Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto „…częściej niż Kubica wypada z trasy...”

„…częściej niż Kubica wypada z trasy...”

Moto | 29 marca 2013 16:33 | Michał Kozera
Robert Kubica/Maciej Baran
fot. fiaerc.com
Robert Kubica/Maciej Baran

Czego dziś wymaga się od Kubicy? Szybkiej jazdy, wygrywania rajdów i powrotu do Formuły 1. Tak, wszystkiego na raz oraz tak, czytając wszelkie komentarze można dojść do wniosku, że Robert Kubica ma taki obowiązek.


Pytanie, wobec kogo? Wobec fanów? Być może, Ci przecież okazali mu ogromne wsparcie podczas okresu jego rekonwalescencji i niejednokrotnie narzekali na brak odzewu ze strony Polaka. Ci jednak, gdy zobaczyli z powrotem Kubicę na trasie, nie mieli więcej pretensji i dalej, równie mocno dopingują Roberta w jego występach.


Problemem są dziennikarze. Eksperci. Przepraszam – „eksperci”, ludzie, którzy pozornie stoją wyżej w hierarchii zaangażowania w „temat Kubicy” niż zwykli fani.


Ludzie, którzy wiedzą więcej i lepiej.


Nie twierdzę, że mam wiedzę na temat psychologii, że jestem ekspertem w temacie prowadzenia samochodu rajdowego, są jednak rzeczy, które dla widza/fana/zwykłego człowieka, zaangażowanego chociaż trochę w śledzenie kariery Kubicy, na pierwszy rzut oka są bzdurami i sztucznie kreowaną sensacją.


Powspominajmy.


Od początku – Rally di Andora, rok 2011, luty. Barierka. Jeden z kilku rajdów, w których Robert startował, a w którym wydarzył się pozornie zwykły wypadek. Jeśli dobrze pamiętam, jego Skoda na wyjściu z zakrętu poszła za szeroko, uderzając w barierki. Co wówczas mogłoby się stać? Otarcie, wgniecenie czy trochę poważniejsze uszkodzenia, jak tydzień temu.


Wypadek, jakich naprawdę wiele. Ba, wiele ich nawet jest podczas użytkowania dróg przez pojazdy cywilne. W końcu po to stoją tam barierki. Niestety, ta szczególna część zabezpieczenia okazała się wyjątkowo wadliwa i wbiła się w samochód Kubicy. Efekty znamy.


Dziś Kubica jest już kierowcą rajdowym serii ERC i WRC. Mimo, że startuje w tak wysokiej rangi zawodach, ten sezon traktuje jako naukę. Poważnie, to żadne wymówki ‘na zapas’. Przecież dostał nowego Citroena DS3 RRC (taką klasą jeszcze nie jeździł, racja?) i nie miał okazji rywalizować na szutrach.


Tym razem wypadek zdarzył się na znanym mu asfalcie, powiecie. W dodatku argumentem jest dotychczasowy wynik Roberta – przewaga minuty nad Kopeckym. Można odpuścić, pojechać powoli, dowieźć wynik.


Jednak, jaka wówczas będzie nauka? Powoli to Robert i na szutrze sobie poradzi (zakładając, że sobie teraz by nie radził, a tak pewnie nie jest). Kierowca Citroena chciał poznać granice i możliwości swojej maszyny, dlatego jechał szybko, chociaż też nie na zabój, jak sądzą niektórzy. Trzeba umieć w swoich procesach myślowych znaleźć kompromis. Uświadomić sobie, że nie wszystko jest czarne, białe, że świat wyewoluował już z zero-jedynkowych bitów, że Kubica może jechać szybko, ale z głową.


Argument, że jego największym problemem jest on sam i jego słaba psychika, brzmi tak niesamowicie absurdalnie, że niektórym brakuje słów. Przede wszystkim jak można twierdzić, że wypadanie z trasy W RAJDACH to efekt słabości?


Zrozumiałbym, gdyby w F1 zdarzało mu się do często, ale przecież nad bolidem Kubica panował doskonale, ba, jego perfekcyjny do granic możliwości przejazd na torze Monako stał się bardzo znany – widać tam, jak Robert jedzie na centymetry od ścian, wychodzi z zakrętu ze świetną precyzją.


A w rajdach wypada, zalicza dzwony. Bo rajdy to sport, gdzie pojazdy bez ogromnego poziomu docisku trzeba opanować na nawierzchni, która również pozbawiona jest przyczepności. W F1 pojazd przyczepny rozpędzamy do tej granicy, na której jeszcze przyczepność ma. To normalne, że samochód rajdowy z trasy wypada. Co powiecie, rodzimi eksperci, na wypadek Solberga z ubiegłorocznego Rajdu Francji, gdy ten wypadł w pole winogron, uderzył i przewrócił ogromny słup energetyczny, po czym linie spadły na ziemię wzbudzając iskry. Wariat? Szaleniec? Ma problemy ze sobą? Paradoksalnie słaba psychika Solberga? Ano właśnie.


Chęć zabłyśnięcia w naszym kraju jest niewiarygodna.


Wracając jeszcze do feralnej barierki. Niektórzy w tym wypadku widzieli jakieś dzikie szaleństwo. Nie potrafią tym samym zrozumieć, że poza samym faktem najechania na barierkę przez Kubicę, to właśnie ten element ochronny stał się przyczyną jego problemów. Ona nie miała prawa nawalić. Nikt nie stawia barierek, by po najechaniu na nie wbijały się do samochodu.


Na Kanarach Kubica znowu najechał na ten metal. Zanim to zrobił, rzucił „Ja pier…”. Nie dziwię mu się, sam się przestraszyłem widząc jak wpada na barierkę. Tym razem wytrzymała, a raczej – drugi raz już nie nawaliła. I co się stało? Chłopakom nic, samochód połamany z lewej strony, ale żadnej tragedii nie było.


Można? Można. Tylko podobno psychika nie taka.


Dajmy mu się uczyć, jechać swoje. Światem Kubicy jest F1, open-wheelery, ale rajdy również kocha. Chce się bawić, chce się PRZEDE WSZYSTKIM uczyć. Nie wydawajmy osądów, jeśli ktoś dopiero zaczyna. I jeżeli się nie znamy.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)