Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Jakie pierwsze kwalifikacje taki cały sezon? Formuła 1 rusza z poślizgiem.

Jakie pierwsze kwalifikacje taki cały sezon? Formuła 1 rusza z poślizgiem.

Moto | 16 marca 2013 09:24 | Michał Kozera

fot. roberto_blank/flickr.com

Pierwsza sesja kwalifikacyjna ruszyć powinna o godzinie 7 czasu naszego. W Australii oznacza to aż 17:00, czyli dość późny start zmagań. Niejednokrotnie kierowcy narzekali na tę godzinę – gdy było bezchmurnie, słońce było na tyle nisko, że skutecznie oślepiało zawodników. A gdy lało… No właśnie. W Polsce jest 8:34, a ja zaczynam pisać felieton.


Kwalifikacje trwają.


Tak, minęło już półtorej godziny a nadal nie mamy rozstrzygnięć. Od początku idąc, po tej stronie globu, gdzie ludzie chodzą do góry nogami urodził się Mark Webber i Daniel Ricciardo, zebrały się chyba najcięższe chmury deszczowe tego świata. I wcale nie oznacza to potopu – po prostu dość intensywnie pada.


I tak sędziowie sprezentowali nam 10 minutowe opóźnienie w starcie pierwszej fazy kwalifikacji. To jednak nie wystarczyło na uprzątnięcie toru przy użyciu ciężkiego sprzętu w formie komandosów (bo kto inny wystawiłby nos w taki deszcz?) uzbrojonych w szczoty.


I… jest, kolejna 10 minutowa posiadówka w boksach, a wszystko to w oczekiwaniu na lepsze warunki. Moim zdaniem lepszym pomysłem niż marshalls ze zmiotkami byłoby wypuszczenie na tor 22 bolidów uzbrojonych w rowkowane opony skutecznie rozpraszające nadmiary wody, tworząc tym samym idealną linię jazdy.
Na szczęście ja nie jestem sędzią wyścigowym.


O 7:20 widzowie, którzy z trudem w sobotni poranek wstali z łóżka, mogą wreszcie ujrzeć bolidy w akcji. Oczywiście zakładając, że nikt nie wstał o 4 na trzeci trening. Na starcie zakładam, że zaraz Hamilton sprawi żółtą flagę, Cezary Gutowski typuje do tej roli debiutantów. I oto jest, Giedo van der Garde zalicza wycieczkę na trawę i kontakt z bandą, jednak poza skrzydłem pod kołami żółtej flagi chyba tam nie było… Nie wiem, mój „rywal” ogłasza zwycięstwo, w tym samym momencie jednak Lewis zalicza dzwona w drugim zakręcie. Hamilton to jednak sprytny gracz i, używając wstecznego, uwalnia się z trawy i jedzie dalej.


O wymianie pozycji nie wspominam, bo w kwalifikacjach jest ich ogrom, a w deszczu ogrom staje się jeszcze większy. Ciekawsze są dzwony, a pierwsze kwalifikacje, na dodatek mokre, są koszmarem dla debiutantów, a i dla kierowców obytych ze ściganiem nie są niczym pozytywnym.


Wiedzą o tym Felipe Massa i Esteban Gutierrez. Pierwszy z nich traci przyczepność na mokrej linii farby na jezdni, po czym pod kątem prostym „kontaktuje się” z bandą. Brazylijczyk nowy w F1 nie jest i dodaje gazu przy kontakcie zapobiegając zgaszeniu silnika. W efekcie widzowie mogą cieszyć się przepięknym piruetem 720 stopni, po którym Felipe jedzie dalej, tracąc tylko skrzydło. Nie poszczęściło się Estebanowi, który uderzył w tym samym miejscu, pod nieco jednak mniejszym kątem, w efekcie czego uderzenie było mocniejsze i silnik kończy pracę. Minuta do końca, a na torze żółta flaga.


O ile z przodu, jak wspomniałem, nieprzerwane roszady, to końcówka tabeli przyciąga moją uwagę. W tym sezonie po Q1 odpada sześciu kierowców, ale „pewniaków” jest już tylko czterech – rok temu na siedem miejsc sześć było zarezerwowanych dla najsłabszych. Szczęśliwcami okazali się nieszczęsny Gutierrez oraz Pastor Maldonado, który potem w wywiadzie powiedział: „Wracamy w ekipie do miejsca sprzed dwóch lat. Musimy pracować, tym się nie da jeździć”.


Nie o nich jednak, bo moją uwagę skupiała walka Caterhama i Marussi. Druga z ekip wreszcie uzupełniła swoje bolidy o KERS, co zapowiada wyrównaną walkę, a być może nawet awans w „hierarchii”. Póki co udaje im się to dobrze, obaj kierowcy kończą kwalifikacje przed rywalami, a co gorsze, Charles Pic wykręca czas 0,010s gorszy niż wymagane do startu 107%. Zespół oczywiście poprosi sędziów o dopuszczenie i moim zdaniem takowe powinni otrzymać ze względu na chaotyczne kwalifikacje.


Czas mija i na czele Rosberg, przed Alonso i Grosjeanem. To jednak nie znaczy nic, bo przed kierowcami jeszcze dwie części czasówki, a i warunki dodają nieco loterii.


Teraz wypadałoby napisać o Q2, nie ma jednak o czym. Sędziowie decydują o kolejnej przerwie, tym razem aż 20-minutowej. Być może liczą na więcej wody – więcej loterii – większą atrakcyjność. Póki co otrzymują jednak wyłącznie co raz ciemniejszy obraz. Nie dość, że Albert Park walczy z problemami z zasilaniem, to nad torem jest jeszcze co raz ciemniej. Nie można się dziwić, bowiem w Australii już 18:30.


Oczekiwanie nie przynosi niczego ciekawego, na koniec jednak kolejna informacja i kolejne opóźnienie 20 minut. 18:50 i około 40 minut kwalifikacji do rozegrania? To nie może się udać, już jest ciemno. Kontrolki na kierownicy czy czerwone światła z tyłu bolidu skutecznie oślepią kierowców w takich warunkach. A do tego jest buro i ponuro.


Jest i decyzja – kwalifikacje zostaną kontynuowane w niedzielę, o godzinie 11 czasu lokalnego. Oznacza to nie mniej nie więcej, że polskim fanom Formuły 1 kłaść się spać nie opłaca, bo Q2 i Q3 ujrzą o 1 w nocy. Dopiero po 2, jeśli nie będą targani emocjami, dane im będzie zaznać niecałych pięciu godzin snu, o godzinie 7 czeka na nas wyścig.


Zdecydowanie najciekawiej będzie, gdy w niedzielę również będzie padać. Patrząc na dzisiejsze decyzje, do odwołania GP brakuje niewiele. Przeniesienie Q już jest odważną decyzją, biorąc pod uwagę transmisje TV.


Przed czasówką pomyślałem, że jaki początek sezonu taki i cały sezon. Kwalifikacje to pierwsza, właściwa część rywalizacji weekendu i okazały się one dziś deszczowe. Liczyłem, że oznacza to nieprzewidywalny, pełen zwrotów akcji i kontaktów z bandą sezon. Nie sądziłem jednak, że idąc dalej będą to również opóźnienia, odwołane i przesunięte sesje.


O Q2 i Q3 napiszę zapewne wraz z felietonem z wyścigu. Jeżeli tylko te dostarczą nam wielu emocji. Byle do 1!

Kategoria: Moto
Komentarze (0)