Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Koniec z Team Orders w Red Bullu

Koniec z Team Orders w Red Bullu

Moto | 10 kwietnia 2013 18:38 | Michał Kozera
Podczas GP Turcji w 2010 roku Red Bull dubletem przypłacił głupotę Vettela.
fot. motorspeak.blogspot.com
Podczas GP Turcji w 2010 roku Red Bull dubletem przypłacił głupotę Vettela.

Nie będzie już więcej „Multi 21”. Nie usłyszymy również prośby do Webbera, by ten zwolnił. Od teraz duet Red Bulla ma wolną rękę i pozornie równe szanse. Na ile się to okaże prawdą, ile czasu potrwa bierność w pit wall Red Bulla? I przede wszystkim – skąd ta decyzja?


W ramach przypomnienia – o co całe zamieszanie? GP Malezji było bliskie trafienia w ręce Marka Webbera. Australijczyk zdecydowanie zmierzał po zwycięstwo, mając za sobą Sebastiana Vettela – obaj otrzymali od zespołu polecenie dojechania do mety spokojnym tempem, bez walki ze sobą.


Vettel nie posłuchał, dogonił i wyprzedził Webbera, który jechał bolidem z już ograniczonymi obrotami. Czyli nie mógł nic zrobić. Oburzenie sięgnęło zenitu – Niemiec przeprosił, świat F1 był w szoku, na mistrza spadła krytyka.


Nic dziwnego, że przy okazji stracił wizerunek Red Bulla.


To nie pierwsza taka sytuacja z udziałem trzykrotnych triumfatorów mistrzostw. Głośny był przypadek, gdy na Silverstone Webberowi zabrano nową wersję przedniego skrzydła, by zamontować ją u Vettela. Dlaczego? Otóż Sebastian swój model rozbił podczas sobotniego treningu.


Jak na złość, wyścig wygrał Mark Webber. „Nieźle, jak na kierowcę numer dwa” – powiedział wówczas posiadacz tego gorszego skrzydła.


Kolejna sytuacja to GP Turcji z roku 2010. Wówczas nie zawiniła ekipa a sam Vettel, który w trakcie wyprzedzania Webbera zbyt szybko wrócił na jego tor jazdy. Seb myślał chyba wtedy, że jest świętą krową i jego rywal zjedzie mu z drogi czy nawet zahamuje widząc, że jest wyprzedzany.


Mylił się. Zniszczył wyścig sobie, zespołowi, a Mark dojechał dopiero na 3 miejscu.


Czas wrócić do wydarzeń najświeższych. I tym razem ciężko winą obarczyć ekipę, którą też przecież Vettel swoim zachowaniem oszukał. Red Bull natomiast się obudził. Zobaczył, że zawodnik, z którym żyli w idealnej symbiozie stał się elementem dominującym. Co gorsza, zaczął nie tylko dyktować warunki, ale działać wedle własnych zamysłów, nie informując ekipy.


Vettel wymknął się spod kontroli. Ale nadal jest kurą znoszącą złote jaja. Nawet bez pomocy „kierowcy numer 2”.


Co zatem mógł zrobić biedny, nieco oszukany team? Chyba nic – w tej sytuacji pozostało im odejść od zasady poleceń zespołowych, co w praktyce oznacza „róbta co chceta”.


Vettel dostał wolną rękę w swoim „mistrzowskim szaleństwie”. A Webber miał rację, gdy mówił o mającym plecy rywalu partnerze z teamu. Pozostaje pytanie – ile razy ujrzymy jeszcze sytuację bliźniaczą do Turcji? Australijczyk już nie odpuści, limit dobroci dla młodszego Seba się wyczerpał.

f1talks.pl
Kategoria: Moto
Komentarze (0)