Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Nieporównywalni mistrzowie Formuły 1

Nieporównywalni mistrzowie Formuły 1

Moto | 03 maja 2013 17:39 | Michał Kozera
Tak właśnie wygląda bolid Fangio. Niepodobny do dzisiejszych.
fot. rhtayloresq/flickr.com
Tak właśnie wygląda bolid Fangio. Niepodobny do dzisiejszych.

Formuła 1 jak każdy sport, ma swoje legendy, postacie kultowe, symbole minionych, doskonałych lat. 1. maja obchodziliśmy 19. rocznicę śmierci Ayrtona Senny, przez wielu nazywanego mistrzem wszechczasów. Na jego temat powiedziano już wszystko i nie chcę się powtarzać, jednak… czy faktycznie jest to najlepszy kierowca w historii F1?


Jeszcze na początku roku kwestia najlepszego uczestnika Formuły 1 została „wyjaśniona” przez włoski magazyn „Autosprint”. Plebiscyt wyłonił czołową dziesiątkę F1 i stał się przyczyną wielu kontrowersji. Dlaczego? Ze względu na wynik – zwyciężył - nie Senna, nie Schumacher a Juan Manuel Fangio. Pięciokrotny mistrz Formuły 1 w latach 50-tych. Drugie miejsce zajął Michael Schumacher, trzecie Jackie Stewart a dopiero czwarte Ayrton Senna.


Zwycięzca Autosprintu zajął 3. miejsce w zestawieniu Car Insurance Blog, sporzadzonym dwa lata temu. Tym razem najlepszym kierowcom uznano Sennę, drugiego miejsca zmieniać nie musiał Michael Schumacher. Za nimi znaleźli się tacy oldboye jak Jim Clark, Jackie Stewart, Stirling Moss.


Przy okazji rocznicy śmierci Ayrtona Senny miałem okazję przeczytać w internecie (a zdarzało mi się wcześniej i usłyszeć na żywo) komentarze porównujące brazylijskiego mistrza do obecnej stawki. Dowiedziałem się, że Senna dziś skopałby tyłek Vettelowi, pokazał miejsce w szeregu Alonso i ośmieszyłby resztę stawki. Ok, z normalnych opinii wyczytałem, że Senna w dzisiejszej F1 byłby zdecydowanym faworytem i dobrą duszą padoku.


Co do tego ostatniego, nie mam wątpliwości. Ayrtona przedstawia się jako człowieka naprawdę wspaniałego, posiadającego wyjątkowy charakter, a w zasadzie dwa – jeden, to charakter człowieka w padoku, drugi, kierowcy na torze, gdzie był twardym, nieustępliwym zawodnikiem. Z tego właśnie powodu to właśnie Senna jest dziś uważany na tego najlepszego.


Ciężko jednak jego czy tym bardziej Juana Fangio „wsadzać” do dzisiejszych maszyn z przekonaniem, że skoro kiedyś odnosili kosmiczne sukcesy. Nie trafia do mnie także argument mówiący, że kiedyś Formuła 1 była sportem na śmierć i życie, kierowcy mieli jaja. A skoro prowadzili ciężkie do opanowania bestie, to dziś powinni sobie poradzić z bezpiecznymi, naładowanymi elektroniką brzęczałkami.


Przekonał się o tym Schumacher, który prowadził przecież bolidy z czasów Senny oraz te bezpieczniejsze, po jego śmierci. Zdobywał mistrzostwo w nowym tysiącleciu, by po trzyletniej przerwie wrócić i poprowadzić te najświeższe dla nas konstrukcje. Niestety dla niego, bolidy Mercedesa nie były maszynami konkurencyjnymi, którymi można było zaprezentować godną mistrza formę, nie zmienia to jednak faktu, że Niemiec również nie wyniósł ekipy oraz bolidów na cudowne, legendarne poziomy, odstając wyraźnie od Nico Rosberga.


A to wszystko w wykonaniu siedmiokrotnego mistrza świata, multi-rekordzisty tego sportu. Ciężko mi więc przejść bez słowa obok takich komentarzy, których autorzy są pewni, że ich mistrz, jest mistrzem wszechczasów. Dziwnie się również czuję widząc zestawienia, które porównują Fangio, Stewarta, Sennę i Alonso. To są kierowcy, których sukcesy przypadały na zupełnie inne ery, których nie da się porównać. Bolidy były w zupełnie innych momentach ewolucji, zupełnie do sobie niepodobnych.


To byli mistrzowie swoich epok, według mnie jednak choć są najlepszymi z najlepszych, to są mistrzami nieporównywalnymi.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)