Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Wyścig zniszczonych opon

Wyścig zniszczonych opon

Moto | 30 czerwca 2013 17:36 | Michał Kozera
Pomarańczowa i biała - to te dwie mieszanki zapewniły "wybuchowe" emocje.
fot. Pirelli
Pomarańczowa i biała - to te dwie mieszanki zapewniły "wybuchowe" emocje.

To była niesamowita niedziela. Wydarzeń podczas wyścigu o GP Wielkiej Brytanii było tyle, by bez problemu rozdzielić nimi kilka mniej zajmujących weekendów. Za dostarczenie nam wrażeń odpowiedzialne jest Pirelli, chociaż tym razem włoska marka do sprawy zabrała się w sposób dużo inny.


Nie czas teraz na analizę występów poszczególnych zawodników, chociaż wielu uczestników wyścigu zrobiło dziś dobre wrażenie. Najgorętszym tematem dziś, i bez wątpienia jeszcze długo, będą aż 4 awarie opon, które wprowadziły do rywalizacji ogromną dozę loterii. Wszystko zaczęło się od Lewisa Hamiltona, którego lewa, tylna guma rozwarstwiła się już na 8 okrążeniu. Szukając przyczyn problemu, można stawiać chyba tylko na odłamki – Mercedes w momencie awarii jechał na prostej. Brytyjczyk musiał przejechać jeszcze cały sektor drugi i trzeci, stąd nie dość, że stracił natychmiast prowadzenie na rzecz Sebastiana Vettela, to został wyprzedzony przez wielu innych zawodników. Wyjazd z boksu w środku stawki dla kierowcy walczącego o zwycięstwo jest koszmarem, dlatego też Lewisa czekała bardzo ciężka rywalizacja.


Druga awaria była już o wiele bardziej niebezpieczna, niż ta, która dotknęła Hamiltona, a wydarzyła się niemal w tym samym miejscu. Tym razem pechowcem był Felipe Massa, który zaliczył wcześniej wspaniały start i prezentował bardzo dobre tempo. I znów – lewa, tylna opona zamontowana w bolidzie Ferrari odmówiła współpracy, momentalnie się rozlatując i wyrzucając Massę na pobocze. Brazylijczyk wrócił na tor oraz do boksu i mimo uszkodzeń podłogi kontynuował rywalizację.


Na 8 i 10 okrążeniu kończyły swój żywot opony Hamiltona i Massy, a już na 15 okrążeniu rozerwała się guma w bolidzie Vergna. Francuz jechał prostą Hangar, kiedy w jego bolidzie doszło do delaminacji. Na szczęście dla niego, do pit lane nie było daleko, a postój był już wcześniej planowany. Trzecia awaria w początkowej fazie wyścigu zmusiła sędziów do wypuszczenia samochodu bezpieczeństwa i posprzątania możliwie jak największej ilości elementów, które mogły stwarzać zagrożenie nacięcia opon. Szczęście miał wówczas Vettel, który zjechał do boksu, gdzie okazało się, że jego opona była przebita, a co za tym idzie – o krok od rozwarstwienia.


Po drugim samochodzie bezpieczeństwa miejsce miała czwarta awaria, do której doszło w bolidzie Pereza. I tym razem, szczęśliwie Meksykanin pokonywał prostą, dzięki czemu zdołał opanować bolid i szybko zjechał do boksu. Niestety, zarówno jego, jak i Vergne’a wyścig zakończyć musiał się zjazdem do garażu, czego bezpośrednią przyczyną mogą być uszkodzenia, do których doszło przy okazji wybuchu gum.


Apogeum krytyki w kierunku Pirelli zostało osiągnięte. Dotychczas oliwy do ognia dolewali Ci, których bolidy nie współgrały z oponami o nowej specyfikacji. Tym razem było po prostu niebezpiecznie – awarie P-Zero przy prędkościach bliskich 300km/h, kawałki gumy eksplodujące w kask rywala z tyłu – dziś Pirelli będzie musiało poradzić sobie z krytyką całego padoku. Paul Hembery w swoim stylu po wyścigu przyznał, że najpierw konieczna jest analiza tego co się stało, pewne jest jednak, że po wyścigu na Silverstone zmiany przyjdą o wiele szybciej. A jeśli Pirelli marzy się kontrakt na sezon 2014, muszą zareagować natychmiast. Tak robi FIA, która na środę zwołała w Paryżu specjalne spotkanie, na które stawić mają się przedstawiciele Pirelli. Chociaż zmian żaden z zespołów nie powinien już blokować, Federacja może na wszelki wypadek sama je wprowadzić.

 

Kategoria: Moto
Komentarze (0)