Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Gorące głowy w pociskach na kołach

Gorące głowy w pociskach na kołach

Moto | 30 maja 2013 13:47 | Michał Kozera


GP Monako przyniosła fanom pierwszą w tym sezonie wizytę Safety Cara na torze. A żeby nadrobić braki, Bernd Maylander boksy musiał opuszczać aż trzykrotnie. Na torze widzieliśmy festiwal brawury, głupoty, czy może odwagi i prawdziwego ścigania? Jedno jest pewne, dla niektórych kierowców wyścig w Monte Carlo zakończył się już w połowie.


Gdyby zacząć od początku weekendu, należałoby wspomnieć o Romainie Grosjeanie. Francuz w tym sezonie jeździł bezpiecznie, ale wydawało się, że również wolno. Asekuracyjne pokonywanie toru tylko dodawało mu sekund do czasu okrążenia, chociaż sam kierowca tłumaczył, że problemem jest tutaj bolid. Jakkolwiek by nie było, w Monako zobaczyliśmy znów tego RoGro, którego znaliśmy z zeszłego sezonu. Każdy dzień jazd w Monako zakończony dzwonem. Pierwszy trening, trzeci trening oraz wyścig. Kraksa w FP3 stworzyła zagrożenie występu kierowcy w kwalifikacjach, na szczęście ekipa uwinęła się na czas. Kwalifikacje Romain przejechał już spokojnie, nie ma co się jednak dziwić, limit na sobotę został wyczerpany. Na starcie niedzielnego wyścigu oczy wielu skierowane były właśnie na niego- nie tylko ze względu na dwa postoje na bandach, ale głównie z powodu zeszłorocznego startu, gdy Grosjean staranował Schumachera. Tym razem obeszło się bez problemów, ba, Grosjean jechał naprawdę asekuracyjnie, bo zajmował pozycję około czternastej. Potem otrzymał najwidoczniej polecenie poprawy osiągów i stało się – na 62 okrążeniu Francuz po wyjeździe z tunelu zaparkował, tym razem w bolidzie Daniela Ricciardo, urywając mu tylne skrzydło i uniemożliwiając dalszą jazdę bolidem STR. Sam Grosjean dowiózł swojego Lotusa do boksu, gdzie otrzymał nowy nos (a po drodze pozbył się tylnego spoilera STR) i pokonał jedno kółko za wywołanym przez siebie Safety Carem by zjechać, prawdopodobnie przez uszkodzone zawieszenie.


Kolejnym nazwiskiem w dzisiejszej grupie szczęściarzy jest Sergio Perez. Jeśli ktoś chciałby opisać występ Meksykanina, może mieć z górki, bo swoje zdanie wyraził już Kimi Raikkonen. Jak przystało na Fina, w słowach mało wybrednych, co zdradził Eric Boullier, mówiąc, że słowo ‘idiota’ odpowiada w zupełności temu, co Kimi mówił przez radio po incydencie z Perezem. I nie można się dziwić po tym, co robił podczas GP Monaco. Meksykanin dość agresywnie atakował Jensona Buttona, Fernando Alonso czy właśnie Raikkonena. Patent młodego kierowcy polegał na tym, by bezczelnie wciskać się na wewnętrzną w dohamowaniu do szykany Nouvelle (po wyjeździe z tunelu) i wymuszać na rywalu unik. Wszystko to na granicy kontaktu, którego brak to raczej zasługa mądrzejszych rywali. Co jeśli ktoś nie odpuści, pokazał Raikkonen. Przy tej próbie wyprzedzenia nie było już otwartych drzwi i doszło do kontaktu – McLaren lewym przednim kołem zahaczył bandę, Lotus musiał zjechać do boksu z uszkodzoną oponą a potem gonić stawkę, by wjechać na metę na… 10 miejscu.


Nie tylko w konfrontacji z Raikkonenem doszło do kontrowersji. Alonso w walce z Perezem miał do wyboru – uderzyć Meksykanina lub ściąć szykanę. Wybrał to drugie, za co musiał jeszcze puścić rywala, bo w momencie ścięcia był już drugim w parze. Duch przepisów znalazł się na przeciwnym biegunie wobec ducha zdrowej rywalizacji, bo Hiszpan musiał cierpieć dwukrotnie tracąc pozycję. Wcześniej Sergio dopadł drugiego McLarena i wywiązała się walka z Jensonem Buttonem. Jeżeli przyjąć sposób rywalizacji Pereza z Ferrari czy Lotusem, to w konfrontacji z partnerem zespołowym obaj zawodnicy powinni zachować maksymalną ostrożność i, mówiąc językiem znanego wszystkim komentatora, pojechać po dżentelmeńsku. Tak się nie stało, bo Perez szalał, szalał i jeszcze raz szalał. Button w zasadzie też, musiał przecież przyjąć postawę na tyle skuteczną, by pozycję obronić. Na szczęście obu, do kolizji wówczas nie doszło.


Na szczęście dla walczących w końcówce GP o jak najlepszy finisz, Perez „wycinając” Raikkonenowi powietrze z opon, uszkodził o bandę chłodzenie hamulców, musiał więc przedwcześnie zakończyć wyścig. Rywalizacja Meksykanina pasowała mi niemal identycznie do simracingowego świata wyścigów. Tam, jadąc w Monako, można pozwolić sobie na o wiele śmielsze wyprzedzanie rywala. Niestety, w wirtualnej F1 delikatny (lub mniej) kontakt z rywalem nie oznacza uszkodzenia bolidu, można zatem agresywnie blokować innych dohamowując znacznie później po wyjeździe z tunelu. Niestety Sergio, Ty nie masz takich uproszczeń, a zahaczając inny bolid możesz nie tylko urwać sobie element skrzydła, ale też przeciąć oponę i zostawić masę niebezpiecznych odłamków na torze. Wyprzedzanie wymaga myślenia, a na torze jakim jest Monte Carlo, myśleć trzeba naprawdę wiele.


Na Pereza spadła fala krytyki i nie ma się co dziwić. Gdy świat obiegła informacja o jego przyszłym transferze do McLarena, Meksykanin zdecydowanie zniżył loty. Wówczas jednak mówiono, że to wina samochodu, teraz jednak ciężko znaleźć ciepłe słowa dla Sergio. Kimi Raikkonen przyznał, że nie pomoże już też rozmowa, zamiast tego zaproponował, by ktoś mu dał w twarz. Niezadowolony jest Alonso, a Vergne uznał, że być może Perez jechał tak, ponieważ chciał się rozbić. Jedynym, który głaszcze nowy narybek McLarena po głowie, jest jego szef. Whitmarshowi podobał się duch walki swojego zawodnika, a przepychanki na torze uznał za normalne. Ciekawe co powie, gdy w przepychance ucierpi jego zawodnik?


Do niebezpiecznej sytuacji doszło również między Maxem Chiltonem oraz Pastorem Maldonado. Tym razem jednak błąd popełnił Brytyjczyk, który po wyjściu z szykany zostawił sporo miejsca po zewnętrznej a następnie ustawił się tam, by dobrze wejść w kolejny zakręt. Nie spodziewał się tam jednak Pastora, który w wyniku kontaktu stracił skrzydło, wysoko zadarł nos i popędził prosto na, szczęśliwie miękkie, bandy. Tym razem na tor wyjechał nie tylko samochód bezpieczeństwa – wstrzymano wówczas również wyścig. Chilton musiał odbyć karę przejazdu przez pit lane, Maldonado natomiast musiał się z rywalizacją pożegnać, chociaż na jego szczęście w wyniku wypadku nie odniósł żadnych obrażeń.


Formuła 1 znowu pokazała, że kierowcy muszą myśleć. To nie tylko konieczność dbania o opony, kontrolowania tempa, trzeba również dobrze oceniać możliwości. Postawa, którą prezentują tacy recydywiści jak Perez czy Grosjean może wkrótce doprowadzić do zmian w składach kierowców. Nim to się jednak stanie, resztę stawki czeka nie lada problem w bezpośredniej konfrontacji. Jedni zareagują jak Alonso, inni jak Raikkonen. Pytanie, których okaże się więcej.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)