Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Jedyna taka szansa dla Mercedesa, jedyny taki wyścig w kalendarzu - GP Monako

Jedyna taka szansa dla Mercedesa, jedyny taki wyścig w kalendarzu - GP Monako

Moto | 24 maja 2013 22:18 | Michał Kozera


GP Monaco to wydarzenie będące wizytówką Formuły 1. Weekend wyjątkowy, ze względu na liczbę gości, przepych, wszechobecną zabawę, ale również dzięki wąskiej i krętej nitce toru, najkrótszej i najwolniejszej oraz czwartkowym treningom, pozwalającym zająć się w piątek sprawom marketingowym. Być może ten wyścig będzie szansą na upragnione zwycięstwo Mercedesa, który był najszybszy w treningach.


Od czego zacząć? Na ulicach Monte Carlo dzieje się tyle, że ciężko zdecydować o czym wspomnieć. Pierwsze w oczy rzucają się wyjątkowe malowania kasków, przygotowane specjalnie na ten jeden wyścig. Fernando Alonso postawił na złote kolory, Kimi Raikkonen na czerwone, umieszczając z tyłu kasku nazwisko Jamesa Hunta. Sebastian Vettel na kasku ma grafikę pięknej kobiety w czarnym bikini, namalowanym farbą zanikającą przy wzroście temperatury. Świetna sprawa!


Z kaskiem Kimiego wiąże się pewne zamieszanie. Na ekrany kin zmierza powoli film Rush, przedstawiający historię właśnie Jamesa Hunta (oraz Nikiego Laudy). Bernie Ecclestone bardzo dba o wszelkie kwestie marketingowe swojego folwarku i uznał, że pojawienie się grafiki z nazwiskiem Brytyjczyka na kasku kierowcy Lotusa może zadziałać jako reklama zbliżającego się dzieła. Po wczorajszych treningach szefowi F1 udało się zmusić Fina do zmiany malowania, a co pojawi się w zamian – zobaczymy już jutro. Mam tylko nadzieję, że hasło „Kimi on the Hunt” pozostanie – brzmi bardzo dobrze.


Tor Monako to uliczna pętla złożona z dróg publicznych, które zamykane są tylko raz w roku, na okres wizyty Formuły 1 w Księstwie. Pętla liczy 18 zakrętów pokonywanych tuż obok normalnych domów, hotelów. Nitka ma tylko 3340m, w związku z czym manetki zmiany biegów są non-stop w użyciu, ok 40 razy na okrążenie. Tych ostatnich w wyścigu jest aż 78, co i tak daje mniejszy niż zwykle dystans wyścigu. Zmagania kierowców można oglądać nie tylko z trybun, ale również z okien, balkonów czy tarasów mieszkań, których wynajęcie jest przywilejem najbogatszych. Nie ma się co dziwić – jeśli F1 jest sportem dla bogatych, to GP Monako wyłania tych najbardziej nadzianych.


Wróćmy jednak to tematów czysto sportowych. Walka na torze Monte Carlo to pokaz umiejętności zawodników. Na tym torze nie tylko niełatwo uzyskać dobry czas, sztuką również jest nie zakończyć jazdy na bandach. Jest naprawdę wąsko, co widać w alei serwisowej, budowanej specjalnie na weekendy GP. W takich warunkach wydaje się bezkonkurencyjny być Mercedes.


Pierwsza i druga sesja treningowa padła łupem Nico Rosberga. Niemiec zakończył czwartek z czasem, do którego dość daleko było drugiemu popołudniu, Lewisowi Hamiltonowi. Za nim widnieją czasy Ferrari, Lotusów, Red Bullów. Będzie ciasno, ale wszystkie oczy zwrócone są ku Nico. Przed nim stoi szansa zdobycia trzeciego z rzędu Pole Position, co oznaczało by deklasację Hamiltona. To jednak satysfakcjonować już nie może. Mercedes na koncie ma już trzy start z pierwszego pola i żadne z nich nie zakończyło się zwycięstwem. Tym razem szansa jest wyjątkowa, bo nawet jeśli znów zużycie opon okaże się problemem, charakterystyka toru może zadziałać na korzyść lidera wyścigu. Wystarczy tylko przemyślana strategia. To wszystko jednak może okazać się zbędne, jeżeli nowe zawieszenie okaże się strzałem w dziesiątkę. Jak będzie – przekonamy się w sobotę i niedzielę.


Kto wie – może zobaczymy również pierwszy Safety Car. W tym sezonie Bernd Maylander nie miał jeszcze okazji do wyjazdu na tor i bardzo bym się zdziwił, jeżeli w niedzielę takiej szansy by nie dostał. Zwłaszcza po tym, co pokazała GP2.


P.S.Łupem Robserga padła również FP3. Tym razem pokonał drugiego Grosjeana aż o 0,611s co oznacza, że możemy widzieć w kwalifikacjach mały pogrom. Sam Grosjean po raz trzeci (po razie na każdy trening) zaliczył dzwona i rodzi się pytanie – czy nie bliżej mu do wczorajszych ‘pechowców’ pierwszego zakrętu w GP2? F1 to chyba nie jest jego poziom. Prawdziwego już pecha miał Felipe Massa, który na dohamowaniu do T1 miał awarię i wparował najpierw w bandę po lewej, a potem wjechał na bandę w zatoczce za pierwszym zakrętem. Brazylijczyk jest cały, bolid niestety nie i wszyscy zastanawiają się, czy Ferrari zdąży na 14.


Konsekwencją wypadku Massy będzie wymiana skrzyni biegów, co oznacza karę 3 pozycji na starcie jutrzejszego wyścigu. Samo zdarzenie wynikło z błędu kierowcy, jak podaje Ferrari. Felipe zblokował koła na wyboju, przez co kompletnie stracił sterowność i pojechał prosto. 

Kategoria: Moto
Komentarze (0)