Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Fornalik znów daje show

Fornalik znów daje show

Piłka nożna | 20 września 2013 13:49 | Jakub Kacprzak

fot. M. Karczewski

Naprawdę można czuć się znudzonym. Chciałbym, naprawdę chciałbym napisać, coś dobrego o Waldemarze Fornaliku. Czekam, niczym dziecko na Boże Narodzenie, na to, by selekcjoner reprezentacji Polski dał mi powód, bym sklecił o nim pozytywny tekst. Niestety nie da się. Z okazji startu Ligi Mistrzów i Ligi Europy, w tych elitarnych rozgrywkach mogliśmy zobaczyć od wtorku do środy ośmiu Polaków. Plus oczywiście cały zespół Legii Warszawa, która pojechała do Rzymu, by zmierzyć się z Lazio.


Logicznym wydawałoby się, że przed dwoma najważniejszymi meczami, które zadecydują o tym, czy pojedziemy na Mundial do Brazylii, Waldemar Fornalik powinien wybrać się każdego dnia na mecz, by móc zobaczyć jak największą liczbę osób, które kandydują do powołania. We wtorek w Lidze Mistrzów wystąpił Sebastian Boenisch. Fornalik mógł wybrać się do Manchesteru i zobaczyć jak obrońca Bayeru Leverkusen, po raz kolejny unika gry i prezentuje fatalną dyspozycję. W środę miał do wyboru mecz Napoli Borussia Dortmund (Lewandowski, Błaszczykowski), Olympique MarsyliaArsenal Londyn (Wojciech Szczęsny) i Schalke 04Steaua Bukareszt (Łukasz Szukała). Wydawałoby się, że najodpowiedniej byłoby polecieć do Niemiec, by zobaczyć jak spisze się Szukała (niestety nie spisał się najlepiej i zawinił przy jednej z bramek). Natomiast w czwartek obowiązkiem Fornalika, było pojawienie się na meczu Lazio – Legia. Rzeźniczak, Broź, Brzyski, Kosecki, Saganowski. Miał nasz selekcjoner możliwość przyjrzenia się temu jak reprezentują się zawodnicy z polskiej ligi w starciu, z uznaną ekipą Serie A. Przy okazji, mógł się przekonać, czy np. Brzyski, który grał na lewej obronie, może zastąpić Boenischa i Wawrzyniaka. Logicznym wydaje się, że to mecz mistrza Polski w europejskich pucharach powinien być priorytetem dla trenera kadry narodowej. Tak jednak nie było. Już przed startem rozgrywek, Waldemar Fornalik zapowiedział, że wybiera się do Londynu. Nie po to, by zobaczyć Wojtka Szczęsnego, ale by sprawdzić, czy Jarosław Fojut zasługuje na powołanie.


Pomimo, że ma swoich asystentów, postanowił osobiście wybrać się dla jednego zawodnika do Londynu. Piłkarza, który gra na pozycji środkowego obrońcy. A więc pozycji, na której w kadrze mogą grać Szukała, Glik, Jędrzejczyk i Rzeźniczak, a także Perquis. Zamiast szukać kogoś, kto wypełni czarną dziurę, jaką stworzył na lewej obronie Boenisch, Fornalik wolał obejrzeć kolejnego, środkowego defensora. Na dodatek Fojut stylem gry nie różni się niczym od Glika i Szukały. Po co więc trener biało-czerwonych chciał zobaczyć kolejnego zawodnika, który mu tak naprawdę nie jest potrzebny? Ktoś stwierdził, że skoro nie jest przekonany do środka obrony jakim dysponował do tej pory, to musi szukać. Ok. Ale czas na szukanie rozwiązań już dawno minął. Fornalik nie przyszedł do reprezentacji z rolą budowy drużyny na eliminacje do Euro 2016. Miał on walczyć z kadrą o awans. Przed dwoma ostatnimi meczami, powinien mieć on już pewną linię obrony i zmienników. Tymczasem w 15 meczach, Waldemar Fornalik wystawił JEDENAŚCIE różnych linii obrony. Zaledwie dwa razy zdarzały się przypadki, by w dwóch meczach z rzędu zagrali ci sami obrońcy (warto jednak dodać, że oba przypadki różniły się doborem piłkarzy). Teraz zapowiada się, że na Ukrainę i Anglię znów wyjdzie inna czwórka w obronie. A potem się selekcjoner dziwi, że brakuje mu zgranie w defensywie i że tracimy głupio bramki.


Zarabiając 150 tysięcy zł miesięcznie, powinno się chociaż mieć pojęcie o tym, co się robi. Tymczasem Waldemar Fornalik pokazuje co chwilę, że nie stać go na logiczne podejmowanie decyzji. Jaki był problem, by on sam pojechał do Rzymu i obejrzał Legię, a jego asystenci rozjechali się po Europie i zobaczyli jak spisują się inni gracze? Skoro chciał zobaczyć, w jakiej formie jest Fojut, to czemu nie sprawdził go również w meczu ligowym? No tak. Przecież podobnie było z Szukałą. Wygodniej i milej jest, gdy można sobie na ładnym stadionie obejrzeć Tottenham, niż pojechać do zimnej Norwegii. Ale dobrze. Pojechał, zobaczył. Czy Fojut zasłużył swoją postawą na powołanie? Stanowczo nie. Tromso przegrało 0:3, a Polak zawinił przy dwóch, pierwszych golach, których autorem był Jermain Defoe. W obu przypadkach spóźniony. W całym meczu popełnił jeden faul, za który zresztą dostał żółtą kartkę. Przy golu numer trzy, też mógł się lepiej zachować i doskoczyć do niepilnowanego Eriksena.


Zamiast szukać lewego obrońcy, dostaliśmy kiepski występ środkowego defensora, który nie jest nam niezbędny. Tym bardziej, że w kadrze parę stoperów powinien tworzyć jeden silny, wysoki i dobrze grający głową gracz, a obok niego zwrotniejszy, szybszy i lepiej operujący piłką. Wystawianie dwóch defensorów, o takim samym sposobie gry, skończyło się dla nas fatalnie w meczu z Czarnogórą. A przecież mógł Fornalik obejrzeć w Rzymie, jak radzi sobie Jakub Rzeźniczak, który był wyróżniającym się graczem Legii. Ale po co? Lepiej spytać prezesa Bońka jak mu się mecz podobał. W sumie to ciekawe, że to prezes PZPN potrafi lepiej wybrać mecz, który trzeba obejrzeć niż selekcjoner. A może „Zibi” dodatkowo wziął się za skauting w reprezentacji? Śmiech na sali Panie i Panowie. Śmiech na sali, który najprawdopodobniej zamieni się w łzy rozpaczy po meczu z Ukrainą.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)