Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Derby Manchesteru: City demoluje United 4:1

Derby Manchesteru: City demoluje United 4:1

Piłka nożna | 22 września 2013 20:03 | Michał Kozera

fot. The Special Juan/flickr.com

Wielki hit 5 kolejki angielskiej Barclays Premier League – Manchester City na własnym stadionie podjął Manchester United. Na Etihad Stadium lokalny rywal przyjechał poważnie osłabiony, tuż przed spotkaniem ze składu wypadł Robin van Persie. Czy jego obecność zmieniłaby wynik? Nie wiadomo, bo Obywatele postawili poprzeczkę bardzo wysoko, strzelając aż 4 bramki.

 

Już w pierwszych sekundach szansę miał Danny Welbeck, gdy po rozpoczęciu spotkania piłka została cofnięta do Kompanego, a ten popełnił błąd w odbiorze. Futbolówkę odebrał mu Welbeck, jednak napastnik nie miał pomysłu na strzał i obrońca City naprawił swój błąd. W piątej minucie, po zdecydowanym posiadaniu piłki przez City, Błękitni otrzymują pierwszą kartkę. Do główki skacze Smalling oraz, nieco spóźniony, Nastasić, który uderzeniem w ucho sprowadza rywala na ziemię i otrzymuje zasłużony kartonik.

 

Po 10 minutach City ma już na koncie 2 rzuty rożne, oba jednak zostają wyjaśnione przez wysoką obronę Diabłów. City nie ustępuje i po paru minutach ma kolejnego kornera, a potem otrzymują jeszcze rzut wolny – Rooney położył pod swoim polem karnym Nasriego. Trafił jeszcze w niego piłką przy próbie wybicia, natychmiast sygnalizując przypadkowość zdarzenia najbardziej niewinną miną, jaką może zaprezentować światu.

 

Derby Manchesteru nie mogą być nudne i po kwadransie gry mamy pierwszą bramkę! Kolarov zalicza świetną asystę dogrywając piłkę z linii końcowej lewego skrzydła do czekającego przed bramką Sergio Aguero, który bezbłędnie ładuje futbolówkę do siatki. Manchester City na fali prowadzenia nie zamierza odpuścić i po pierwszej bramce gra wciąż toczy się pod polem karnym Czerwonych Diabłów. Nie inaczej mówią statystyki – 67% posiadania piłki dla ich lokalnych rywali to wynik miażdżący.

 

Po pół godzinie gry na żółty kartonik zapracowuje Wayne Rooney nie pierwszym już faulem w tym meczu. Sędzia Howard Webb nie oszczędza gwizdka, wydaje się jednak, że to słuszna strategia, mając na uwadze rangę spotkania – gdyby pozwolić zawodnikom na więcej, szybko mogłyby swoje zrobić emocje. Do nerwów ma prawo Manchester United – pod koniec pierwszej połowy nadal nie stworzyli sobie żadnej szansy na gola, City natomiast miało ich już około dziesięciu. Pierwszy strzał Diabłów miał miejsce dopiero… w 41 minucie, jednak ciężko to nazwać udaną próbą – Valencia uderzył z dala od bramki Harta.

 

Ależ mamy końcówkę pierwszej połowy! Rzut rożny City ląduje na głowie Negredo, który kieruje ją nieco obok bramki, tam jednak czeka Yaya Toure, który nadstawia kolano i pakuje piłkę do siatki, poprawiając i tak niezachwiane morale swojego zespołu w szatni! 2:0 prowadzi City, a United schodzi do szatni nie tyle pokonane, co przygniecione. Przewaga The Blues widoczna jest i na boisku i we wszelkich liczbach, które to im przypisują większe posiadanie piłki czy więcej strzałów na bramkę. Na drugą połowę David Moyes musi drastycznie odmienić swoją jedenastkę w szatni, jeżeli chce jeszcze cokolwiek ugrać w tym spotkaniu, Manuel Pellegrini zaś może się zrelaksować – jego drużyna ma bezpieczną przewagę.

 

Druga połowa nie przynosi jednak zmian w jedenastce żadnego z zespołów. Widać jednak, że The Citizens opracowali skuteczny plan w swojej szatni, bo już po minucie jest 3:0! Sergio Aguero wykorzystuje wyłożenie piłki przez Negredo i pakuje swojego drugiego gola w tym spotkaniu. Asystujący zaś zawodnik może podziękować Nasriemu, który świetnie dograł mu piłkę, prezentując mu tym samym okazję do zdobycia drugiej asysty w tym spotkaniu. Trzeci gol gospodarzy ustawia mecz, jednak po co spoczywać na laurach, jeśli można nadal naciskać rywala? Tak robią gracze City i szybko przekuwają to w… 4:0! Szybka kontra Navasa zamieniona w dośrodkowanie ląduje w zasięgu strzału Nasriego, którego strzał mija bezradnego De Geę i podwyższa wynik do rangi pogromu!

 

Manchester City pamięta bez wątpienia wiele porażek z United, będącym jeszcze pod wodzą Sir Alexa Fergusona. Widać to na boisku, gdzie gracze w błękitnych strojach wciąż szukają okazji do wykazania się w tak, jak się wydaje, prostym dla nich spotkaniu. Swoje nazwisko do rubryki strzelców próbuje dołożyć Negredo w 53 minucie, ale na drodze staje mu David de Gea. Tak dominujący wynik pozwala Obywatelom nieco się rozluźnić i oddać pole rywalowi. Mijają kolejne minuty i United do piłki dochodzą już co raz częściej, a tempo spotkania nieco spada. Na nic się jednak zdaje piłka przy nodze graczy w czerwonych strojach, jeżeli Ci pomysłu na grę nie mają żadnego. Pojawiają się, wydaje się, pierwsze dopiero próby zagrożenia bramce Joe Harta, jednak te są marnowane. Nad poprzeczką strzał posyła Wayne Rooney i na tym kończy się lista sytuacji niebezpiecznych dla golkipera Synów Albionu.

 

Jeśli piłka po stronie City, to na nudę narzekać nie można. Obywatele nadal się starają i próbują wynik podwyższyć, na co David Moyes reaguje zmianą – boisko opuszcza fatalny dziś Ashley Young, a na jego miejsce wchodzi Tom Cleverley. Mecz się uspokaja i dopiero po 20 minutach mamy kolejne szanse bramkowe, które należą oczywiście do gospodarzy. Dobrą akcją może pochwalić się Negredo, który uderzył na bramkę zza pola karnego, chybił niestety i futbolówka poleciała do kibiców ponad poprzeczką.

 

Na boisko wchodzą James Milner i, parę minut później, Edin Dżeko za Navasa oraz Negredo. Z powodu wejścia tego drugiego więcej nerwów najadł się hiszpański bramkarz parę minut później, gdy świeży zawodnik The Blues zdecydował się na strzał, znów zza pola karnego. Lecąca nisko piłka miała wylądować w rękach czekającego tam De Gei, jednak odbiła się od jego rąk i zaczęła wirować w kierunku bramki. Na szczęście dla i tak już nieczystego konta bramkarza, ten rzucił się w porę by naprawić swój błąd.

 

Ostatnie kilkanaście minut można śmiało zapisać na korzyść Czerwonych Diabłów. Goście przenieśli grę na połowę rywala i, choć nadal bez pomysłu na grę, to jednak coraz śmielej poczynali sobie z futbolówką. W 80 minucie mogliśmy mieć honorowe trafienie po rzucie rożnym, kiedy piłkę na słupek skierował głową Evra. Dalsze zamieszanie nie przyniosło rezultatu, ten udało się uzyskać dopiero Rooneyowi w 87 minucie. Napastnik ustawił piłkę do rzutu wolnego, by po chwili pokierować piłkę w okno Joe Harta, który spóźnił się z interwencją, tracąc czyste konto.

Na koniec odgryźć próbował się jeszcze Dżeko, jednak strzał obok bramki tylko postraszył De Geę.

 

Doliczone 3 minuty nie przyniosły zmian rezultatu i mecz zakończył się pogromem, który na własnym stadionie zafundował lokalnemu rywalowi Manchester City. Tym samym objęli oni pozycję wicelidera tabeli, pozostawiając na 9 miejscu Manchester United.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)