Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Doskonały Brożek, Wisła nadal niepokonana

Doskonały Brożek, Wisła nadal niepokonana

Piłka nożna | 24 września 2013 23:21 | Przemysław Drewniak
Paweł Brożek udowadnia, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Paweł Brożek udowadnia, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa

Po 9. kolejkach T-Mobile Ekstraklasy jedynym niepokonanym zespołem jest Wisła Kraków, a na czele klasyfikacji strzelców z pięcioma golami znajduje się Paweł Brożek. Przed sezonem na taki scenariusz nikt nie postawiłby nawet złotówki. Dziś wszyscy są pełni podziwu dla ekipy Franciszka Smudy, która we wtorek pokonała u siebie Lechię Gdańsk 3:0 i pozostała w ścisłej czołówce tabeli. We wcześniejszym meczu Zagłębie Lubin po kolejnym bardzo słabym występie przegrało na wyjeździe z Zawiszą Bydgoszcz.

 

Zawisza Bydgoszcz 2-0 Zagłębie Lubin
Vasconcelos 62’, Drygas 89’


Mecz w Bydgoszczy miał być dla Zagłębia szansą na potwierdzenie, że zwycięstwo z Koroną było zasługą progresu w grze Miedziowych, a nie słabej postawy kielczan. Nie obiecując sobie zbyt wiele, można było mieć nadzieję chociaż na odrobinę lepszą grę podopiecznych Adama Buczka niż w pierwszych kolejkach tego sezonu. Tymczasem, Zagłębie znów zagrało w stylu, który charakteryzuje tę drużynę już od wielu miesięcy – bez agresji, bez polotu i jakiegokolwiek pomysłu na ofensywę.


Zawisza wygrał, choć paradoksalnie zaprezentował się słabiej, niż w poprzednich spotkaniach. Pierwsza połowa tego starcia była zresztą jedną z najgorszych w ekstraklasie w tym sezonie. Przez 45 minut oglądaliśmy kopaninę w środku pola, a jej symbolem mógłby zostać strzał Jakuba Wójcickiego z rzutu wolnego, gdy piłka uderzona z dystnasu poszybowała kilkadziesiąt metrów nad bramką Michała Gliwy. Warto jeszcze odnotować, że w 16 sekundzie dobrej sytuacji nie wykorzystał Arkadiusz Piech, a sędzia mógł podyktować dla Zagłębia rzut karny za zagranie ręką Pawła Strąka.


Po zmianie stron Zawisza lekko podkręcił tempo i to w zupełności wystarczyło na bardzo słabo dysponowanych gości. Prowadzenie po nieco ponad godzinie gry zdobył najlepszy na boisku Bernardo Vasconcelos, który wykorzystał złe ustawienie obrońców Zagłębia i trafił do siatki po dwójkowej akcji Wójcickiego i Sebastiana Dudka. Później Zawisza jeszcze kilkukrotnie zagrażał bramce gości, m.in. po dwóch strzałach z dystansu Michała Masłowskiego, gdy piłka przelatywała minimalnie nad poprzeczką. Zagłębie całkowicie straciło ochotę do gry w 69. minucie, gdy po katastrofalnym błędzie Adam Banaś wyleciał z boiska. Doświadczony stoper w prostej sytuacji źle przyjął piłkę, a potem sfaulował wychodzącego z nią sam na sam Vasconcelosa. Grający w osłabieniu goście do końca spotkania nawet nie stworzyli sobie okazji do wyrównania, a dobił ich w samej końcówce Kamil Drygas, ustalając wynik na 2:0.


Wydaje się, że zespół Ryszarda Tarasiewicza okrzepł już w ekstraklasie. Bydgoszczanie nie tracą punktów w głupi sposób i w ostatnich trzech meczach wywalczyli ich już siedem, dzięki czemu oddalili się od strefy spadkowej. Nie wiadomo za to, w jakim kierunku idzie Zagłębie. Jeśli Adam Buczek nie będzie potrafił wstrząsnąć zespołem i wyciągnąć z niego więcej jakiegokolwiek potencjału, lubinian znów czeka zmarnowany sezon lub nawet walka o utrzymanie.


Wisła Kraków 3-0 Lechia Gdańsk
Chrapek 70’, Brożek 76’, 90’


Niewielu sądziło, że jest jeszcze w stanie grać w piłkę na wysokim poziomie. Gdy zaliczał kolejne nieudane epizody w klubach zagranicznych, zawodząc także w reprezentacji, opinia publiczna właściwie go już skreśliła. W wieku 30 lat Paweł Brożek odbudował jednak swoją formę w ekstraklasie i to znów dla niego kibice mogą przychodzić na stadion przy Reymonta. W meczu z Lechią wbił rywalowi dwie bramki i potwierdził, że jest w coraz lepszej dyspozycji.


Krytycy przypomną, że Brożek dopiero co przecież spalił być może ostatnią szansę na grę w reprezentacji, gdy powołany awaryjnie nie potrafił pokonać bramkarza San Marino. Od tamtej pory napastnik ma jednak jeszcze więcej do udowodnienia. W decydujących sytuacjach nie brakuje mu już zimnej krwi i koledzy z drużyny mogą na niego liczyć. W spotkaniach z Piastem i Lechią Brożek czterokrotnie trafił do siatki, choć we wcześniejszych czterech meczach w lidze ani razu nie strzelił gola z akcji.


Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie on, Wisła nie wygrałaby meczu z Lechią. Podopieczni Franciszka Smudy nie rozgrywali najlepszego meczu i długo się męczyli, zanim zdołali w końcu objąć prowadzenie. To Brożek został kluczową postacią w pierwszej bramkowej akcji, gdy w lewym sektorze boiska przestawił rywala, zagrał piłkę w pole karne do Rafała Boguskiego, a ten wyłożył ją Michałowi Chrapkowi, który trafił na 1:0. Chwilę potem Brożek stanął oko w oko z Sebastianem Małkowskim, ale zabrakło mu precyzji przy strzale i golkiper gdańszczan zdołał odbić piłkę nogą. W następnych sytuacjach napastnik Wisły był już jednak nie do zatrzymania. W 76. minucie po podaniu Łukasza Burligi dobrze przyjął piłkę, minął jednego z obrońców, prostym zwodem oszukał bramkarza i wpakował piłkę do siatki. W tym momencie kibicom przy Reymonta musiał przypomnieć się stary dobry Paweł, który grając właśnie w tym stylu był niegdyś postrachem całej ligi. Jeśli mieli mało, to musieli zaczekać do końcówki meczu, gdy Brożek ponownie wpisał się na listę strzelców. Piłkę przed polem karnym inteligentnie przepuścił Chrapek, napastnik Białej Gwiazdy wygrał przebitkę z Pawłem Dawidowiczem i nie miał problemów z pokonaniem Małkowskiego. Tym samym Brożek z pięcioma golami został niesamodzielnym liderem klasyfikacji strzelców. I co ciekawe, w grupie pięciu piłkarzy na czele tego zestawienia jest jedynym Polakiem...


Świetny występ Wiślaka nieco zaćmił obraz gry całego zespołu. Przez cały mecz Wisła była daleka od widowiskowej gry z poprzednich meczów. Ataki gospodarzy były szarpane, przez nie stwarzali sobie zbyt wielu okazji pod bramką Lechii. Znacznie lepiej było po przerwie, bo bardzo dobre zmiany przeprowadził Smuda. W miejsce Michała Nalepy wszedł znacznie bardziej wyrazisty Paweł Stolarski, a na prawym skrzydle Patryka Małeckiego zastąpił Emmanuel Sarki. Nigeryjczyk w pół godziny gry został cichym bohaterem spotkania, bo to po jego dynamicznych akcjach prawą stroną boiska padły obie bramki strzelone przez Brożka.


Na obraz gry w drugiej połowie ogromny wpływ miała też czerwona kartka dla Przemysława Frankowskiego, który w 57. minucie nierozważnie zaatakował nogi Wilde-Donalda Guerriera. Grająca w dziesiątkę Lechia zupełnie nie potrafiła przeciwstawić się coraz odważniej atakującej Wiśle, czego efektem były trzy stracone bramki. Inna sprawa, że także wcześniej goście grali bezbarwnie i rzadko dochodzili do groźnych sytuacji. Większość akcji gdańszczan kasował doskonale dysponowany Arkadiusz Głowacki, a raz, gdy niebezpiecznym strzałem z dystansu popisał się Piotr Grzelczak, na posterunku był Michał Miśkiewicz. Tym samym Michał Probierz nie zrewanżował się w Krakowie za swój nieudany epizod przy Reymonta i jego Lechia po raz pierwszy w tym sezonie doznała porażki.


Niepokonana pozostaje już tylko Wisła. We wtorek piłkarze Smudy nie imponowali już wysokim pressingiem i szybkim, dokładnym rozegraniem piłki, ale grając nieco słabiej i tak potrafili wygrać. Silne zespoły cechuje właśnie umiejętność zwyciężania nawet wtedy, gdy nie idzie. Ale gdy w ataku ma się tak dysponowanego Brożka, ta sztuka jest znacznie łatwiejsza.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)