Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Triumf, pogoń i katastrofa w niemieckim wydaniu

Triumf, pogoń i katastrofa w niemieckim wydaniu

Moto | 08 lipca 2013 20:28 | Michał Kozera

fot. Pirelli

GP Niemiec dostarczyło nam niesamowitych wrażeń i emocji. Łupem Vettela pierwszy raz padł domowy wyścig, chociaż niewiele zabrakło, a kierowca Red Bulla byłby niżej. Zupełnie zawiodły Mercedesy, a McLaren może się cieszyć z najlepszego jak dotąd występu w tym roku. Zadowolony może być Grosjean, który pokazał świetny wyścig, a nad Massą zbierają się ciemne chmury.


Wreszcie wygrał
Kilka lat Sebastian Vettel starał się zwyciężyć w domowym GP. Przeszkadzali mu Webber, Alonso, przeszkadzał on sam sobie. Przecież przez trzy lata duet Vettel – Red Bull dominował niemal wszędzie, mimo to jednak w Niemczech zawsze coś stawało na drodze. Nie tym razem – start z drugiego pola natychmiast zmienił się w prowadzenie, a dalszy wyścig, choć nie bez komplikacji, sukcesywnie zbliżał Seba do triumfu. Trzykrotny mistrz świetnie poradził sobie z presją, której tutaj było aż nadto – domowy występ, gonienie wyniku, problemy z KERS oraz naciskający na koniec Kimi Raikkonen. Na błąd nie było miejsca i ten się nie zdarzył, dzięki czemu z zaledwie sekundą przewagi udało się Vettelowi wjechać jako pierwszemu na metę GP Niemiec.


Znów zabrakło kilku okrążeń
Nie wydaje się Wam, że to już nie pierwszy raz, kiedy Lotusowi do zwycięstwa brakuje kilku okrążeń? Jeśli zespół nie potrafi spełnić zamierzonych celów w regulaminowym czasie wyścigu, być może trzeba poprawić jego osiągi na tyle, by szybciej zabrać się do pracy. Tym razem wpływ na taki, a nie inny rezultat mogły mieć problemy z łącznością radiową – Kimi nie mógł dogadać się z pitwall w sprawie postoju, zaś Romain prawdopodobnie nie słyszał próśb o przepuszczenie kolegi z teamu, który założył świeże opony. Efektem tego było mało czasu, który dostał Iceman na pogoń za Vettelem. A szkoda, bo Lotus pokazał tutaj świetne tempo i, po raz kolejny, bardzo dobre zarządzanie oponami. Oby podobnie było w kolejnych GP, bo zespół jak żaden inny zasługuje na zwycięstwo.

 

Katastrofa Srebrnych Strzał
Zaczęło się już w sobotę, kiedy w Q2 Mercedes przekonany o wystarczająco dobrym czasie Nico Rosberga, przetrzymał kierowcę w boksach do końca. Niestety, skończyło się na odpadnięciu z czasówki. Na szczęście humory w zespole solidnie poprawił Lewis Hamilton zdobywając pole position. Nie poprawiło to zapewne humoru Rosbergowi, który przecież w domowym GP miał wystartować z 11 pozycji. Lepszych humorów na pewno nie mieli ani kierowcy, ani zespół po zgaśnięciu świateł. Hamilton przegrał walkę z Vettelem i Webberem, Rosberg zaś mimo posiadania naprawdę szybkiego samochodu nie był w stanie na dobre przebić się do czołówki. Im więcej okrążeń mijało, tym bardziej widoczna była powracająca słabość Mercedesa – znów tempo z soboty nie istniało podczas niedzielnego wyścigu. Zespół kiepską dyspozycję tłumaczy ograniczeniami nałożonymi przez FIA po awariach opon tydzień temu, jednak nie bez udziału musi być temperatura, jaką osiągał podczas weekendu tor. W niedzielę asfalt osiągał ponad 44 stopnie, co zupełnie zmieniło charakterystykę opon, o czym wspominał Hamilton przez radio: „Zupełnie nie ma przyczepności, te opony się nie trzymają”. Jak się okazało, ten sam problem miał Rosberg. Temperatura może być dobrym czynnikiem patrząc na warunki poprzednich GP oraz osiągi Mercedesa i… Lotusa. Gdy było chłodniej, świetnie radziły sobie Srebrne Strzały, co widzieliśmy w trakcie kilku poprzednich wyścigów, natomiast rozgrzany dziś tor przyniósł spadek formy Mercedesa oraz… odrodzenie Lotusa. Okazuje się zatem, że testy z Pirelli nie okazały się tak zbawienne, jak się wydawało.

 

Najlepszy występ McLarena
Może brzmi to niewiarygodnie, ale 6 i 8 miejsce kierowców McLarena to najlepszy wynik zespołu w tym sezonie. Dla brytyjskiej ekipy jest to dopiero trzeci wyścig ukończony dwoma bolidami w punktach! W sytuacji takiej nawet najdrobniejszy wzrost osiągów jest dużym postępem i taki mogliśmy chyba oglądać w niedzielę. Póki zespół nie powróci na stałe do pierwszej dziesiątki i nie odbije się z dopiero 6 miejsca w generalce, sytuacja będzie tragiczna. Póki co – jest nieco lepiej, to jednak niech będzie wyłącznie motywatorem dla zespołu, którego widok na tak dalekich miejscach nie jest niczym przyjemnym.

 

Marussia na wstecznym
Do bardzo dziwnego zdarzenia doszło na 24 okrążeniu wyścigu. Bolid Julesa Bianchiego uległ awarii silnika, efektem czego Francuz musiał zaparkować palącą się maszynę na poboczu i szybko opuścić kokpit. Gdy na miejsce dotarł dźwig, bolid zaczął się staczać do tyłu. Niestety – w wyniku awarii Bianchi nie mógł wrzucić biegu, a miejsce postoju było nieco pochyłe. Na szczęście – w momencie gdy Marussia przecinała jezdnię, nie przejeżdżał tamtędy żaden bolid. W wyniku całego zdarzenia Charlie Whiting postanowił wypuścić samochód bezpieczeństwa, jednak bolid Marussi już po krótkiej przejażdżce zatrzymał się na przewróconej reklamie Allianz. Jak się okazuje – firma dba o bezpieczeństwo w każdy możliwy sposób.

 

Kolejna wpadka Massy
Felipe Massa znów ma problemy ze swoją solidnością. Po wpadkach w Monako i Kanadzie przyszedł weekend w Silverstone. Tam Brazylijczyk był jednym z oponowych pechowców, potem jednak pojechał naprawdę świetny wyścig, minimalizując straty po awarii do minimum. W Niemczech również zaczął dopisywać plus do swojego nazwiska, kwalifikując się do wyścigu przed Fernando Alonso, a potem startując lepiej od niego. Niestety, póki nie przejedzie się mety, nie można być niczego pewnym i o tym chyba Felipe zapomniał. Błąd na dohamowaniu doprowadził do spina i zgaśnięcia silnika. Całe zdarzenie wyglądało na awarie, po wyścigu jednak okazało się, że Massa zblokował koła i kontrował w lewo, co zakończyło się spinem. Szkoda, bo kierowca ten nadal ma potencjał, jednak mimo pozornie niezagrożonej pozycji w ekipie jego jazda wygląda nerwowo. Póki co, zespół zapewnia o wsparciu dla swojego zawodnika, jednak cierpliwość może się kiedyś skończyć. Zwłaszcza, że kończyć będzie się również i kontrakt.
 

 

Oddzielnym tematem, jak ostatnio to bywa, pozostanie kwestia opon, które tym razem nie zafundowały nam wybuchowego widowiska. Warto jednak pamiętać, że kryje się za tym szereg szczegółów i to na ich temat należy poświęcić kilka słów. Na szczęście, na to są 3 tygodnie, chociaż nie bez wydarzeń, to na pewno spokojniejsze.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)