Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Mark Webber żegna Formułę 1

fot. Ross Harper/flickr.com

Mark Webber żegna Formułę 1

Moto | 28 czerwca 2013 12:55 | Michał Kozera

Smutną wiadomość przyniósł czwartkowy poranek – Formułę 1 opuści po zakończeniu sezonu Mark Webber. Czekają go wyzwania w nowym prototypie LMP1 wyprodukowanym przez Porsche, a tym samym odetchnie po długim okresie dość burzliwej współpracy z Red Bullem oraz Sebastianem Vettelem.


Australijski kierowca swój debiut w Formule 1 zaliczył w 2000 roku, testując Benettona, a jego dobre wyniki zaowocowały w sezonie 2001 posadą testera zespołu i rok później angażem w ekipie Minardi. Debiutancki sezon w F1 Webber wykorzystał dobrze, robiąc pozytywne wrażenie w F1. Rok później z jego umiejętności skorzystał Jaguar, w którym pozostał dwa lata. Kolejny etap kariery młodego kierowcy to Williams, gdzie w 2005 roku zdobył swoje pierwsze podium.


W 2007 roku doszło do chyba najważniejszej zmiany, której efekty widzimy do dziś. Mark Webber otrzymał propozycję dołączenia do Red Bull Racing, czyli w zasadzie powrotu na stare śmieci. Byki były wówczas ekipą dość nową w F1, która przejęła zespół Jaguara, gdzie startował wcześniej Webber. Pierwsze dwa sezony partnerem Marka był David Coulthard, zatrudniony w ekipie już dwa lata. To właśnie Szkot był górą w pierwszym sezonie wspólnych startów, kończąc sezon z 14 punktami, na 10 miejscu. 2 miejsca i 4 punkty niżej znalazł się Mark, który to jednak zanotował jedyne dla Red Bulla podium w tym sezonie. Rok później to osiągnięcie powtórzył Coulthard, lecz podobnie jak Webber w poprzednim sezonie, to on znalazł się niżej w klasyfikacji. Australijczyk kampanię zakończył na 11 miejscu, Szkot dopiero na 16.

W tym samym sezonie – 2008 – w satelitarnym zespole Red Bulla, Scuderii Toro Rosso obudziła się nowa gwiazda. Sebastian Vettel swoim zwycięstwem podczas mokrego GP Włoch zwrócił na siebie uwagę świata F1 i zaklepał sobie miejsce w Red Bullu od przyszłorocznej kampanii, zastępując odchodzącego na emeryturę Davida Coultharda. Wówczas ukształtował się duet kierowców, który już po raz piąty wspólnie odwiedza dziś Silverstone.


Dla Marka Webbera obecność Vettela zaczęła oznaczać problemy. Nie od razu naturalnie, jednak Seb szybko udowodnił, że ma ogromny potencjał. Jego debiutancki sezon w austriackim zespole przebiegł nadzwyczaj dobrze, przynosząc Niemcowi aż 4 wygrane i drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Już wtedy możliwości Webbera zaczęły wypadać nieco gorzej – czwarte miejsce i dwa zwycięstwa. Rok później Vettel znów był lepszy, a w zasadzie najlepszy - zdobył tytuł mistrzowski. Tym razem jednak atmosfera mocno zgęstniała. Zaczęło się w Turcji, gdzie Seb wyprzedzał partnera, podszedł do tego jednak z tak gorącą głową, że zjechał na tor jazdy Webbera nie będąc w 100% przed nim. W konsekwencji tego Niemiec wyścigu nie ukończył, podarował McLarenom dublet, który w kieszeni miał Red Bull, Webberowi zaś sprezentował finisz na 3 miejscu i wiele nieprzyjemnych słów (oraz jeszcze na torze, gestów).


„Nieźle jak na kierowcę numer dwa.” – powiedział podczas GP Wielkiej Brytanii Mark Webber. Podczas tego weekendu w Red Bullu wrzało. Sebastian Vettel podczas treningów nie radził sobie z utrzymaniem bolidu na torze, w związku z czym zniszczył nowe, przednie skrzydło. Zabrakło zamienników, jednak jeszcze jeden model pozostawał zamontowany w bolidzie Webbera. Zespół zdecydował wesprzeć bardziej perspektywicznego kierowcę, dlatego zdemontował nos z bolidu Australijczyka, przemalował numer i zamontował element w bolidzie Vettela. Mark nie był zadowolony i nie było czemu się dziwić, jednak strategia zespołu zakładała wsparcie dla zawodnika będącego wyżej w klasyfikacji. Taktyka jasna i oczywista, a wyścig wygrał… Webber. Co w jego przypadku często się nie zdarza – wystartował bardzo dobrze, ograł Vettela i odniósł zwycięstwo, wypowiadając przez radio słynny już cytat.


Na tym jednak się problemy Webbera nie skończyły, a w zasadzie to był dopiero ich początek. W mniej lub bardziej oczywisty sposób faworyzowany był już tylko Vettel, który odpłacił się jeszcze dwoma tytułami. Najświeższą raną w „walce” tych dwóch partnerów jest GP Malezji i słynne „Multi 21”. Pod koniec tego wyścigu na prowadzeniu spokojnie jechał Mark Webber, „kryty” przez Vettela, który nie musiał się obawiać jadących wiele dalej Mercedesów. Red Bull wydał obu kierowcom polecenie „Multi 21”, oznaczające jazdę z zachowaniem standardów oszczędności. Lider zgodnie z zaleceniami zaczął jechać spokojniej i wolniej. Nie spodziewał się jednak tego, że jadący za nim Vettel ze znanych tylko sobie powodów polecenie z pit wall zignoruje i zacznie kolegę gonić. Skończyło się mocnym szokiem dla Webbera, który po prostu poczuł się oszukany. Atmosfera przed wejściem na podium groziła silnymi wyładowaniami, a Australijczyka mało kto widział tak silnie wzburzonego. Podczas wręczania nagród żaden z kierowców nie próbował się uśmiechnąć.


Jeśli wierzyć słowom Webbera, na jego decyzję nie miała wpływu ostatnia afera. Sam ruch jest natomiast bardzo zrozumiały – będąc w najsilniejszym zespole w stawce, Mark mógłby w Formule 1 zrobić jedynie krok w tył, nawet jeżeli byłby zawodnikiem nr 1 u nowego pracodawcy. Nowe wyzwanie zaś stwarza szansę na dalszy rozwój, tym bardziej prowadząc prototyp LMP1. Samo odejście następuje w świetnym dla niego momencie – nadal jest szybki i nadal jest kierowcą z ogromną wartością – nawet w F1. Chociaż jego kariera pod koniec przebiegała w cieniu Vettela i układów w Red Bullu, każdy fan F1 zapamięta Marka Webbera jako zawodnika szybkiego, bardzo regularnego i naprawdę sympatycznego.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)