Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Profesor Fernando Alonso - GP Chin za nami

Profesor Fernando Alonso - GP Chin za nami

Moto | 15 kwietnia 2013 21:04 | Michał Kozera
Alonso pozdrawia fanów po zwycięstwie w GP Chin
fot. Rocky.Zhang/flickr.com
Alonso pozdrawia fanów po zwycięstwie w GP Chin

Gdy słyszymy o kierowcy kompletnym, szybkim, opanowanym, regularnym, doświadczonym, perfekcyjnym – zwykle mowa o Fernando Alonso. To Hiszpan jest uważany za najlepszego kierowcę startującego obecnie w Formule 1. Problem był do niedawna wyłącznie jeden – brak równie idealnego bolidu. Teraz, gdy wszystkie elementy układanki znalazły się na miejscu, Alonso pewnie zdobył Grand Prix Chin.


Faworyta było w tym wyścigu wskazać bardzo ciężko. Na czele stawki, na starcie, ustawili się m.in. Hamilton, Raikkonen i Alonso. Był również Massa, który jednak nie odnajduje się w warunkach wyścigowych. Vettel ruszał dopiero z 9 pola, mimo to ciężko było lekceważyć możliwość dopadnięcia przez niego czołówki. Problemy na starcie miał Kimi Raikkonen, któremu uśliznęły się koła po ruszeniu z miejsca, przez co Fin stracił kilka pozycji już przed pierwszym zakrętem.


Bardzo dobrze wystartowały oba Ferrari i już po kilku okrążeniach, wykorzystując DRS, zaatakowały liderującego Hamiltona, który wiele do powiedzenia nie miał. Chwilę później rozpoczęła się seria zjazdów, która zgrała się z kolizją Gutierreza z Sutilem. Meksykanin wjechał w tył bolidu Force India, po czym zakończył wyścig na poboczu. Sutil dojechał do boksu, tam jednak dosłownie palił się do dalszej jazdy. Niestety, mechanicy już go nie wypuścili.


Również inny Meksykanin starał się narobić zamieszania. Gdy Kimi Raikkonen zabierał się do wyprzedzenia Sergio Pereza, ten zamknął mu drogę na tyle agresywnie, że Kimi najechał lewą stroną bolidu na pobocze. Hamowanie na takiej nawierzchni nie należy do najwydajniejszych, przez co Fin lekko popchnął Pereza w stronę następnego zakrętu, przy okazji lekko psując swój nos. Jak się jednak okazało, uszkodzenia nie wpłynęły na aerodynamikę, a mechanicy Lotusa nie uznali za konieczne marnowanie czasu na wymianę nosa.


Kółko po kółku i na półmetku rywalizacji do czołówki wkradł się Vettel. Wypadł za to Massa, trafiając po zjeździe na wolniejszych kierowców. Kierowca Red Bulla natomiast naznaczył swój powrót do czołówki jazdą na pozycji lidera przez kilka okrążeń. Tym razem jednak jego głównym zadaniem było gonić lidera, a nie samemu uciekać. Chociaż… lidera stracił po akcji wyprzedzania, więc miał szansę zrobić to, co umie najlepiej. Niestety, nie tym razem.


Alonso śmiało dojechał do mety na pierwszym miejscu, mając za sobą Raikkonena oraz Hamiltona starających się dogonić Hiszpana. Bolid Ferrari spisywał się tym razem bez zarzutu, a w umiejętności Nando nie było powodu wątpić – w ten sposób stajnia z Maranello odniosła pierwsze w tym sezonie zwycięstwo.


Na ostatnich okrążeniach jeszcze raz o sobie przypomniał Vettel. Niemiec zjechał po nowy komplet opon, tracąc tym samym pozycje na rzecz Lewisa i Kimiego. Po wyjeździe z boksu nie było wyboru – musiał ich gonić. Zrobił to widowiskowo, na 53 okrążeniu wykręcając najlepszy czas wyścigu, będąc o 5 sekund szybszym od Alonso i 4 od Raikkonena i Hamiltona na tym okrążeniu. Lewisowi było bez wątpienia gorąco, gdy zobaczył bolid Red Bulla w lusterkach, tym razem jednak Sebowi się nie udało i wyścig ukończył poza podium.


Do powiedzenia pozostało dużo więcej – Mark Webber znów dostał w kość. To nie były jedyne emocje tego weekendu – Robert Kubica zadebiutował w WRC, Hołowczyc i Małysz wyjechali na bezdroża, Karol Basz odnosił sukcesy w swoim gokarcie – o tym wszystkim wkrótce!

Kategoria: Moto
Komentarze (0)