Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Simracing – wirtualna szkoła samodoskonalenia

Simracing – wirtualna szkoła samodoskonalenia

Moto | 27 marca 2013 17:16 | Michał Kozera
Wirtualny Hungaroring, wirtualne bolidy, prawdziwa rywalizacja.
fot. Win & Spin League
Wirtualny Hungaroring, wirtualne bolidy, prawdziwa rywalizacja.

Większość społeczeństwa słysząc o grze komputerowej, widzi w tym wyłącznie rozrywkę, a nawet marnotrawienie czasu. Podobnie jest, gdyby wspomnieć o „wyścigach na kompie” czy „ściganiu się przez neta”. Tymczasem jednak ta forma spędzania czasu sięga dalej, niż do zręcznościowych gier – do produkcji, mających najlepiej symulować wszelkie doznania i trudności.


To wszystko naturalnie jest w dużym stopniu ograniczone. Mówiąc symulator - czysto profesjonalnie - myślimy właśnie o sprzęcie tej kategorii, używanym do wirtualnego testowania ustawień, nowych części czy szkolenia kierowców wyścigowych. Prawdziwy symulator to kokpit czy cała kabina umocowana na wielu siłownikach, które mają odwzorować przeciążenia i balansowanie pojazdu w trakcie jazdy.


Symulator to trzy duże ekrany LCD, profesjonalna kierownica, nagłośnienie idealnie odwzorowujące dźwięki otoczenia. Wibracje, szarpnięcia, walka z kierownicą – po takim treningu kierowca wyścigowy wsiadając do swojego rzeczywistego pojazdu jest już w pewnym stopniu przygotowany do jazdy.


Ja jednak pozwalam sobie mówić symulator na to, co możemy sami osiągnąć my, zwykli użytkownicy komputerów. Naturalnie simracing nie jest czymś w 100% darmowym. Jednak, co jest? Podobno tylko lanie ;) Co zatem trzeba mieć? Na pewno grę – przykładowo Richard Burns Rally lub rFactor, oba tytuły kupimy za około 30 złotych.


Przejedź zakręt szybko, zmieść się i nie uderz nikogo - to trzeba potrafić!
Przejedź zakręt szybko, zmieść się i nie uderz nikogo - to trzeba potrafić!
fot. Win & Spin League


Dalej czas na kontroler. Jedni potrafią jeździć klawiaturą, inni padem jednak bezapelacyjnie kierownica jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Tutaj rozbieżność cen jest ogromna. Są koła po 100 złotych, ale także po 1000. Osobiście wydałem na swoją ponad 200 i sprawowała się długo bez żadnego problemu.


Niestety, simracing jest niełatwy również dla sprzętów – gwałtowne, szybkie ruchy kierownicą, wymagająca praca pedałów, „trzepanie” manetkami, to zużywa zestawy, stąd też sam rozglądam się za nową kierownicą, która pociągnie kolejne parę lat.


Po starcie jest naprawdę ciasno!
Po starcie jest naprawdę ciasno!
fot. Win & Spin League


Co jednak tak doskonali simracing? Przede wszystkim koncentrację. Wyścig to kilkadziesiąt okrążeń pełnego skupienia. Chcesz osiągnąć dobry wynik? Jedź na krawędzi. To jednak wymaga 100% pewności siebie. Oczywiście nie może się wcześniej obejść bez umiejętności. Jedni mają naturalny talent, inni nie, nie może się tak naprawdę obejść bez dużego nakładu pracy.


Zacznijmy od początku, na przykładzie rFactora z modyfikacją F1, bo tam właśnie mam doświadczenie. Pierwszy kontakt z bolidem, jego fizyką jazdy i właściwościami wymaga pewnego czasu na przyzwyczajenie się. Ci zupełnie początkujący zapewne korzystają z pomocy typu kontroli trakcji, ABSu. Automatyczne sprzęgło jest raczej standardem. Można spróbować jazdy bez pomocy, w związku z czym trzeba poznać ograniczenia bolidu, nauczyć się odpowiednio operować przepustnicą.


A to... ja :)
A to... ja :)
fot. Win & Spin League


Jeśli jeździć – to na torze. Układu pętli również trzeba się nauczyć, po czym wyczuć (a można również wypatrzyć) idealną linię jazdy oraz punkty dohamowania. Dalej pozostaje dopracowywanie tego do granic możliwości.


W międzyczasie, będąc w garażu, trzeba skupić się na setupie, secie – po prostu ustawieniach bolidu. Jest to według mnie najtrudniejszy etap przygotowań. Wymaga przede wszystkim wiedzy – co odpowiada za co, który element poprawia daną właściwość jazdy oraz jak zmiana tego wpłynie na pracę tamtego. Jest w czym się pogubić.


Setup przygotować można wstępnie w boksie – jeśli znamy charakterystykę toru i wiemy już co i jak przestawić. Potem następuje wyjazd na tor, sprawdzenie jak ustawienia się sprawują. Dalej czekają kolejne poprawki i ulepszenia, wyjazd i od nowa. Aż do uzyskania satysfakcjonującego wyniku.


Walka trzech bolidów w zakręcie - to dopiero coś!
Walka trzech bolidów w zakręcie - to dopiero coś!
fot. Win & Spin League


Nadal ktoś uważa, że to tylko granie na komputerze? Wszystkie te czynności, które trzeba wykonać, umiejętności, które trzeba wyćwiczyć – to wymaga czasu i rozwija nas samych w znacznym stopniu. Cierpliwość jest bardzo ważnym elementem całej układanki – przecież nie wszystko musi się udać, a ilość niepowodzeń może być na początku naprawdę duża.


Najważniejszą częścią weekendu jest wyścig. To tak zdobywa się punkty, można wygrać, ale i przegrać wszystko już na pierwszym zakręcie. Jak w Formule 1. Kilkadziesiąt okrążeń, niejednokrotnie polegających na walce z innymi, pościgu lub ucieczce. To nie wszystko – trzeba jechać tak, by nie zużyć zbyt mocno opon, lecz również tak by metę osiągnąć z dobrym wynikiem.


By dobrze wystartować, potrzeba refleksu. Trochę lub więcej, pytanie ile chcemy osiągnąć tuż po zgaśnięciu świateł. Dalej jest zakręt pierwszy. Jeżeli liczymy na awans, musimy się wcisnąć między bolidy, dohamować bardzo późno czy wcześnie przyśpieszyć. Precyzja, koncentracja i… opanowanie. Ogromne opanowanie może uchronić nas i innych przed katastrofą w postaci dużego dzwonu.


To jedna z mniejszych konsekwencji popełnionego błędu.
To jedna z mniejszych konsekwencji popełnionego błędu.
fot. Win & Spin League


Czasem opanowania może zabraknąć i to nie z naszej winy. Tak jak od siebie trzeba wymagać tych umiejętności, tak również trzeba być świadomym, że inni nie musieli wzorowo uważać na tej lekcji. Co zrobić, gdy ktoś zniszczył nam wyścig? Nic. Taki urok tego sportu, więc i w jego wirtualnej odsłonie trzeba się tego spodziewać.


Bląd kierowcy czy kontakt w zakręcie?
Bląd kierowcy czy kontakt w zakręcie?
fot. Win & Spin League


Simracing to też element społecznościowy. W Formule 1 zespoły reprezentuje dwóch kierowców i normalna jest współpraca między nimi. Niejednokrotnie Ci lepsi kierowcy wspierają słabszych czy początkujących swoimi ustawieniami. Na torze wymaga się pewnej kultury jazdy, m.in. bezproblemowego przepuszczenia szybszego kierowcy na naszym okrążeniu wyjazdowym czy podczas wyścigu, gdy jesteśmy dublowani.


Partnerzy z zespołu zarazem się ścigają i współpracują.
Partnerzy z zespołu zarazem się ścigają i współpracują.
fot. Win & Spin League


Również strony ligowe tworzą niemałe kultury. Lig jest mnóstwo – począwszy od prostych i totalnie „amatorskich” – kontekście simracingu, aż do tych profesjonalnych, bardzo trudnych, wymagających i nawet płatnych. Tam naturalnie kultura również obowiązuje, można jednak pogadać na wiele innych tematów.


Simracing w Polsce istniał na długo przed spopularyzowaniem F1 w naszym kraju. Wcześniej bardzo popularne były rajdy, a sama forma rywalizacji miała wielokrotnie format „korespondencyjny”. Zawodnik pokonywał odcinek, robił screena swojego czasu i wysyłał to do osoby zarządzającej rozgrywkami, która zestawiała wyniki i publikowała tabelę.


Na koniec – zdjęcia pochodzi z galerii Win & Spin League, której byłych już (bo liga skończyła działalność) uczestników bardzo mocno pozdrawiam. To jedna z wielu lig, gdzie jeździłem, ale chyba jedyna, gdzie obok rywalizacji była dobra zabawa w prawdziwym tego słowa znaczeniu :)


Na Facebooku jest również grupa, zrzeszająca tych, którzy bawią się na rFactorze. Jeśli jesteście zainteresowani, wyszukajcie - Grupa kierowców rFactor. Naprawdę warto!


Kategoria: Moto
Komentarze (0)