Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Oponowy zawrót głowy

Oponowy zawrót głowy

Moto | 20 maja 2013 22:03 | Michał Kozera
Czy zmiany wejdą po cichu, za porozumieniem stron?
Czy zmiany wejdą po cichu, za porozumieniem stron?

Z jednej strony widowisko zyskało wiele, z drugiej strony z niczym nie powinno się przesadzać. Pirelli przygotowało w tym roku opony dostarczające wrażeń, ale i sprzecznych opinii. Teraz włoska firma obiecuje poprawki, jednak ich wprowadzenie może nie okazać się proste. Czy tegoroczne gumy są problemem, a jeśli tak to dlaczego?


Miniony już wyścig o GP Hiszpanii przyniósł fanom Formuły 1 zwycięstwo Hiszpana, Fernando Alonso, na własnej ziemi. Na dodatek rezultat ten osiągnięty został po starcie kierowcy Ferrari z 5 pola, co oznacza jeden z nielicznych przypadków, gdy na torze Catalunya wygrał kierowca niestartujący z Pole Position. Całe zwycięstwo miało jednak duży, oponowy wątek, dzięki któremu Fernando mógł awansować aż o 4 pozycje.


Podstawowym pytaniem zadawanym sobie jeszcze przed startem było to, dotyczące możliwości bolidów Mercedesa. Srebrne Strzały zdobyły dwa pierwsze pola w kwalifikacjach, co było ich drugim dubletem oraz 3 PP z rzędu. Jak pokazała jednak przeszłość, Mercedes w kwalifikacjach oraz w wyścigu to dwie zupełnie inne maszyny. Tak niestety było i tym razem – Rosberg z Hamiltonem po prostu przepadli w rywalizacji o punkty, które zdobyć udało się wyłącznie Niemcowi. Lewis swój wyścig zakończył aż o 10 pozycji niżej – na P12!


Spadające na Pirelli gromy, spadły raz jeszcze. Tym razem mocniej, więcej i dosadniej. A dlaczego? Bo Ci, którzy w tym sezonie nie błyszczą tak, jak nas (i bez wątpienia siebie) do tego przyzwyczaili, w Hiszpanii znów nie podołali. Mowa tu oczywiście o brakującym na podium Sebastianie Vettelu, który wraz z udziałem swojego partnera oraz kierowców Mercedesa dał Red Bullowi „argumenty” do walki o lepszy byt dla siebie.


Ale przecież do takiej sytuacji dojść nie musiało. Zrzucana na Pirelli wina za przygotowanie złych, fatalnych, nietrzymających (i tym podobnych) opon kompletnie traci na wartości, gdy spojrzymy na tegoroczne wyniki Ferrari a tym bardziej Lotusa! Przecież te zespoły nie dość, że osiągają zadowalające dla nich wyniki, to na dodatek świetnie zarządzają oponami. Można? Można. Spójrzcie na osiągi Lotusa – ten bolid potrafi pojechać wyścig na jednym komplecie opon mniej niż bezpośredni rywale, utrzymując tym samym jego tempo.


Problem leży po stronie zespołów. Pirelli dostarcza wszystkim zespołom identyczne produkty, których specyfikacja była znana na tyle długo, by każdy team mógł się stosownie przygotować. Zwłaszcza taki jak Red Bull, niekwestionowany dominator finansowy, Pomysłowy Dobromir ostatnich sezonów. Co roku udawało się zaskoczyć rywali, sędziów i regulamin przygotowując pakiety i rozwiązania tak nieszablonowe, by wpasować się w luki regulaminowe oraz zmusić resztę stawki do kopiowania ich pomysłów. Tym razem o takich sytuacjach nie słychać, nie widać dominacji. Głośno natomiast wybrzmiewa niezadowolenie austriackiej ekipy z obecnej sytuacji. Naturalnie – nie ma w tym ani słowa o złym bolidzie, błędach ekipy, złym projekcie. Kozłem ofiarnym zostało Pirelli, a PRowa moc Red Bulla szybko rozkręciła „aferę”.

 

Co tak naprawdę jest problemem? Na przykładzie Red Bulla stwierdzić można, że aerodynamika. Pirelli P-Zero na sezon 2013 „umniejszają” procentowy wkład aerodynamiki w osiągi bolidu, a jak wiadomo, aerodynamika to naprawdę mocna strona tego zespołu, a szczególnie Adriana Neweya. Widocznie mechanicy w Milton Keynes nie przyłożyli większej wagi do specyfikacji dostarczonych im przed sezonem i uznali, że robią jak zawsze. Lekcję natomiast odrobiło Ferrari, które po nienajlepszym starcie ubiegłej kampanii teraz nie popełniła błędu i pokazuje siłę już od początku.

 

Pirelli czeka na nowy kontrakt w Formule 1, a tymczasem firma znalazła się między młotem a kowadłem. Z jednej strony ma stronę obecnie niezadowoloną, z drugiej zadowoloną. A trzeba uszczęśliwić każdego, by bez przeszkód móc dostarczać opony przez kolejne lata. Dlatego też podjęta została decyzja o zmianie mieszanek na GP Kanady – nowe gumy mają zapewniać wytrzymałość zeszłorocznych oraz osiągi obecnych. Okazało się, że przygotowany produkt nie wytrzymuje trudów wyścigu i trzeba albo często odwiedzać boksy, albo nie jechać na 100%.

 

Ale ale… warto spojrzeć na rezultat GP Hiszpanii 2011. Wówczas również podstawą była taktyka 4 zmian i podobnie jak w tym roku, zwycięzca z takiego rozwiązania skorzystał. Czemu zatem jeszcze dwa lata temu Pirelli uchodziły za opony dodające F1 atrakcyjności? Rozwiązaniem zagadki jest nazwisko zwycięzcy. Był nim… Sebastian Vettel. Red Bull nie miał wówczas powodów do narzekań, wszystko więc było „cacy”. Teraz nie jest.


Pirelli się ugięło pod naciskami, ale to nie oznacza rozwiązania problemu. Pewne rzeczy w Formule 1 muszą pozostać niezmienne w trakcie sezonu, jak na przykład opony:


Artykuł 12.6.3: Specyfikacja opon zostanie określona przez FIA nie później niż do 1 września roku poprzedzającego sezon. Raz określona specyfikacja opon nie może być zmieniona w trakcie trwania sezonu bez zgody wszystkich uczestniczących zespołów.”


Oczywistym jest, że wśród ekip nieakceptujących takich zmian może być właśnie Ferrari i Lotus. To ich główny rywal – Red Bull – otrzyma darmową poprawkę do swoich bolidów, natomiast projekty dwóch wcześniejszych ekip przygotowane podług specyfikacji tegorocznych gum może okazać się bezużyteczny.

 

Zasada liberum veto mogłaby przekreślić możliwość zmian, pierwsza jednak zrobiła to FIA. Komisja ogłosiła, że zmian nie można dokonywać ot dlatego, że za dużo pit-stopów. To nie jest argument, a przepis, wcześniej przeze mnie przywołany, nadal obowiązuje. Niestety, przy okazji padły słowa na temat bezpieczeństwa i tutaj otwiera się furtka do zmian. Nie może jednak zabraknąć przy okazji kontrowersji. Jeszcze niedawno kilku zawodników, jak chociaż Lewis Hamilton, miało nieprzyjemną szansę sprawdzić wytrzymałość opon przy najechaniu na odłamki (jak tłumaczyło się Pirelli). Opona natychmiast się rozwarstwiała i kierowcy nie pozostawało nic poza powolnym zjazdem do boksu. Wówczas Paul Hembery tłumaczył, że sytuacja ta nie jest zagrożeniem bezpieczeństwa, bo problem dotyka wyłącznie zewnętrznej warstwy gumy. Dziś jego zdanie się zmieniło, bo zapowiadane zmiany mieszanek na Kanadę podyktowane mają być właśnie bezpieczeństwem związanym z owym nagłym niszczeniem gum.

 

Na czym się skończy? Według mnie Pirelli do zmian doprowadzi – czy jawnie z oficjalnym stanowiskiem czy może w jakiś bardziej skryty sposób. Pytaniem zasadniczym jest jak odbije się to na sytuację wewnątrz F1 – na pewno pojawi się niezadowolona z sytuacji strona. Czy będzie nim nadal Red Bull, a może, najbardziej wykorzystujący obecną charakterystykę opon, Lotus? To wszystko pokaże nam możliwy nowy układ sił, którego ja sam sobie nie życzę. Red Bull na 4 miejscu to najlepszy Red Bull.

f1talks.pl
Kategoria: Moto
Komentarze (0)