Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Niewidoczni lecz niezbędni - obsługa torów Formuły 1

Niewidoczni lecz niezbędni - obsługa torów Formuły 1

Moto | 10 czerwca 2013 16:43 | Michał Kozera

fot. www.zero2turbo.com/

Pierwszy raz od dwunastu lat wyścigowi Formuły 1 towarzyszyła śmierć. W nieszczęśliwym wypadku zmarł członek obsługi toru, usuwającej dźwigiem rozbity bolid Gutierreza. Tym samym oczy wszystkich zwróciły się w stronę tych, bez których żaden wyścig by się nie odbył. Marshalle, porządkowi, ludzie obsługi – element niesamowicie ważny i niedostrzegany, a przecież konieczny do tego, by wszystko odbywało się sprawnie.


Esteban Gutierrez zatrzymał swój bolid na bandzie po zewnętrznej stronie drugiego zakrętu niemal pod koniec wyścigu, bo na 7 kółek do mety. Bolid został natychmiast podniesiony dźwigiem i przeniesiony poza tor, skąd do padoku zabrany został już po zakończeniu GP, kiedy świętowano podium. Jeden z porządkowych eskortujących dźwig, według pogłosek upuścił krótkofalówkę i sięgając po nią trafił pod koła dźwigu bądź według innych wersji potknął się i upadł zbyt blisko, by uciec. Maszyna niosąca bolid Saubera to ciężki sprzęt o dużych kołach i jedno z nich natrafiło na porządkowego.



Według pierwszych doniesień stan pechowca był krytyczny (co do tego zgadzały się wszystkie źródła), można też było przeczytać, że mimo to jest stabilnie. Doktor Jacques Bouchard mówił, że po ciele porządkowego przejechało wielkie koło, doszło więc do złamań, jednak nie sądzi, by uszkodzeniu uległy płuca czy mózg. Ranny został natychmiast przeniesiony do centrum medycznego na torze, skąd helikopterem odleciał do szpitala w Montrealu. Niestety, dwie godziny później najpierw na Twitterze, a potem na oficjalnej stronie F1.com pojawiła się informacja o śmierci poszkodowanego.


Ze strony wszystkich zainteresowanych Formułą 1 natychmiast popłynęły drogą internetu kondolencje oraz wyrazy współczucia w kierunku rodziny i przyjaciół zmarłego. FIA zdecydowała się nie ujawniać jego tożsamości, mimo to jest to pierwsza od 2001 roku ofiara śmiertelna w świecie Formuły 1. Poprzednio nieszczęście dotknęło również członka załogi toru, tym razem w Melbourne, gdzie rozgrywano otwierające sezon GP Australii. Przed zakrętem numer trzy doszło do silnej kraksy Jacquesa Villeneuva oraz Ralfa Schumachera – Kanadyjczyk wjechał w tył bolidu BMW, po czym poleciał w bandy. Jedno z odlatujących właśnie kół trafiło w przerwę w ogrodzeniu, wpadając wprost na porządkowego, który niestety tego nie przeżył. Po tym wypadku Jackie Stewart nawoływał o poprawę bezpieczeństwa, ale tym razem obsługi toru. Sugerował kamizelki kuloodporne, chciał także dodatkowej osłony głowy i twarzy. „Kiedy dochodzi do takiego wypadku, jak teraz to trzeba wyciągać z niego lekcje na przyszłość i zadbać, aby taka historia więcej się już nie powtórzyła.”



Sezon wcześniej, a tym samym 5 wyścigów przed wypadkiem w Australii, życie stracił pracownik obsługi toru Monza podczas GP Włoch Formuły 1. I tym razem doszło do ogromnej kolizji, w wyniku której jedno z kół przeleciało przez bariery, uderzając w „gaśnicowego”. Od 1998 roku w Formule 1 obecne były już specjalne uprzęże, mające zabezpieczyć koło przed oderwaniem się od bolidu i niebezpiecznym koziołkowaniem po torze. Niestety, pojedyncze wzmocnienie okazało się zbyt słabe, zatem po wypadku w Australii wprowadzono dodatkowe mocowanie, poprawiono również ogrodzenie toru, chroniące obsługę.


Tak jak bandy okalają cały tor, tak samo robią to porządkowi. Do ich obowiązków należy wiele czynności, wszystko jednak zawiera się w, jak mówi potoczna nazwa ich fachu, pilnowaniu porządku na torze. Wokół toru w Szanghaju rozstawionych jest około 250 osób odpowiedzialnych za reakcje w trakcje wypadków. Część z nich odpowiedzialna jest za obsługę dźwigów, ulokowanych w newralgicznych punktach toru, część ma gaśnice na wypadek pożaru. W kilku miejscach toru znajdują się również profesjonalne służby ratownicze – karetki czy wozy straży pożarnej, gotowe przy użyciu specjalistycznego sprzętu wydobyć kierowcę z rozbitego bolidu.


Takie sytuacje na szczęście zdarzają się naprawdę rzadko. Znacznie częściej, bo praktycznie w każdym wyścigu i podczas większości sesji dochodzi do licznych kontaktów, nie tylko bolidów między sobą, ale i z bandami. Elementy takie jak przednie skrzydła są wyjątkowo podatne na uszkodzenia, a już połamane, mogą bez problemu rozciąć oponę nadjeżdżającemu bolidowi. W takiej sytuacji trzeba szybko, ale i rozsądnie zareagować, wychodząc na tor i pozbywając się części. Do tego w ciągłym kontakcie z sędziami oraz Charliem Whitingiem jest duża grupa osób, których kojarzymy z wymachujących flag. Ci ludzie na bieżąco relacjonują wszelkie niebezpieczne zdarzenia na torze, zgłaszają wywieszenie żółtej flagi i to dzięki ich opiniom rywalizacja zostaje zneutralizowana, a na tor wyjeżdża samochód bezpieczeństwa.


Gdyby się zastanowić, to tak naprawdę z przygotowaniami do wyścigu kojarzą nam się głównie kierowcy i mechanicy zespołów, bo to na nich skupiane są kamery. Wokół toru jednak pracuje duża grupa zarówno profesjonalistów jak i wolontariuszy, którzy robią wszystko, by cyrk F1 miał się gdzie kręcić tak, jak to widzimy.


Wypadek, jaki miał miejsce po kanadyjskim wyścigu można zaliczyć zdecydowanie bardziej do wypadków „normalnych” niż takich, które wynikają z niebezpiecznego sportu, jakim mimo wszystko nadal jest Formuła 1. Na koniec jednak nie mogę nie oprzeć się wrażeniu, że Kanada ma dość pechowych porządkowych – mając w pamięci przygody jednego z nich sprzed dwóch lat.


 

Kategoria: Moto
Komentarze (0)