Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Tor Lublin - gwoździe, pieniądze i ludzka głupota

Tor Lublin - gwoździe, pieniądze i ludzka głupota

Moto | 17 września 2013 18:00 | Michał Kozera

fot. miataminichallenge.pl

Tor Lublin to jeden z tych obiektów, którego istnienie powinno budzić radość i wdzięczność całego społeczeństwa. Być może tylko działacze Greenpeace mogliby mieć żal o istnienie „świątyni” emisji spalin, jednak wskazane jest, by większość mieszkańców Lublina i jego okolic cieszyła się z takiego miejsca.

 

Jest zgoła inaczej. Tor umiera.
A w niebezpieczeństwie są jego użytkownicy.

 

Tor Lublin już od 1978 roku gości na swojej pętli entuzjastów motoryzacji. Jeździły tam oryginalne, Duże Fiaty, Polonezy, potem zawitały tam też auta zachodnie. Trenowali tam młodzi kierowcy gokartów, a dziś obiekt odwiedzają motocykliści, amatorzy wysokich prędkości czy jazdy na limicie. Lubelski motodrom to jeden z nielicznych takich obiektów, nawet w skali Polski, więc wydawałoby się, że jego obecność niesie za sobą same pozytywy.


A jednak nie.

 

 

Widzicie bloki w tle? Wyglądają na nowe i takie są. Jest to nowe osiedle, zbudowane wówczas, gdy Tor Lublin na mapie polskiego motorsportu widniał już od bardzo dawna. Niestety, to właśnie te budynki są siedzibą niezgody i przeciwności wobec toru i jego użytkowników. Mieszkańcy nowych bloków przy torze od paru lat starają się doprowadzić do upadku obiektu, jego zlikwidowania, zamknięcia, zniszczenia czy śmierci użytkowników.

 

Poważnie.

 

Mieszkańcy blokowisk nie lubią hałasu dobiegającego z toru. Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że niezwykle ciężkim zadaniem wydaje się wprowadzenie do nowego mieszkania i przeoczenie obecności obok toru. Z wieści można wyczytać, że developer zapewniał o rychłym upadku, sprzedaży lub likwidacji toru, stąd też sama jego obecność mogła być brana pod uwagę jako chwilowa niedogodność.

 

Stało się inaczej. Tor nie tylko istnieje, ale wzrosła też aktywność na nim. Nie ma co się dziwić – nadeszły czasy, gdy wielu posiadaczy samochodów czy motocykli chce zasmakować sportowej jazdy. Są też tacy, którzy są świadomi konieczności szlifowania umiejętności, w tym celu też trenują na torach. Obecnie w Polsce mamy już wiele serii wyścigowych, odbywają się zloty czy liczne „track day”, stąd też aktywność na torze wzrosła na tyle znacznie, że wykracza poza zakres tolerancji mieszkańców sąsiednich osiedli.

 

Winą za ten stan rzeczy można by obarczyć urzędników, którzy dopuścili do budowy mieszkań i developerów, którzy złożyli obietnice, na które wpływu nie mają. Bo jeśli zbudowało się mieszkania w miejscu, gdzie obecnie znajduje się tor, to jakim prawem potem można cokolwiek wymagać? Tutaj powinno wziąć się pod uwagę zasadę ”kto pierwszy ten lepszy”. Pierwszy był tor i to on narzucił zasady w okolicy. Jedną z nich jest duży hałas.

 

Niestety, mieszkańcy przestali być po prostu poszkodowanymi. Stali się atakującymi za sprawą incydentów, do których doszło ostatnio. Jakiś czas temu na tor, w zakrętach, wylano olej. W międzyczasie pojawiało się rozsypane szkło. Szczyt głupoty osiągnięto parę dni temu, gdy chwilę przed startem jazd motocyklistów odkryto kolejne gwoździe.

 

Gwoździe umieszczone w szczelinach asfaltu.

 

Jak bardzo poza skalę wykracza głupota tych, którzy to zrobili? Czytając komentarze motocyklistów jeżdżących na torze śmiało można dojść do wniosku, że dobrze znana jest grupa osób dopuszczająca się takich… zamachów. Ich celem jest konsekwentne psucie opinii obiektu, czyniąc go niebezpiecznym. Patrząc z tej perspektywy, idzie im to wzorowo.

 

Co jednak mogłoby się stać, gdyby gwoździ nie usunięto? Najprawdopodobniej wielkie nieszczęście – szczeliny zostały wypełnione bardzo starannie, więc nie nastawiano się na zwykłe nastraszenie czy opóźnienia zawodów, a na czyjąś krzywdę. Zakładając, że motocyklista złapałby gumę na takim gwoździu, po czym zaliczył ślizg po asfalcie, trafiając na kolejne kilka sztuk… Zawodnik mógłby też być rozpędzony przed zakrętem i wypaść z toru. Opcji jest wiele, a każda zakłada dość czarny scenariusz.

 

Jak ratować tor, jeżeli najpierw należałoby złapać ludzi, którzy dokonują takich czynów? Wydaje się, że w tej sytuacji determinacja użytkowników motodromu będzie jeszcze większa, a mieszkańcy hałasu się nie pozbędą. Zresztą, jak przedstawia sprawę Ścigacz.pl – „Rada Osiedla podpisuje się na protestach jako całe osiedle, ale na wyborach członków stawiło się zaledwie 6,36% mieszkańców. Plotka głosi, że wśród tak niezwykle demokratycznie wybranej rady, osoba, która zabiera najwięcej głosu w sprawie zlikwidowania toru, prawdopodobnie posiada firmę budowlaną powiązaną z lokalnymi deweloperami…”.

 

Ludzka głupota nie zna granic.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)