Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Motoryzacyjna noc gwiazd za nami na Verva Street Racing [GALERIA]

Motoryzacyjna noc gwiazd za nami na Verva Street Racing [GALERIA]

Moto | 27 paździenika 2015 21:17 | Michał Kozera

fot. SPORT4FANS

Tęsknicie za Top Gear? Kochacie ryk superaut i zapach palonej gumy? W zeszłą sobotę PGE Narodowy oderwał się od piłkarskich emocji by zgromadzić na swoich trybunach tych, którzy kochają wszelkiej maści pojazdy mechaniczne i sposoby ich wykorzystania... niekonieczne takie, jakie sobie wyobrażamy. Za nami wspaniałe Verva Street Racing z udziałem Clarkson, Hammond & May LIVE!

 

Zanim wnętrze naszej głównej areny sportowej wypełniło się zapachem spalin, goście z całej Polski mogli bawić się podczas Pit Party, czyli małego, stacjonarnego wstępu zlokalizowanego na okalającej stadion promenadzie. Niewykluczone, że dla niektórych ta część całego Verva Street Racing okazała się najlepsza, bowiem niezmienny od kilku lat punkt programu pozwalał na wyciągnięcie ręki spotkać nie tylko te najdroższe pojazdy, ale egzotyczne, usportowione czy... fikcyjne. Pojawiły się zatem m.in. maszyny Orlen Teamu, świetny bolid studentów Politechniki Poznańskiej, motocykle i samochody Hondy, Porsche, Ferrari, Lamborghini, bolid Formuły E... i długo by jeszcze wymieniać. Przede wszystkim jednak można było spotkać garść znanych postaci ze świata motorsportu – Kubę Przygońskiego, Rafała Sonika czy Gosię Rdest. Do tego kilka multimedialnych doświadczeń jak symulator jazdy motocyklem lub bolidem, figury maszyn z filmów Transformers czy Batmobil i inne filmowe pojazdy.

 

Publiczność miała nieco ponad 3 godziny na zapoznanie się z tym, co przygotował organizator przed stadionem – o 17 otwarto jego właściwe bramy, by półtorej godziny później Krzysztof „Jankes” Jankowski zapowiedział start rozgrzewki – części sprytnie nazwanej Warm Up. W jej ramach Orlen przedstawił nam m.in. pokaz motocrossowy z udziałem Teddy’ego Błażusiaka czy wyścig poduszkowców.


O 19 na przygotowany przez organizatora tor wjechały klasyczne Jaguary, a po paru minutach ich miejsce zajęły... kosiarki. Otóż to – kilku kierowców postanowiło stanąć do wyścigu o puchar marki Anwil ścigając się na maszynach, których przeznaczenie wskazywałoby na cel nieco inny. Nie był to jednak jedyny rodzynek na liście atrakcji. Po przerwie na oddech i wyjazd legend, kolejnym szaleństwem w akompaniamencie motywu z Benny Hilla okazał się Pocket Bike Challenge. By nie uspokajać znów wyścigowych emocji, następne na tor wyjechały gokarty prowadzone przez młodą śmietankę polskiego motorsportu. Nie obyło się bez wielkich emocji – trybuny głośno dopingowały swoich ulubieńców, a głośno dali o sobie znać kibice pod koniec wyścigu, kiedy jeden z faworytów w walce wylądował na bandach...

 

Parada Orlen Teamu oraz wyścig Porsche GT3 poprzedził i niejako zapowiedziałtytułową część imprezy. Verva Street Racing charakteryzowało się zderzeniem dwóch światów, które organizator nazwał dniem i nocą. Mieliśmy zatem pokaz szalonych drifterów, niesamowicie głośnych hot rodów czy uwielbiane w Ameryce NASCARy. Po drugiej stronie mocy pojawili się m.in. Terry Grant i jego świetne umiejętności w jeździe wyczynowej... na rowerze, do tego motocykle FMX czy samochody rajdowe.

 

Całą zabawę zamknął driftowy finał, w którym pierwsze skrzypce zagrali Kuba Przygoński oraz Felix Baumgartner. Przygaszone światła i kłęby dymu wybornie spotęgowały emocje, które kłębiły się na trybunach z trzech, głównych powodów: na wskutek minionych, świetnych pokazów okraszonych genialnym i uwielbianym komentarzem Tomasza Zimocha, na widok iście odjechanych driftowych maszyn, jak piekielnie zmodyfikowana Toyota GT86 Przygońskiego i najważniejsze – w oczekiwaniu na światowy, wielki punkt programu.

 

Kto kupił – nienajtańszy zresztą – bilet na VSR wiedział, że impreza dzieli się na 3 główne części – Pit Party, jakieś pokazy po środku i pojawienie się trzech podstarzałych jegomościów na scenie. Ich brytyjski akcent znany jest na całym świecie, a jeśli ktoś jest wyjątkiem – powinien czuć się nieszczęśliwy. Było zresztą o nich głośno, bowiem jak sami się przedstawili, byli to Richard Hammond, James May oraz Pan Zwolniony. Jeremy Clarkson napytał sobie biedy bijąc członka ekipy produkującej Top Gear, efektem czego po wielu perturbacjach został on zwolniony, zabrał ze sobą pozostałą dwójkę prezenterów (i nie tylko ich), po czym przymierzają się oni do startu ich nowej produkcji.

 

Warto było o tym wiedzieć, bowiem charakterni Panowie wcale nie zamierzali – jak to w dzisiejszych czasach bywa – unikać tego tematu. Chociaż wielu fanów liczyło na jak najwięcej elementów show z trio na żywo, na scenie, Ci postanowili wpleść w to dość długie nagranie przygotowane wcześniej. Słowem wstępu – producenci Top Gear znaleźli już jednego prowadzącego, jednak pozostali dwaj mogli zostać wybrani... zewsząd. Kto chciał, mógł przygotować swoje nagranie i liczyć, że będzie na tyle dobry, by stać się częścią legendarnego programu. Clarkson, Hammond oraz May właśnie tak zrobili, a materiał z nimi zachowywującymi się przed kamerą, niczym 10-latkowie w pierwszym swoim nagraniu, był przedni.

 

Na scenie wcale zresztą nie było nudno. Na dzień dobry Brytyjczycy zaprezentowali 3 tanie, elektryczne maszyny zbudowane według własnego pomysłu. Oczywiście nie mogło obyć się bez wyścigu i licznych „wpadek” bazujących na niedoróbkach. Innym pojedynkiem był ten w tanich autach do driftu czy wyścig znanych już trójkołowców. Richard Hammond miał przyjemność stanąć wewnątrz kuli, w której kręcił się szalony motocyklista. Na szczęście przeżył to (jeden i drugi), zatem w kuli wjechał drugi śmiałek, potem trzeci i czwarty. Zobaczyliśmy też paradę pięknych i drogich aut, a wisienką na torcie okazał się pojedynek... piłkarski. Trójka prezenterów kontra trzej kierowców reprezentujących zespół Polski miała za zadanie umiescić wielką kulę w bramce rywala i poraz kolejny publiczność dała ponieść się dopingowi.

 

3 godziny zabawy na świeżym powietrzu, około 5 godzin show na stadionie i świetne wrażenie po kolejnej edycji Verva Street Racing. Niebywała gratka dla tych, którzy lubią wszelkiej maści pokazy i mini-zawody, ale też ogromna przyjemność dla licznych fanów tęskniących za Top Gear. Krótko mówiąc – świetna impreza autorstwa Orlenu, Clarksona, Hammonda oraz Maya.

 

Kategoria: Moto
Komentarze (0)

Moto

Najpopularniejsze

Najnowsze

Partnerzy SPORT4FANS.PL