Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Klasyk co się zowie. Legia wygrywa z Górnikiem!

Klasyk co się zowie. Legia wygrywa z Górnikiem!

Piłka nożna | 22 września 2013 20:35 | Przemysław Drewniak
Jakub Rzeźniczak po raz kolejny udanie dyrygował defensywą Legii
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Jakub Rzeźniczak po raz kolejny udanie dyrygował defensywą Legii

Zakończenie 8. kolejki T-Mobile Ekstraklasy musiało się spodobać nawet największym malkontentom. W ligowym klasyku, który po latach znów dorównuje dawnej renomie, Legia Warszawa pokonała na własnym stadionie Górnika Zabrze 2:1 i objęła samodzielne prowadzenie w ligowej tabeli. Wcześniej udany debiut w roli trenera Ruchu Chorzów zaliczył Słowak Jan Kocian, remisując ze Śląskiem Wrocław 1:1.

 

Ruch Chorzów 1-1 Śląsk Wrocław
Kuświk 62’ – Paixao 59’


Mecz w Chorzowie był starciem szkoleniowców zza naszej południowej granicy. Jan Kocian, debiutant na ławce trenerskiej Ruchu, na początku swojej przygody z ekstraklasą zmierzył się ze Stanislavem Levym, a więc dawnym kolegą z czasów gry reprezentacji Czechosłowacji. Pierwszy test wypadł pomyślnie – zmasakrowani przed tygodniem w Białymstoku Niebiescy zagrali przed własną publicznością dużo lepiej i wywalczyli punkt w starciu ze Śląskiem Wrocław.
Już pierwsze minuty meczu pokazały, że zmotywowani pod wodzą nowego trenera piłkarze Ruchu zdążyli już otrząsnąć się po dotkliwej porażce z Jagiellonią. Chorzowianie w kwadrans stworzyli sobie dwie świetne okazje do strzelenia bramki, ale pudło zaliczył Łukasz Janoszka, a Maciej Jankowski w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek z pewnym między słupkami Rafałem Gikiewiczem.


Przyjezdni wyglądali w Chorzowie tak, jakby chcieli zdobyć trzy punkty wykorzystując wyłącznie większą piłkarską jakość, którą znacznie przewyższają zawodników Ruchu. Śląsk ustępował jednak jeśli chodzi o zaangażowanie i walkę, stąd w pierwszej połowie mimo przewagi w posiadaniu piłki nie zdołał przełamać bardzo uważnie grającej defensywy gospodarzy. Jedyne warte odnotowania sytuacje to wybroniony przez Krzysztofa Kamińskiego strzał z bliskiej odległości Marco Paixao, a także główka Przemysława Kaźmierczaka, która minimalnie minęła spojenie bramki Ruchu.


Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia z obu stron. Wymarzone szanse zmarnowali Grzegorz Kuświk oraz Sebino Plaku i trudno powiedzieć, który popisał się większą nieudolnością. Skrzydłowy Śląska, mając przed sobą tylko Kamińskiego, z pięciu metrów uderzył fatalnie i trafił w boczną siatkę. Bardziej spektakularne było chyba jednak pudło Kuświka, który stanął sam na sam z golkiperem Śląska i mógł zrobić właściwie wszystko. Zdecydował się na podcinkę, ale wykonał ją tak fatalnie, że piłka wpadła wprost w ręce Gikiewicza.


Musieliśmy czekać godzinę, by do graczy obu drużyn wróciła skuteczność. Najpierw po strzale Marco Paixao zza pola karnego piłka szczęśliwie dla Śląska odbiła się od dwóch zawodników i kompletnie zmyliła bramkarza Niebieskich. Goście cieszyli się jednak z prowadzenia tylko trzy minuty, bo chwilę później Kamil Włodyka bardzo dobrze dośrodkował w pole karne, lot piłki ładnie skontrował Kuświk i strzałem w długi róg zrehabilitował się za akcję z początku drugiej połowy.


Do końca to Śląsk miał przewagę i kilka razy był bliski szczęścia. Dwie bramki mógł zdobyć chociażby wprowadzony w kilka minut wcześniej Sylwester Patejuk, który po przebojowym wejściu w pole karne gospodarzy uderzył nad bramką, a potem z dystansu trafił w słupek. Do końca meczu wynik się nie zmienił, a punkt zadowolił bardziej gospodarzy. Śląsk oddał na bramkę chorzowian aż 19 strzałów, ale do zwycięstwa zabrakło mu skuteczności i większej woli walki. Być może wrocławianie większe zaangażowanie pokażą w następnym spotkaniu, gdy na ławkę wróci trener Levy. W niedzielę szkoleniowiec Śląska już po raz ostatni musiał odpokutować karę zawieszenia i oglądać mecz z trybun.
 

Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1

Vrdoljak 34' (k.), Jodłowiec 86' - Madej 24'

 

W ostatnim czasie klasyk sprzed lat pomiędzy Legią a Górnikiem znów jest meczem apirującym do miana ligowego hitu. Przed niedzielnym meczem było wiadomo, że tak będzie i tym razem, bo zwycięzca pojedynku przy Łazienkowskiej miał po tej kolejce zagwarantowaną pozycję samodzielnego lidera. Pozostawało jedynie pytanie, czy piłkarze obu drużyn swoją grą dorównają znakomitej otoczce tego meczu. Po 90 minutach było już wiadomo, że nie zawiedli. Spotkanie obu drużyn stało na bardzo wysokim poziomie, a lepsza w drugiej połowie Legia pokonała zabrzan 2:1, fundując im pierwszą porażkę w bieżących rozgrywkach.

 

Już od pierwszych minut było widać, że mamy do czynienia z meczem na szczycie polskiej ekstraklasy. Lepiej w mecz wszedł Górnik, który świetnie wyglądał przede wszystkim w środku pola. Duet Sobolewski-Mączyński przewyższał dokładnością i agresywnością pomocników Legii, dzięki czemu wiatru w żagle mogły nabierać skrzydła Górnika. Dużo problemów sprawiali warszawiakom także Rafał Kosznik i Paweł Olkowski - obrońcy zabrzan często włączali się w akcje ofensywne swojej drużyny, stwarzając przewagę w bocznych sektorach boiska. Najgroźniejszy był jednak Prejuce Nakoulma. To po jego zejściu do środka i złym wybiciu piłki przez Tomasza Brzyskiego piłka trafiła do Łukasza Madeja, który ładnie się obrócił, zwiódł obrońców Legii i technicznym strzałem w okienko bramki Wojciecha Skaby dał prowadzenie swojej drużynie.

 

Przed meczem pozytywnie zaskoczył Jan Urban, który tym razem nie rotował składem swojego zespołu i w porównaniu do meczu z Lazio wykonał tylko jedną zmianę (kontuzjowanego Dossę Juniora zastąpił na środku defensywy Tomasz Jodłowiec). Szkoleniowiec Legii podjął trafną decyzję - choć piłkarze wrócili z Rzymu dopiero w piątek nad ranem, wcale nie wyglądali na zmęczonych. Problemem była bardzo solidna postawa Górnika, który wybijał ich z rytmu, przez co ataki mistrzów Polski w większości nie były płynne. Z pomocą przyszedł aktywny na prawym skrzydle Henrik Ojamaa. Estończyk po jednej z indywidualnych akcji został przewrócony w polu karnym przez Krzysztofa Mączyńskiego i sędzia, mimo protestów piłkarzy gości, podyktował jedenastkę dla Legii. Podobnie jak w pamiętnym meczu o tytuł z Lechem, bezbłędnym egzekutorem karnego okazał się Ivica Vrdoljak.

 

Rzut karny i gol to było dokładnie to, czego Legia potrzebowała. W drugiej połowie podopieczni Jana Urbana zagrali niemal perfekcyjnie, całkowicie eliminując atuty po stronie Górnika. Gospodarze imponowali dokładnym i różnorodnym rozegraniem piłki, swoją grę z pierwszej części poprawił Vrdoljak i to stołeczna drużyna przejęła inicjatywę w środku pola. Najważniejszym zawodnikiem w atakach Legii był bez wątpienia Miroslav Radović. Serb miał dobry dzień, często zaliczał udane dryblingi i gdyby tylko był bardziej skuteczny, w pojedynkę mógł przechylić szalę na korzyść swojego zespołu. Bardzo dobrą zmianę dał Michał Żyro, który jeszcze przed przerwą zastąpił kontuzjowanego Jakuba Koseckiego i momentami był nie do zatrzymania dla obrońców Górnika. To on przy stanie 1:1 miał chyba najlepszą szansę do strzelenia gola, gdy po świetnym prostopadłym podaniu Łukasza Brozia wyszedł sam na sam z Pavelsem Steinborsem, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i obrońcy Górnika wybili mu piłkę. 

 

W drugiej połowie Górnik właściwie nie istniał. Podopieczni Adama Nawałki nie potrafili już utrzymywać się przy piłce równie długo jak przed przerwą i całkowicie oddali pole gry gospodarzom. Ci atakowali i w końcu dopięli swego. W 86. minucie po rzucie rożnym głową w poprzeczkę uderzył Vrdoljak, a piłka trafiła pod nogi Tomasza Jodłowca, który skierował ją do siatki. Później przed niezłą szansą stanął jeszcze Nakoulma, ale jego strzał z pola karnego poszybował wysoko nad bramką i trzy punkty zostały w Warszawie.

 

Legia udowodniła, że na dziś żadna z drużyn ekstraklasy nie jest w stanie zrzucić jej z pierwszego miejsca w lidze. Piłkarze pokazali także Janowi Urbanowi, że są w stanie grać co trzy dni i nie ma sensu rotować wyjściowym składem z meczu na mecz. Górnik może być w pełni zadowolony z postawy w pierwszej połowie, ale całkowicie nie sprostał zadaniu po zmianie stron i zasłużenie przegrał. Mimo to, zabrzanie po tej kolejce są na pozycji wicelidera.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)