Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Udany powrót Lenczyka

Udany powrót Lenczyka

Piłka nożna | 29 września 2013 22:30 | Przemysław Drewniak
Barry Douglas wreszcie zagrał w barwach Lecha, ale zaliczył przeciętny występ
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Barry Douglas wreszcie zagrał w barwach Lecha, ale zaliczył przeciętny występ

Najważniejszym wydarzeniem 10. kolejki T-Mobile Ekstraklasy był powrót na ławkę trenerską 70-letniego Oresta Lenczyka. Doświadczony szkoleniowiec potrzebował zaledwie kilku dni na odmienienie gry Zagłębia, które było o krok od zwycięstwa w starciu z Jagiellonią. W drugim meczu Lech Poznań po ogromnych męczarniach pokonał grającego niemal cały mecz w dziesiątkę Widzewa 1:0.


Zagłębie Lubin 1-1 Jagiellonia Białystok
Abwo 8’ – Piątkowski 87’


Obrazek z 8. minuty meczu z Jagiellonią może posłużyć jako symboliczny początek ponownej współpracy Zagłębia Lubin z Orestem Lenczykiem . Gdy David Abwo wykończył dynamiczną akcję gospodarzy po podaniu Roberta Jeża, od razu pobiegł w kierunku ławki rezerwowych, po czym serdecznie uściskał nowego szkoleniowca. Zupełnie tak, jakby to właśnie nestor polskich trenerów miał przynieść „Miedziowym” ratunek od marazmu, w jakim znajduje się klub już od dłuższego czasu.


Dwa dni to za mało, by dobrze poznać poszczególnych piłkarzy i wprowadzać nowinki taktyczne do dotychczasowych wariantów gry. Lenczykowi wystarczyło jednak kilkadziesiąt godzin, by tchnąć w zawodników Zagłębia nieco pasji, serca i zaangażowania, podczas gdy dla poprzednich szkoleniowców było to niewykonalne w znacznie większym wymiarze czasowym.


Najlepszym piłkarzem gospodarzy był pomijany przez Adama Buczka David Abwo. Nigeryjczyk swoją energią mógłby obdzielić cały swój zespół – zanim zgasł po przerwie, w pierwszej połowie był najaktywniejszym zawodnikiem na boisku, pracując na całej jego długości. Całkiem nieźle wyglądał także Robert Jeż, który umiejętnie rozdzielał piłki w środku pola, a w drugiej połowie mógł strzelić bramkę życia. Gdy uderzał nożycami zza pola karnego, piłka huknęła jednak w poprzeczkę.


Im bliżej było końca spotkania, tym Zagłębie coraz bardziej gasło. Gospodarze dostosowywali się do poziomu gry rywali, którzy mieli problemy z płynnością w grze i do 87. minuty nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Michała Gliwy. Kibicom w Lubinie serce zabiło mocniej tylko raz, gdy niewidoczny przez większą część spotkania Dani Quintana uderzył w poprzeczkę. W tej sytuacji Jagiellonii zabrakło szczęścia, ale po raz kolejny w tym sezonie dopisało jej w samej końcówce. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Quintanę piłkę w polu karnym strącił głową Jan Pawłowski, a ta trafiła do niepilnowanego Mateusza Piątkowskiego, który przytomnym strzałem wyrównał stan spotkania.


W doliczonym czasie gry doskonałą okazję na strzelenie zwycięskiej bramki miał jeszcze Arkadiusz Piech. Tak jak w kilku wcześniejszych sytuacjach, napastnikowi Zagłębia zabrakło jednak skuteczności i piłka po jego główce z sześciu metrów minimalnie minęła słupek.


Lech Poznań 1-0 Widzew Łódź
Teodorczyk 11’


Po zwolnieniu Radosława Mroczkowskiego, Widzew Łódź przyjechał do stolicy Wielkopolski bez trenera (rolę tymczasowego pełnił Rafał Pawlak) i przez wszystkich był z góry skazywany na porażkę. A gdy już w trzeciej minucie spotkania czerwoną kartkę za faul na wychodzącym sam na sam z bramkarzem Teodorczykiem otrzymał Rafał Augustyniak, wydawało się, że Lech przed własną publicznością z łatwością rozjedzie drużynę z Miasta Włókniarzy.


Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Podopieczni Mariusza Rumaka szybko uzyskali prowadzenie, gdy po dokładnym dośrodkowaniu Gergo Lovrencsicsa swojego trzeciego gola w drugim meczu zdobył Łukasz Teodorczyk. Później Lech miał jeszcze kilka świetnych okazji do podwyższenia przewagi, ale albo uderzali niecelnie, albo w bramce świetnie interweniował Maciej Mielcarz, który w niedzielny wieczór kilkukrotnie bronił sytuacje sam na sam.


Taki obraz gry tyczy się jednak tylko początkowych kwadransów z pierwszej i drugiej połowy. W przeważającej części spotkania Lech miażdżył w posiadaniu piłki (ponad 70%), ale rozgrywał ją bardzo wolno i niczym nie zaskakiwał ambitnie walczących widzewiaków. Poza Kasperem Hamalainenem, który starał się rozgrywać i brać ciężar gry na siebie, piłkarzom z Poznania brakowało zawodników prezentujących wysoki poziom. Lovrencsics błyszczał tylko momentami, a Szymon Pawłowski pokazał, jak wiele dzieli go od dyspozycji, jaką prezentował niegdyś w barwach Zagłębia.


Widzew miał Mielcarza, walczył dzielnie i choć grał w dziesiątkę, momentami toczył w Poznaniu wyrównany pojedynek z wicemistrzem Polski. Niewiele zabrakło, a w nagrodę za ambicję Widzew doprowadziłby do wyrównania. W końcówce łodzianie w jednej akcji trzykrotnie ostrzeliwali bramkę gospodarzy, ale dwa razy na przeszkodzie stanęła poprzeczka, a raz dobrze dysponowany między słupkami Maciej Gostomski. Lech zainkasował komplet punktów w bardzo kiepskim stylu i nic dziwnego, że po meczu jego piłkarzy żegnały gwizdy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)