na to poprawkę. Korektę jednak wypadałoby wziąć na ostatni wyścig pierwszej części sezonu. GP Węgier było zdecydowanie wyjątkowym wyścigiem. Pokazało nam bardzo wiele szczegółów i spraw, które dają przesłanki o tym, że sprawa trzeciego tytułu dla Hamiltona nie jest sprawą zamkniętą.

 

Hungaroring jest bardzo trudnym i wymagającym obiektem. Składa się z szeregu zakrętów pokonywanych z niskimi i średnimi prędkościami, dodatkowo prostych jest na nim jak na lekarstwo. Oznacza to bardzo duże wyzwanie dla układów napędowych, które muszą kierowcy zapewniać odpowiedni zapas momentu obrotowego, ale przy zachowaniu dużej elastyczności w jego dawkowaniu. To powinno wynosić jeszcze bardziej na piedestał Mercedesa, bo przecież ich układy napędowe są "the best".

 

Rzeczywistość pozwoliła na przynajmniej częściowe zredukowanie tych poglądów. Dzięki braku długich prostych wymagających dużej mocy jednostek napędowych to był bardzo mocny weekend Red Bulla. Ekipa z Milton Keynes pokazała, że gdyby nie Renault, Lewis i Nico byliby w ogromnych tarapatach. Z kolei kierowcy Mercedesa zaprezentowali, że nie są psychicznie przygotowani na przypadek, w którym coś idzie na starcie nie tak. W wyścigu obaj musieli podjąć się walki koło w koło z innymi zawodnikami i obaj uwikłali się w trakcie rywalizacji w incydenty z udziałem Daniela Riccardo (który znowu poczuł się pewnie w bolidzie, a odpowiedź na pytanie co daje mu tą pewność, to materiał na inny wpis). Całą sytuację wykorzystał perfekcyjnie Sebastian Vettel i odniósł drugie w tym sezonie zwycięstwo wysyłając mocny sygnał w stronę Mistrzów Świata.

 

Nie będę się tłumaczył z tego dlaczego uważam, że Seb jest dzieckiem w czepku urodzonym, człowiekiem szczęścia, największym farciarzem w historii, itp.. Jego pojawienie się w Ferrari nagle spowodowało nagły zryw formy całego zespołu, przy czym ogromny wkład w to osiągnięcie ma nowy genialny szef Czerwonych - Maurizio Arrivabene. Kiedy Alonso komentował świetne wyniki Ferrari mówiąc, że odszedł z tej stajni, bo nie chciał po raz kolejny skończyć jako drugi, można było przyznać mu rację. Teraz jednak Maranello z każdym dniem rośnie w siłę i być może Fernando zacznie żałować swojej decyzji...

 

To, czy w drugiej części sezonu Maranello będzie mogło przeprowadzić atak na Brackley, zależy od kilku czynników. Po pierwsze primo od tego, czy Mercedes w końcu wyczuje zagrożenie ze strony rywali i bardziej agresywnie podejdzie do rywalizacji. Chodzi tutaj przede wszystkim o odkręcenie wszystkich magicznych pokręteł z napisem "POWER" i "SPEED", ponieważ w mojej opinii Srebrne Strzały są wyjątkowo defensywnie nastawione na rywalizację. Po drugie primo wszystko w rękach Lewisa i Nico. Jeżeli Niemiec w końcu rzuci Anglikowi wyzwanie, to Brytyjczyk znowu może pokazać ogromną słabość swojej psychiki. Objawi się to błędami ze strony Hamiltona, dziwnymi sytuacjami na torze, a w podsumowaniu wzajemnym odbieraniem sobie punktów przez kierowców Mercedesa. Po trzecie primo, ultimo, kluczowa jest forma Kimiego Raikkonena. Tak, nic tutaj mi się nie pomyliło. Vettel w pojedynkę nie będzie w stanie złapać sroki za ogon. Jeżeli Fin pokaże jeszcze jakieś przebłyski swojego geniuszu z przeszłości (przy równoczesnej nienagannej dyspozycji jego bolidu), a Seb dalej będzie miał swoje "szczęście", 42 punkty dzielące go od lidera klasyfikacji generalnej będą długim spacerkiem na lody w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

 

Czy Konik może się zatem rozbrykać? Najbliższe dni mocno zrewidują powyższe rozważania. Nam, wiernym kibicom, pozostaje tylko z niecierpliwością czekać do następnego weekendu...

 

Subiektywny i Forza Ferrari,
Mateusz Ziubiński

 

P. S. Nie zdziwię się, jeśli w najbliższych wyścigach odnotujemy wzrost formy Williamsa. Mogą przypadkiem dostać lepsze jednostki napędowe, żeby spróbować oddzielić Ferrari od Mercedesa...

Kategoria: Moto
Komentarze (0)