Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zamrocz(kowski)ony Widzew

Zamrocz(kowski)ony Widzew

Piłka nożna | 28 września 2013 08:27 | Jakub Kacprzak


Zakaz transferowy, możliwość kontraktowania zawodników na pensję nie wyższą, niż 5 tys zł. Do tego ogromne długi i co chwila utrata najlepszych zawodników. Jeśli trener potrafi, w takich warunkach utrzymać zespół w Ekstraklasie, to należy mu się szacunek. Tym bardziej, jeśli potrafi także znaleźć młodych graczy, wstawić ich do podstawowego składu i wypromować. Jednak w Widzewie stwierdzili najwyraźniej, że Radosław Mroczkowski, jak na warunki, w których pracuje, spisuje się zbyt kiepsko i postanowili go zwolnić. Decyzja ta jest... dziwna. Rzekłbym nawet, że bardzo dziwna. Dlaczego?


Przyjrzyjmy się dokładnie wynikom Widzewa, pod wodzą Mroczkowskiego, oraz warunkom, w jakich zostały one osiągnięte. W 69 spotkaniach, łodzianie zdobyli 80 punktów. Wygrali 19 spotkań, 23 zremisowali, a 27 przegrali. Strzelili 63 bramki, a stracili 86. W sezonie 2011/2012 zajęli 11.miejsce, a rok później 13. W momencie zwolnienia Mroczkowskiego, drużyna miała 14 lokatę. Jasne, nie wiodło im się ostatnio. Nie wygrali od sześciu kolejek, ale to dopiero początek, dłuższego przecież o 7 spotkań, sezonu. Władze łódzkiego klubu zwolniły trenera, po dziewięciu spotkaniach. Do końca zostało jeszcze 29. Zastanawia mnie, czym spowodowana była decyzja. W końcu Mroczkowski, nie miał łatwego życia. Pierwszy mecz pod jego wodzą, Widzew zagrał w składzie Mielcarz, Broź, Madera, Bieniuk, Dudu, Budka, Bruno Pinheiro, Panka, Ostrowski, Dżalamidze i Grzelczak. Z tego składu pozostał tylko ten pierwszy. Zresztą jeśli spojrzymy na całą kadrę, która kończyła sezon 11/12 i spojrzymy na obecną, to bilans zmian będzie jeszcze bardziej drastyczny. Zaledwie ośmiu piłkarzy pozostało w drużynie! Mielcarz, Abbes, Bartkowski, P. Stępiński, Batrović, Kaczmarek, Mroziński, Okachi. A mówimy o zaledwie dwóch latach pracy.


Należy też pamiętać, że piłkarze nie dostawali i nie dostają na czas pensji. Wielu z tych, którzy odeszli, odeszli za darmo, bowiem był to jedyny sposób, by zrzekli się zaległości. Zgadza się. Mroczkowski nie miał tego komfortu, że mógł z pieniędzy za transfery kupić kogoś nowego. Gdy przed tym sezonem Widzew dostał zakaz transferowy, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Mnóstwo osób śmiało się, że widzewiacy prowadzą istny casting na piłkarza, ale prawda jest taka, że Mroczkowski wykonywał kawał dobrej roboty, znajdując pośród szrotu, solidnych graczy. Graczy, którym musiał niejednokrotnie tłumaczyć, by problemy klubowe zostawili z boku. Trudno bowiem oczekiwać, by piłkarz grał na sto procent zaangażowania, gdy dowiaduje się, że klubu nie stać na to, by zapłacić 1200 zł za bursę, w której tenże piłkarz mieszkał. Do tego mnóstwo zmian kadrowych i konieczność co chwilę, zestawiania na nowo składu.


Mimo to, Widzew nie spadł z Ekstraklasy. Zagrał sporo dobrych spotkań. A to, że nie szło mu teraz? Trudno się dziwić. Zamieszanie z Pawłowskim i Phibelem, szukanie do ostatniej chwili piłkarzy, którzy przyszliby grać za 5 tys zł miesięcznie. No i zwróćmy uwagę, że Widzew nie zajmuje ostatniego miejsca w tabeli. Że, jak już pisałem, zostało jeszcze 27 spotkań, a rozgrywki będą dzielone na dwie grupy. Czego oczekiwały władze łódzkiego klubu? Walki o pierwszą ósemkę? Tylko kto niespełna rozumu stawiałby taki cel trenerowi, dając mu jednocześnie takie warunki do pracy. Oczywiście Mroczkowski miał wady. Nie zawsze miał poważanie wśród piłkarzy, często podejmował złe decyzje personalne, jeśli chodzi o wybór składu. Nie był człowiekiem charakternym, który potrafił wstrząsnąć piłkarzami. Jednak wątpię, czy ktokolwiek, poza Michałem Probierzem, w takich warunkach miałby poważanie wśród graczy. Trudno oczekiwać, że trener mentalnie podniesie zespół, a piłkarze będą szli za nim w ogień, gdy nie dostają od wielu miesięcy pieniędzy.


Nie chcę usilnie bronić Mroczkowskiego. Jak każdy, ma on swe wady i zalety. Mi pasuje lepiej do roli trenera młodzieży, bo ma niezwykłe oko do wynajdowania talentów. Jednak w Widzewie swoje zadanie spełniał. Utrzymywał zespół w Ekstraklasie, sklecał drużynę z piłkarzy, których nikt inny nie chciał. Tracił liderów, a w zamian nie otrzymywał dobrych zamienników. Trudno w takich warunkach o korzystny wynik. Poza tym, Mroczkowski kontrakt miał do czerwca 2014 roku. Widzew mógł dać mu dokończyć swoją pracę. Nie ma żadnej pewności, że efekt nowego trenera zadziała pozytywnie. Jeśli piłkarze nadal nie będą otrzymywać pieniędzy, to nowy szkoleniowiec nic nie poradzi na brak zaangażowania. Dodatkowo oburzające jest zachowanie władz Widzewa, które stwierdziły, iż chcą, by Mroczkowski dalej dla nich pracował. Miotają się prezes i dyrektor sportowy w swoich wypowiedziach. Chaos, jaki towarzyszy zwolnieniu Radosława Mroczkowskiego, jest ogromy.


Moim zdaniem niesłusznie się go zwalnia. W dwa lata Mroczkowski pokazał, że jest solidnym fachowcem, który gdyby miał normalne warunki pracy, mógłby osiągnąć dużo więcej. Jednak w Widzewie uznano (jak to zwykle bywa), że to nie sytuacja w klubie, której winni są działacze, jest powodem słabej postawy. Za kozła ofiarnego wzięto trenera. Jak zwykle. Bo w Polsce nie umie się inaczej myśleć. Jak źle, to trener wylatuje. A wszyscy inni, mają czyste ręce.
 


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)