Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna To była słaba sobota na naszym podwórku

To była słaba sobota na naszym podwórku

Piłka nożna | 25 listopada 2012 22:39 | Dominik Wardzichowski

fot. SPORT4FANS

W naszej rodzimej T-Mobile Ekstraklasie nie wrzało. Tak właściwie to rzadko trafiają nam się mecze takie jak ostatnie starcie Lecha z Legią, ale to co wyprawiali nasi ligowcy w tą sobotę przechodzi wszelkie pojęcie. Szczerze współczuję ludziom takim jak ja, którzy katowali się śledzeniem poczynań naszych ligowców.


Wszystko zaczęło się od potyczki walczącego o życie Bełchatowa z Lechią Gdańsk. Podopieczni Bogusława Kaczmarka mierzą w tym sezonie wysoko, chyba zbyt wysoko, co dobitnie pokazał sobotni mecz w Bełchatowie. Teoretycznie gdańszczanie mogli po tym spotkaniu wskoczyć na pudło, ale chyba sami pokrzyżowali sobie plany. O pierwszej połowie tego meczu lepiej nie pisać nic. Odbyła się i tyle. Druga zaczęła się obiecująco, bo już w 47. minucie GKS objął prowadzenie. Po podaniu Tomasza Wróbla piłkę do bramki skierował Łukasz Madej. Obiektywnie trzeba powiedzieć, że gospodarze zasłużyli na to prowadzenie, albo inaczej, byli po prostu niewiele lepsi od słabiutkiej tego dnia Lechii. Ta bramka podziałała na publiczność w Bełchatowie, która swoją drogą świętowała tego dnia 35-lecie istnienia „Brunatnych”. Święto popsuli im jednak piłkarze ich własnej drużyny, a konkretnie Maciej Wilusz. Środkowy obrońca bezsensownie sfaulował w polu karnym Ricardinho i sędzia podjął jedyną słuszną decyzję. Po krótkim zamieszaniu związanym z tym kto ma wykonać jedenastkę  (o piłkę kłócili się dwaj Brazylijczycy: Deleu i Ricardinho), piłkę wywalczył ten drugi i pewnym strzałem pokonał Adama Stachowiaka. Bełchatowianie po stracie gola mieli jeszcze kilka ciekawych szans na zdobycie zwycięskiego gola, ale ostatecznie spotkanie zakończyło się podziałem punktów. Na koniec słowo jeszcze o Michale Probierzu, który ewidentnie dał nadzieję i wiarę piłkarzom GKS-u. Wszystko fajnie ale punktów nadal brakuje.


A oto oprawa jaką zaprezentowali fani gospodarzy:



Po bezbarwnym widowisku w Bełchatowie przenieśliśmy się do Warszawy, a jak wiadomo stolica zobowiązuje. Przynajmniej tak nam się wydawało. Meczyk również zapowiadał się sympatycznie, bo do Warszawy przyjechali „Miedziowi”. Podopieczni Hapala wygrali ostatnie dwa spotkania i mieli chrapkę na trzeci z kolei komplet oczek. Jednak to „Czarne Koszule” były zdecydowanym faworytem tego spotkania. Po piątkowej wygranej Legii nad Widzewem, Polonia musiała zwyciężyć, aby nie dać odskoczyć lokalnemu rywalowi. Na początku  wszystko szło całkiem nieźle. Poloniści stwarzali sobie sporo podbramkowych sytuacji, jednak nic nie chciało wpaść do bramki Zagłębia. Albo dobrze interweniował Gliwa, albo ratował go Rymaniak, wybijając piłkę z linii bramkowej i gola jak nie było tak nie ma. Co nie udało się gospodarzom, wykorzystali przyjezdni. Elton Lira dobrze podłączył się lewym skrzydłem i dograł piłkę w pole karne. Po drodze futbolówka odbiła się jeszcze od nogi Marcina Baszczyńskiego i trafiła wprost do Michala Papadopulosa, który z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Ciężko stwierdzić czy ten wynik to sensacja, ale na pewno zaskoczenie. Dobrze grająca w tym sezonie Polonia nie poradziła sobie przed własną publicznością z Zagłębiem, które ewidentnie jest na fali i wygrało trzeci mecz z rzędu.


Tak padła jedyna bramka w tym meczu:



Ostatni mecz zapowiadał się najlepiej. Do Zabrza przyjechała szczecińska Pogoń, podbudowana niedawnym zwycięstwem nad Ruchem. Podopieczni Adama Nawałki liczyli natomiast na rehabilitację za ostatnią porażkę na własnym terenie. Od pierwszej minuty na boisku nie oglądaliśmy popularnego „Prezesa”, który tym razem zasiadł na ławce rezerwowych. W miejsce Nakoulmy od pierwszej minuty na placu gry pojawił się młody Konrad Nowak. I tu brawa dla trenera Nawałki, że nie boi się posadzić na ławce swojej gwiazdy, a do gry wpuścić młokosa. Tak właściwie można by zakończyć podsumowanie tego meczu …, a nie była jeszcze „czerwień” za brutalny faul dla Kwieka. Olek wyciął równo z trawą prawego obrońcę Pogoni i zasłużenie wyleciał z boiska. Tak z dziennikarskiego obowiązku: mecz zakończył się 0-0 i podopieczni Skowronka mogli się cieszyć, bo punkt w Zabrzu to na pewno dla nich spory sukces. Natomiast Adam Nawałka po spotkaniu powiedział, że jego piłkarze chyba nie dojechali na ten mecz, a to mówi dokładnie wszystko o poziomie tego widowiska.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)