Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Dominacja kontra opony, czyli pojedynek ideałów

Dominacja kontra opony, czyli pojedynek ideałów

Moto | 23 maja 2013 12:19 | Michał Kozera
Bolid Lotusa to przykład na to, że można znaleźć złoty środek w Formule 1.
Bolid Lotusa to przykład na to, że można znaleźć złoty środek w Formule 1.

Znów podejmuję się tematu nieszczęsnych opon, tym razem jednak będzie krótko. Po obejrzeniu powtórki jednego z wyścigów ostatnich lat zadałem sobie pytanie – co różni Formułę 1 ostatnich miesięcy od tej sprzed lat kilku lub choćby roku. I bez względu gdzie by nie spojrzeć wniosek jest jeden – zawsze będzie coś nie tak.


Zaczyna się od kwestii bezpieczeństwa i surowości F1. Chcąc przytoczyć pewną opinię, może niezbyt wiernie, sport ten stał się wyścigiem sterowanym radiem z pit-wall maszyn. Odniesienie ma to przede wszystkim do lat dużo starszych, kiedy to przejazd bolidem był poważnym zagrożeniem życia, bolidy zdobiły reklamy firm produkujących alkohol, papierosy czy prezerwatywy. Teraz wszystko jest wychuchane i nie ma mowy o jakichkolwiek dużych kontrowersjach. Do tego stopnia, że Bernie prosił Hamiltona, by ze swojego kasku usunął skrót H.A.M., co rozwinięte zostało jako „hard as motherfucker” - „twardy jak skurwysyn”. Tym bardziej nie ma co dyskutować o ograniczeniu osiągów bolidów na rzecz bezpieczeństwa. Żyjemy w czasach, gdy każdy z nas prewencyjnie chroniony jest przed wszystkim co złe. Oczywiście pozornie.


Podobnie kwestia ma się z oponami. Ostatnie trzy lata to dominacja Red Bulla, niezagrożona i pewna droga ku kolejnym zwycięstwom. Ojcem ich wszystkich jest Adrian Newey, który projektował bolidy genialne, oryginalne i innowacyjne od zawsze. I tym razem rywale byli daleko w tyle, gdy tylko Brytyjczyk znajdował w przepisach furtkę, dającą mu trochę swobody. W ten sposób austriacka ekipa zyskała bolid, który pod kątem aerodynamicznym nie miał sobie równych. Co więcej, za jego kierownicą zasiadali kierowcy, z których ten lepszy mimo 3 tytułów nadal nie jest uważany za najlepszego w stawce.


Cała dominacja legła w gruzach, gdy Pirelli dostarczyło opony ograniczające udział aerodynamiki w osiągach bolidu. Od teraz liczy się, w o wiele większej niż zwykle mierze, kwestia zarządzania oponami i ich zużyciem. Opony zużywają się znacznie szybciej, koniecznym zatem jest zaprojektowanie bolidu tak, by był i szybki, i oszczędny. Przodował w tym Lotus i jego umiejętność prezentowana w tym roku nie dziwi nikogo, jednak Ferrari udowadnia, że można się tego nauczyć. Włosi nie mają bolidu tak oszczędnego jak Lotus, nie mają jednak problemu z nadmiernym zużyciem i z ust Fernando czy Felipe nie słyszymy paniki gdy „lewy przód już nie istnieje, co teraz?!” Red Bull podążył po prostu inną drogą, a teraz stara się naprostować sytuację najłatwiejszym kosztem, z wykorzystaniem innych. Niestety, jeżeli przywrócone zostałyby opony o dawnej charakterystyce, oznaczałoby to prawdopodobnie gwałtowny wzrost konkurencyjności Vettela. Na tyle duży, by znów był dominatorem, samotnie pokonującym wyścig na czele stawki. A ja takich zmian sobie nie życzę.


Ile takich konfliktów interesów zna Formuła 1? Które z nich doprowadziły do takiego, a nie innego wyglądu sportu, tego, który widzieliśmy chociażby dziś na ulicach Monako?

Kategoria: Moto
Komentarze (0)